Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Hipotezę zweryfikuje georadar

Treść

W drugiej połowie lipca - po dopełnieniu wszelkich formalności - rozpoczną się badania mające potwierdzić bądź wykluczyć jedną z hipotez dotyczących miejsca pochówku bohaterskiego gen. Augusta Fieldorfa "Nila", żołnierza ZWZ-AK i dowódcy Kedywu. Według wciąż niepotwierdzonych przypuszczeń generał "Nil" może spoczywać na warszawskim Służewcu, w okolicach kościoła św. Katarzyny.

Specjalne badania z użyciem georadaru, który może wskazać, czy w miejscu tym znajdują się ludzkie szczątki, rozpoczną się jeszcze w tym miesiącu - poinformował nas Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który już w marcu w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" zapowiadał przystąpienie do tych prac. - Obecnie trwa zamykanie niezbędnych formalności, które pozwolą wejść z badaniami w miejsce poszukiwań. Wszystko jednak wskazuje na to, że zakończą się one niebawem, co pozwoli rozpocząć prace. Mają one na celu zbadanie gruntu pod parkingiem, co do którego istnieje podejrzenie, że kryje ludzkie szczątki. Mamy nadzieję, że uda się ustalić, czy i ewentualnie na jakiej głębokości się one znajdują, a także czy są to szczątki pojedynczych osób, czy może jest ich więcej. Tym sposobem chcemy odkryć tajemnicę tego miejsca - mówi Andrzej Przewoźnik.
Jak już informowaliśmy, istnieje przypuszczenie, że szczątki gen. Augusta Fieldorfa mogą spoczywać na warszawskim Służewcu pod parkingiem nieopodal kościoła pw. św. Katarzyny. Wskazywałoby na to świadectwo nieżyjącej już dziś kobiety, której mąż został zamordowany w lutym 1953 roku. Z jej relacji wynika, że pochowano go w tym samym miejscu, co generała. Kobieta ta przekupiła mężczyznę, który przewoził ciała zamordowanych na miejsce tajnych pochówków, dzięki czemu udało się jej zlokalizować i wydobyć doczesne szczątki męża i godnie go pogrzebać. W tej mogile miała widzieć również ciało gen. Fieldorfa. Jednak przez wiele lat, w obawie przed represjami, z nikim nie dzieliła się tą tajemnicą. Odpowiednie świadectwo w tej sprawie złożyła dopiero niedługo przed śmiercią na ręce ks. prałata Józefa Maja, proboszcza kościoła pw. św. Katarzyny.

Trwają kwerendy
Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa próbowała zweryfikować te informacje. - W tym celu wystąpiliśmy do ministra sprawiedliwości, ale niestety nie udało się dotrzeć do dokumentów, które jednoznacznie potwierdzałyby bądź wykluczały tę wersję - wyjaśnia Przewoźnik. Rada badała już - bezskutecznie - m.in. miejsce wskazane w Lesie Kabackim. Zwracała się też z prośbą o informacje do środowisk akowskich, Instytutu Pamięci Narodowej (w zasobach tej instytucji dokumentów również nie odnaleziono) oraz rodziny zamordowanego. Być może nowe światło na tę sprawę rzucą prowadzone kwerendy, ale według sekretarza ROPWiM, trudno w nich pokładać wielkie nadzieje, skoro z tajnych pochówków osób skrytobójczo zamordowanych z reguły nie sporządzano dokumentów.
- Należy pamiętać, że były to tajne działania, stąd brak odpowiedniej dokumentacji. Nie mamy też żadnej pewności, że miejsce wskazane na Służewcu rzeczywiście kryje ludzkie szczątki, w tym gen. Fieldorfa. Dlatego zweryfikować tę wersję mogą jedynie specjalistyczne badania o charakterze sprawdzającym. Jeżeli okaże się, że są tam pochowane ludzkie szczątki, zostaną podjęte kolejne kroki co do prac wykopaliskowych i ewentualnie identyfikacji ciał - tłumaczy Andrzej Przewoźnik.
Generał August Emil Fieldorf "Nil", żołnierz ZWZ-AK, a od 1942 r. dowódca Kedywu, był prześladowany przez aparat represji PRL, więziony i w sfingowanym procesie skazany na karę śmierci. Został zamordowany w lutym 1953 r. przez funkcjonariuszy działających w imieniu i na zlecenie Związku Sowieckiego w Polsce za działania na rzecz niepodległego państwa walczącego o suwerenny byt. Choć "Nil" w latach 1958 i 1989 doczekał się rehabilitacji, to zarówno skazujący na śmierć, jak i wykonawcy wyroku do dziś nie doczekali się sprawiedliwego osądu. Sam patriota i bohater narodowy nadal nie ma godnego pochówku, poza symbolicznym grobem na warszawskich Powązkach.
Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-07-05

Autor: wa