Interesujące "Pajace"
Treść
Jak się ma odrobinę kaprawego szczęścia, to jednego wieczoru można przeżyć gorycz bolesnych operowych porażek, by później dać się ponieść pięknu kreacji wokalnych i muzycznych. Coś takiego zdarzyło się tydzień temu w poniedziałkowy wieczór na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi w trakcie premiery "Pajaców" Leoncavalla, którą poprzedziło przedstawianie "Rycerskości wieśniaczej" Mascagniego. Obie opery należą do sztandarowych dzieł werystycznych i są najczęściej łączonymi w ramach jednego wieczoru.
Już rozpoczynająca "Rycerskość wieśniacza" Siciliana, która tutaj zastępuje uwerturę, nie wróżyła sukcesu temu przedstawieniu. Szybko się to potwierdziło! Reżyseria i scenografia nie wnoszą niczego nowego do ogranego od lat schematu. Można nawet powiedzieć, że jedno i drugie chwilami trąci myszką. Na dodatek akcja prowadzona jest dość statycznie bez wyrazistego budowania napięcia między bohaterami dramatu. W muzyce również zabrakło dramatycznego pulsu i kłębiących się tutaj emocji, co sprawiło, że ta opera zrobiła światową karierę. Tadeusz Kozłowski prowadził całość w zbyt ostrożnych, by nie powiedzieć ospałych, tempach i jakoś zupełnie bez właściwego sobie temperamentu. Z całej obsady jedynie Joanny Horodko (Lola) słuchało się z przyjemnością, czasami ta przyjemność przenosiła się na śpiew Rafała Songana (Alfio). Wokalne dokonania pozostałych bohaterów wieczoru taktownie przemilczę. Więcej tam było forsowania głosu do krzyku niż czystego pięknego śpiewu!
Przyznaję, po przerwie w nie najlepszym nastroju zasiadłem do oglądania "Pajaców". I tutaj miłe zaskoczenie, pięknie zaśpiewany przez Zenona Kowalskiego prolog zaczął zmieniać moje sarkastyczne nastawienie! Akcja prowadzona z rozmachem, dynamicznie i czytelnie, a relacje między bohaterami dramatu są wyraziście określone. Sceny zbiorowe ujmują właściwą dramaturgią i budują właściwy klimat. Krzysztof Bednarek partię Cania może spokojnie zapisać po stronie swoich artystycznych osiągnięć. Nie tylko pięknie śpiewał, ale również delikatnie, bez nadużywania ekspresji, budował kreację nieszczęśliwego pajaca. Jego Canio ma w sobie nie tyle łzawą rozpacz, co tłumioną rezygnację i wolę walki. Najpełniej słyszy się to w słynnej arii "Vesti la giubba" - śpiewanej pełnym ekspresji głosem, oraz finałowym "Di morte negli spasimi", które przyprawia o dreszcz przerażenia. Interesującym pomysłem reżysera jest podglądanie kamerą twarzy Cania podczas słynnej arii "Vesti la giubba" ("Śmiej się pajacu"). Ta sama kamera podgląda również zrozpaczoną Neddę - w tej partii podziwialiśmy Monikę Cichocką. Równie interesującą postać ułomnego fizycznie Tonia, sprawcy całej tragedii, zbudował Zenon Kowalski.
Tym razem muzyka pod batutą Tadeusza Kozłowskiego miała właściwy dramatyzm, emocjonalny żar i liryzm. Pięknie zagrane intermezzo słusznie nagrodzono gromkimi brawami.
Dyrygent dał się wreszcie ponieść własnemu temperamentowi i właściwie budował gęstniejącą z minuty na minutę atmosferę prowadzącą do tragicznego finału.
Adam Czopek
Pietro Mascagni "Rycerskość wieśniacza", inscenizacja z 2003 r., Ruggiero Leoncavallo "Pajace"; kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski; reżyseria: Magdalena Łazarkiewicz; dekoracje: Katarzyna Sobańska; kostiumy: Jolanta Załecka; choreografia: Iliana Alvaro. Premiera 15 marca 2004 r.
Nasz Dziennik 22-03-2004
Autor: DW