Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Instytut manipulacji i zaniechań

Treść

Wybrany na prezesa IPN w 2000 r. prof. Leon Kieres miał być kandydatem kompromisowym, na którego zgodzą się główne ugrupowania parlamentarne. Jednak takie kryteria wyboru sprawiły, że działania Instytutu w trakcie mijającej niebawem kadencji wielokrotnie były niezrozumiałe, a nieraz wręcz sprzeczne z polskim interesem narodowym.
Kandydatura Leona Kieresa na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej pojawiła się po fiasku wcześniejszych prób wyboru szefa tej instytucji. Ówczesnego senatora AWS i jednocześnie radnego Unii Wolności w sejmiku dolnośląskim zgłosił Marian Krzaklewski. Miało to umożliwić poparcie Kieresa zarówno przez AWS, jak i UW, której był bliższy. Podczas głosowania w Sejmie Kieresa poparła także część posłów SLD.
Jak się później okazało, nadzieje związane z powołaniem IPN - na skuteczne rozliczenie zbrodni komunistycznych i hitlerowskich, zostały w dużej mierze zniweczone. Instytut wyjątkowo opieszale udostępniał osobom pokrzywdzonym dotyczące ich dokumenty. Na przykład w pierwszym roku materiały ze swoich teczek otrzymało jedynie 160 osób, choć złożonych zostało w tej sprawie około 20 tys. wniosków. Sprawa tzw. listy Wildsteina i przyjęcia w związku z nią "szybkiej ścieżki" pokazała, że możliwe jest szybsze załatwianie wniosków pokrzywdzonych przez system komunistyczny, oczekujących na archiwalia i zaświadczenia.
Największym skandalem Kieresa była sprawa Jedwabnego. Prezesowi wielokrotnie zarzucano osobiste zaangażowanie się w jej nagłośnienie i publiczne prezentowanie poglądów, że inspiratorami i sprawcami mordu byli Polacy. Przypomnijmy, że umarzając w lipcu 2003 r. śledztwo w tej sprawie, pion śledczy IPN postawił niepopartą de facto materiałem dowodowym tezę, że mordu Żydów w Jedwabnem dokonała grupa miejscowej ludności z inspiracji Niemców. Dając wiarę niepotwierdzonym zeznaniom niewiarygodnych świadków, prokuratorzy IPN odrzucili pozostałe dwie hipotezy z trzech branych pod uwagę podczas trwającego od sierpnia 2000 r. śledztwa. Druga hipoteza mówiła o całkowitej odpowiedzialności Niemców, a trzecia zakładała, że Żydów zamordowali Niemcy przy współudziale niewielkiej grupy Polaków, którzy zostali pod groźbą utraty życia zmuszeni do pomocy w zbrodni. Tę ostatnią wersję wypadków przyjęło kilku niezależnych historyków, m.in. prof. Jerzy Robert Nowak, prof. Tomasz Strzembosz, dr Leszek Żebrowski.
Rażącym przykładem zaniedbania prezesa Kieresa jest wieloletnie zwlekanie z wszczęciem polskiego śledztwa w sprawie mordu katyńskiego. Na nic się zdały wieloletnie apele stowarzyszeń katyńskich i kombatanckich o rozpoczęcie tego postępowania. Mimo obietnic, składanych również publicznie, Kieres zwlekał, oczekując na wyniki śledztwa prowadzonego przez prokuraturę rosyjską, które - jak można było przewidzieć - zakończyło się bez żadnych efektów. To, że polskie śledztwo zostało w ogóle wszczęte, należy zawdzięczać Komitetowi Katyńskiemu, który składając zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, niejako wymusił podjęcie działań ze strony IPN.
W styczniu obecnego roku pojawiła się kwestia listy katalogowej sporządzonej w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, zawierającej nazwiska funkcjonariuszy, pracowników technicznych służb specjalnych PRL, tajnych współpracowników, kandydatów na agentów oraz osoby rozpracowywane. Katalog ten po upublicznieniu zyskał miano listy Wildsteina. Powszechnie krytykowano prezesa IPN za takie ułożenie tej listy i wrzucenie do jednego worka tych różnych kategorii osób, co po pojawieniu się listy w internecie spowodowało powstanie nieuzasadnionych podejrzeń o konfidencję wobec niewinnych osób. Mimo wielu apeli Kieres nie zdecydował się również na oficjalne ujawnienie listy inwentarzowej.
Przed kilkoma tygodniami IPN został użyty do kolejnego ataku przeciwko Radiu Maryja. Instytut zaangażował się w akcję niepopartego wiarygodnymi dowodami dyskredytowania Jana Kobylańskiego, wybitnego działacza polonijnego z Ameryki Łacińskiej. Atak na prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej stał się dla wielu mediów pretekstem do kolejnej nagonki przeciwko Radiu Maryja.
Środowy spektakl medialny z przypisaniem agenturalności o. Konradowi Hejmie, bez jednej choćby rozmowy z samym zainteresowanym, wpisuje się w pasmo niegodziwych posunięć prezesa IPN.
ZB

"Nasz Dziennik" 2005-04-29

Autor: ab