Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ignorantia iuris nocet

Treść

Łacińską maksymę mówiącą, że nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania, Włodzimierz Cimoszewicz pamięta pewnie jeszcze z czasów studiów. Tym razem to on może stać się jej ofiarą, bo jak udało nam się dowiedzieć, warszawska prokuratura okręgowa zamierza postawić mu zarzuty poświadczenia nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Zarzuty mają dotyczyć zarówno akcji PKN Orlen, jak i udziału kandydata SLD na prezydenta w radzie nadzorczej spółki BMC.
Przed komisją śledczą ds. PKN Orlen Cimoszewicz zeznał, że nie złamał ustawy antykorupcyjnej, gdyż niezwłocznie po objęciu stanowiska ministra spraw zagranicznych złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego Rady Nadzorczej BMC. W upublicznionym we wtorek jego oświadczeniu ministerialnym z 22 stycznia 2002 r. (nie wiadomo, dlaczego polityk SLD tak długo zwlekał z jego złożeniem, skoro ministrem został już w październiku) Cimoszewicz nie wpisał akcji PKN Orlen (tłumaczy, że ich już wówczas nie posiadał), ale wpisał członkostwo w RN BMC. W tym wypadku też zapomniał, że już zrezygnował? A może wcale wspominanej przez Cimoszewicza rezygnacji nie było, skoro w aktach sądowych spółki BMC nie ma po niej śladu? To zamierza wyjaśnić prokuratura. Podobnie jak to, że skoro 22 stycznia Cimoszewicz pisze, iż zasiadał w tej radzie, to albo złamał ustawę antykorupcyjną i skłamał przed komisją śledczą, albo dobrze wiedział, że wypełnia oświadczenie według stanu na dzień obejmowania funkcji ministra, a nie na dzień wypełniania. Skoro jednak tak, to dlaczego w oświadczeniu nie ma akcji PKN Orlen, które posiadał w październiku? W tym momencie tłumaczenia o pomyłce, a raczej całej ich kaskadzie, nie znajdują już żadnego racjonalnego uzasadnienia.
Wczoraj sejmowa komisja śledcza skierowała kolejne zawiadomienie w sprawie Cimoszewicza do prokuratury, właśnie w kwestii związanej z jego uczestnictwem w Radzie Nadzorczej BMC.
- Była zgoda w tej sprawie - powiedział nam poseł Antoni Macierewicz (RKN).
Tymczasem z kręgów zbliżonych do prokuratury udało nam się dowiedzieć, że materiały w tej sprawie są bardzo mocne. Prokuratura zamierza też jeszcze raz wezwać Cimoszewicza na przesłuchanie i wyjaśnić tę kwestię. Coraz mniej prokuratorzy liczą też na zeznania Anny Jaruckiej, której wersja zdarzeń staje się coraz bardziej nieprawdopodobna. Ich zdaniem, o winie lub niewinności Cimoszewicza rozstrzygną jednak dokumenty.
Warto przy okazji wspomnieć o prowadzonej przez sztab wyborczy Cimoszewicza akcji polegającej na pokazywaniu, że nie tylko on się mylił w oświadczeniach za 2002 r. Pojawiają się w tym kontekście także nazwiska posłów z komisji śledczej. Tymczasem żaden z posłów poza Cimoszewiczem nie popełnił błędu polegającego na pomyleniu dat wskazanych w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Najczęściej polegały one na niewpisaniu dochodów czy braku oceny wartości posiadanego majątku. A przecież większość z mylących się była posłami po raz pierwszy w życiu - Cimoszewicz pełni tę funkcję już piątą kadencję.
Poza sprawą Cimoszewicza, wbrew sugestiom Tomasza Nałęcza, orlenowska komisja systematycznie pracuje nad ostatecznym kształtem sprawozdania.
Mikołaj Wójcik

"Nasz Dziennik" 2005-08-25

Autor: ab