Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ile możemy stracić?

Treść

Sprawa publikacji karykatur może nas kosztować nawet 500 milionów dolarów. Stawia też pod znakiem zapytania planowaną budowę terminalu gazu skroplonego. Jednym z państw, które mogłoby być dostawcą tego surowca dla Polski, miała być Algieria bądź Egipt. Nie wiadomo też, czy cały nasz eksport do tych krajów nie zostanie wstrzymany. A wszystko za sprawą publikacji karykatur, będących dla wyznawców islamu obrazą uczuć religijnych.

W Polsce jest wiele przedsiębiorstw i dużych zakładów, które eksportują towary do państw arabskich. Wysyłamy tam m.in. węgiel, stal i wyroby stalowe, sprzęt transportowy, dźwignice, sprzęt ciężki, broń. Przez lata nasz eksport nie był w takim rozkwicie, jak w ubiegłym roku. Wtedy bowiem wzrósł dwukrotnie w porównaniu do poprzednich lat. Stało się to za sprawą objęcia polskich towarów preferencjami stosowanymi dotychczas wyłącznie wobec importu z krajów unijnych. Nasze obroty z krajami arabskimi, według danych Ministerstwa Gospodarki, kształtowały się w ubiegłym roku na następującym poziomie: Syria - 190 mln USD, Jordania - 35,5 mln USD, Irak - 70 mln USD, Arabia Saudyjska - 200 mln USD, Kuwejt - 20 mln USD, i Liban - 9 mln USD.
Iracki minister transportu zamroził kilka dni temu kontakty z Danią i Norwegią - państwami, w których prasa opublikowała karykatury proroka Mahometa. Jest to forma protestu przeciwko obrażaniu uczuć religijnych muzułmanów. Zamrożenie kontaktów handlowych z Polską groziłoby plajtą niektórych producentów i przedsiębiorców.
Polska ma także w planach budowę terminalu gazu skroplonego w jednym z krajów, które dysponują takim surowcem. Jak wynika z uzyskanych przez nas w Ministerstwie Gospodarki informacji, jednym z kandydatów, od którego bralibyśmy gaz w takiej postaci, jest Egipt bądź Algieria. Jak poinformowała nas Elżbieta Wróblewska z departamentu bezpieczeństwa energetycznego, Polska zamierza sprowadzać 5 mld m sześc. gazu rocznie.
Anna Skopinska

Artur Zawisza (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki:
Obawiam się, że publikacja w "Rzeczpospolitej" będzie miała konsekwencje dla polskiej gospodarki. Będzie nam trudniej działać na rynkach wschodnich, arabskich czy muzułmańskich. Uważam, że stało się źle z powodów zasadniczych, tzn. z powodu obrazy przedmiotu kultu jednej z wielkich religii monoteistycznych. I to jest dla mnie istota zła. Bo fakt, że to dodatkowo wpłynie na sytuację rynkową polskich firm w krajach muzułmańskich, jest sprawą drugorzędną. Prawdziwym złem w tej sprawie jest niewrażliwość na rzeczy, które są traktowane jako święte. W kwestii ewentualnego bojkotu towarów polskich oczywiście wszystko jest możliwe, ale ja bym sobie tego nie życzył. Nie chciałbym prowokować takiej sytuacji. Mam nadzieję, że szybkie przeprosiny rządu temu zaradzą. Publikacja może mieć skutek dla działalności polskich podmiotów gospodarczych na tych rynkach, ale należy mieć nadzieję, że szybkie i jednoznaczne przeprosiny nie spowodują, iż znajdziemy się w takiej sytuacji jak te kraje, które brną w swoje złe zachowanie.
not. AMJ

"Nasz Dziennik" 2006-02-07

Autor: ab