Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Impas w "Budryku"

Treść

Wciąż nie było wiadomo, czy i kiedy dojdzie do wznowienia przerwanych w grudniu negocjacji między pracownikami i zarządem kopalni "Budryk". Do kopalni przyjechał mediator Jerzy Markowski, który pośredniczy w kontaktach między stronami. Zdaniem komitetu strajkowego, pod ziemią na dwóch poziomach protestuje ponad 360 osób. Przedstawiciele zarządu kopalni oceniają, że strajkujących na dole jest ok. 200. Ponad 350 osób podjęło pracę - jest to jednak za mało, by można wznowić wydobycie węgla. Dyrektor "Budryka" wystosował do komitetu strajkowego pismo wzywające do umożliwienia szybkiego wznowienia wydobycia węgla na dwóch ścianach wydobywczych. To reakcja na wydane wczoraj wieczorem zalecenie Okręgowego Urzędu Górniczego w związku ze wzmagającym się wskutek długiego przestoju ścian zagrożeniem pożarowym 1050 m pod ziemią. - Nie wyobrażam sobie, aby w tej sytuacji komitet strajkowy mógł odmówić współpracy. Gdyby tak było, wziąłby na siebie pełną odpowiedzialność za bezpieczeństwo przebywających na dole ludzi oraz przyszłość kopalni - stwierdził w rozmowie z PAP prezes kopalni Piotr Bojarski. Obie strony trwającego od 22 dni konfliktu płacowego w kopalni "Budryk" deklarują gotowość do wznowienia rozmów, ale czekają na ruch swoich oponentów. Rzecznik kopalni Mirosław Kwiatkowski powiedział wczoraj, że żadna decyzja o wysłaniu do komitetu strajkowego jakiegokolwiek pisma nie zapadła. - Przygotowywane są różne warianty, różne pisma, ale dotąd nie ma decyzji o skierowaniu ich do protestujących. Jeżeli będą jakieś nowe propozycje ze strony zarządu, będą przedstawione podczas bezpośrednich negocjacji - stwierdził rzecznik. Według niego, zarząd jest gotów do wznowienia rozmów, ale ponieważ zerwali je protestujący, to oni powinni formalnie wystąpić do zarządu z propozycją wznowienia negocjacji. Wtedy dopiero, jak dodał, zarząd je podejmie. - Jest to takie mydlenie oczu. Cały czas, dwadzieścia cztery godziny na dobę, jesteśmy gotowi do podjęcia rozmów. Możemy nawet podjąć je o trzeciej w nocy, jeśli takie będzie życzenie. Jesteśmy w stanie z nimi rozmawiać przez cały czas, a teraz oni mówią, że to my mamy ten termin ustalić - powiedział nam Krzysztof Łabądź, przewodniczący komitetu strajkowego oraz WZZ "Sierpień '80" w KWK "Budryk" SA. Zarówno przedstawiciele związków, jak i zarządu liczą na to, że wczorajsza obecność Markowskiego w kopalni pomoże w ponownym nawiązaniu dialogu i rozpoczęciu dalszych negocjacji. Jeden z liderów protestu, Grzegorz Bednarski ze związku zawodowego "Kadra", ocenił, iż napisanie pisma do zarządu w sprawie rozmów nie jest problemem, ważna jest jednak wola porozumienia drugiej strony. Związkowcy niezmiennie domagają się podwyżki za ubiegły rok o 12 zł na dniówkę, co wraz z dodatkowymi świadczeniami dawałoby około 600 zł miesięcznej podwyżki jeszcze w poprzednim roku. Do tego należy dodać włączenie do funduszu płac świadczenia na dojazdy do pracy, dziś liczonego osobno. Dopiero do tak podniesionej bazy naliczania płac w tym roku miałoby dojść ok. 450-500 zł miesięcznej podwyżki. Byłby to wzrost o kolejnych 8 proc., bo o tyle w tym roku mają wzrosnąć płace w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), do której wkrótce wejdzie "Budryk". Jacek Dytkowski "Nasz Dziennik" 2008-01-08

Autor: wa