Hołd w ryku motorów
Treść
Pielgrzymi na motocyklach odwiedzą m.in. Lenino, Miednoje, Katyń i Charków. W trasę wyruszyli po raz piąty - z roku na rok grupa jest coraz liczniejsza. Na drogę pobłogosławił ich kapelan Rodzin Katyńskich ks. prałat Zdzisław Peszkowski.
V Motocyklowy Rajd Katyński, który w sobotę rano wyruszył na szlak, potrwa do 11 września. Uczestnicy mają do przejechania aż 4,5 tys. km. Odwiedzą miejsca pamięci i pochówku Polaków, ale i żyjących na Wschodzie rodaków, którzy od pięciu lat przyjmują ich z otwartymi rękami, wyczekują. - Każde takie spotkanie jest bardzo wzruszające - mówi jeden z uczestników rajdu. Dodaje, że większość z nich traktuje rajd jako pielgrzymkę, hołd oddawany głównie tym, których pomordowano na Wschodzie. Bo to jednak zawsze lasy koło Katynia, Miednoje i Charkowa są punktami kulminacyjnymi podróży. - Jedziemy szlakiem polskiego oręża, na terytoria dawnej Rzeczypospolitej, poprzez stulecia minione - mówił przed odjazdem Wiktor Węgrzyn, komandor rajdu. To on jest inicjatorem rajdu i organizującego go Stowarzyszenia Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Mimo że nie ma osobistych przeżyć związanych z "Golgotą Wschodu", od dzieciństwa wiedział o pomordowanych od swoich rodziców. Jak wielu ludzi w jego wieku, ale i młodszych, prawdziwych lekcji historii doświadczał w domu, nie w szkole. Już jako trzynastolatek powielał z kolegą informacje o sowieckiej zbrodni i rozklejał na ulicy. Przez prawie 30 lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych i gdy wrócił do Polski, ze zdziwieniem stwierdził, że bardzo mało mówi się tutaj i wie o tym, co działo się na Wschodzie. Tak zrodził się, przy wsparciu ks. prałata Peszkowskiego, pomysł rajdu, który po raz pierwszy ruszył w 2001 r. - Będziemy na polach, gdzie nasi dziadowie padali w bojach, gdzie bili się za wolność naszą i waszą - mówił Węgrzyn.
Na drogę błogosławił kilkudziesięciu motocyklistom ks. prałat Zdzisław Peszkowski. - Oni będą przy tych wszystkich cmentarzach, o których czasem my zapominamy - mówił wzruszony ksiądz, który przecież ponad 60 lat temu cudem został ocalony. Pierwszy postój po wyjeździe spod Grobu Nieznanego Żołnierza był tradycyjnie w Starej Iwicznej pod Warszawą, u ks. proboszcza Andrzeja Kwaśnika.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2005-08-29
Autor: ab