Ignorancja czy zła wola?
Treść
Po raz kolejny na łamy brytyjskich gazet wraca określenie szkalujące nasz Naród "polskie obozy koncentracyjne". Tym razem "The Daily Telegraph" pisze "o polskim obozie na Majdanku". Kilka dni wcześniej inna z brytyjskich gazet posunęła się jeszcze dalej, używając skandalicznego określenia "polskie komory gazowe".
Wczorajszy "The Daily Telegraph" pisał o chorwackim zbrodniarzu wojennym Milivoju Asnerze, kibicującym chorwackiej drużynie piłkarskiej. Bohater artykułu ścigany jest przez międzynarodowy ośrodek Szymona Wiesenthala, którego zadaniem jest tropienie hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Pod koniec artykułu gazeta pisze także o mieszkającej w Austrii Ernie Wallisch, będącej "kapo w polskim obozie koncentracyjnym na Majdanku". Ponadto w poniedziałkowym numerze "The Sun" posunięto się jeszcze dalej, pisząc o ściganym przez wspomniany już ośrodek Wiesenthala, Iwanie Demjaniuku. Bohater artykułu służył w SS Speckomando, którego zadaniem było wyłapywanie i eksterminacja Żydów z okręgu Generalnej Guberni. Z racji swojego okrucieństwa nazwany został "Iwanem Groźnym". Gazeta zwie go "strażnikiem, który wysyłał więźniów do polskich komór gazowych". W ciągu ostatniego miesiąca podobne stwierdzenia ukazały się także w północnoirlandzkim "Tyrone Courier" i w darmowym, bulwarowym "London Lite". Ten ostatni ustosunkowując się do niedawnej gafy Baracka Obamy, jakoby jego wujek brał udział w wyzwalaniu obozu koncentracyjnego w Auschwitz, odpowiedział błyskotliwym stwierdzeniem, iż "To Sowieci wyzwolili polski obóz w 1945 roku".
Zdaniem historyka, członka Kolegium IPN, dr. Mieczysława Ryby, takie nazewnictwo nie jest przypadkowe. - Ta nieustanna propaganda oczerniająca Polaków, szkalująca naród, który był skazanych na zagładę w czasie wojny, jest w dalszym ciągu kontynuowana, natomiast dziennikarze używający tego typu terminologii posługują się też pewną ideologią - zauważa Ryba. Szkalowania Narodu Polskiego w zagranicznych gazetach nie powstrzymała nawet debata w Parlamencie Europejskim. W ciągu zaledwie trzech lat polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych interweniowało w podobnych przypadkach około 70 razy. Prezes Ogniska Polskiego Andrzej Morawicz uważa, że tej sprawy nie można pozostawić bez odpowiedzi. - Placówki dyplomatyczne w poszczególnych krajach powinny tego typu doniesienia kontrolować i koordynować akcje obronne - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Mieczysław Ryba. Dodał także, iż musimy pamiętać o tym, że tego typu kłamstwa wielokrotnie powtarzane zostaną w końcu uznane za prawdziwe. Będą one więc szkodzić Polsce nie tylko w wymiarze historycznym, ale i politycznym.
Marta Ziarnik, PAP
"Nasz Dziennik" 2008-06-18
Autor: wa