Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Historycznie w Łęcznej

Treść

W sobotę po raz pierwszy w historii na boiska ekstraklasy wyszli piłkarze Górnika Łęczna, jego imiennika z Polkowic i Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. I beniaminkowie zagrali na remis. Górnicy z Łęcznej pokonali Wisłę Płock, ci z Polkowic nie sprostali Wiśle z Krakowa, a gracze Świtu w dramatycznych okolicznościach podzielili się punktami z łódzkim Widzewem. Nie tylko z racji zainkasowania kompletu punktów, ale i z racji stylu, w jakim po nie sięgnęli - na największe słowa uznania zasłużyli zawodnicy z Łęcznej.
Podopieczni trenera Jacka Zielińskiego lekko obawiali się, co naturalne, swojego debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przede wszystkim dlatego, że naprzeciw nich stanął jeden z naszych "eksportowych" zespołów, uczestnik Pucharu UEFA, płocka Wisła - znacznie wzmocniona przed sezonem, mająca spore aspiracje i nadzieje. - Ale nie mogę powiedzieć, abyśmy się bali przeciwnika. Owszem, szanowaliśmy i docenialiśmy klasę Wisły, ale na pewno przed inauguracją nie było strachu - mówił po meczu trener Górnika Jacek Zieliński.
I na boisku różnic nie było widać, ba, to gospodarze byli stroną dominującą i pewnie i zasłużenie zwyciężyli.
Mecz miał swoją dramaturgię i momenty zwrotne. Pierwszy nastąpił w 33. min, gdy za głupie i niepotrzebne zagranie ręką nowy nabytek Wisły Andrzej Kobylański zobaczył swoją drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Od tej chwili goście musieli grać w osłabieniu. A drugi miał miejsce pięć minut później. Wtedy to kontuzji doznał kapitan Górnika Marcin Boguś. Nie mógł kontynuować gry, a trener Zieliński zaryzykował. Wpuścił na plac gry napastnika Grzegorza Skwarę. I ten najniższy na placu zawodnik poderwał swój zespół do boju. Co więcej to on - i to strzałem głową - strzelił dla Górnika pierwszą bramkę. Była 45. min i to było wydarzenie historyczne.
Po przerwie trwała walka "cios za cios". Ale lepiej prezentowali się górnicy, którzy bezlitośnie wykorzystali wszystkie błędy defensywy Wisły. No i trzeba dodać, że bramki, które zdobyli, były przedniej urody. Bo i trafienie Mirosława Budki z rzutu wolnego, i skuteczne sfinalizowanie zespołowej akcji przez Krzysztofa Kłosińskiego (kolejny rezerwowy wpuszczony przez Jacka Zielińskiego) były godne filmowej kamery. - Mecz mogę oceniać przez pryzmat wyniku. Cieszymy się z udanego początku w ekstraklasie. Pojawiły się pozytywne symptomy wzrostu jakości gry. Oczywiście były również i słabsze momenty. Brakowało nam nieco obycia i cwaniactwa. Wisła to mocna drużyna, ale właściwie zneutralizowaliśmy jej silne punkty - przyznał trener Zieliński.
Ale zarówno szkoleniowiec, jak i jego podopieczni świętowanie historycznej wygranej już zakończyli. Teraz czeka ich pierwszy nader poważny egzamin - wyjazd do Warszawy na mecz z Legią. - To wyzwanie - skomentował krótko Jacek Zieliński.
Piotr Skrobisz



Fakty kolejki
W siedmiu meczach piłkarze strzelili 21 bramek, co dało naprawdę niezłą średnią 3 goli na spotkanie.

Co rzadko się zdarza, częściej lepsi byli goście, którzy wygrali trzy pojedynki. Gospodarze tylko dwa.

Najefektowniej zaprezentowali się piłkarze Groclinu Grodzisk Wlkp., którzy rozgromili w Katowicach Dospel aż 4:0. Nic dziwnego, że zostali pierwszymi liderami.

Co ciekawe, żaden z piłkarzy nie strzelił więcej niż jedną bramkę.

Sędziowie podyktowali dwa rzuty karne. Jerzy Podbrożny z Widzewa Łódź wykorzystał go bezbłędnie, zaś strzał Tomasza Moskala z Górnika Polkowice obronił Adam Piekutowski z krakowskiej Wisły.

Panowie "sprawiedliwi" pokazali też 25 żółtych i 2 czerwone kartki - obejrzeli je Andrzej Kobylański z Wisły Płock i Marek Saganowski z Legii Warszawa. Tylko gracze Odry Wodzisław nie zostali ukazani kartkami. A ich rywale z Legii obejrzeli 3 żółte i 1 czerwoną.

Siedem spotkań obejrzało 43 tys. widzów, co daje średnią ponad 6100 na mecz. Tradycyjnie najwięcej osób odwiedziło stadion Lecha Poznań - aż 17 tys. Najmniej kibiców oglądało pojedynek Amiki Wronki z Polonią Warszawa - tylko 2 tys.
Nasz Dziennik 12-08-2003

Autor: DW