Hillary w opałach
Treść
Festiwal amerykańskich prawyborów trwa. Republikanie coraz wyraźniej wskazują na Johna McCaina. Wśród Demokratów sytuacja pozostaje bardzo wyrównana. Chociaż obecnie Barack Obama wysunął się na czoło ich obozu, a Hillary Clinton przeżywa spore kłopoty, to demokratycznego kandydata tak prędko nie poznamy.
Senator z Illinois wyprzedził swoją rywalkę Hillary Clinton do wyścigu o nominację prezydencką obozu Demokratów. W ostatnich prawyborach, które odbyły się w stanach Virginia, Maryland oraz Waszyngton - Dystrykt Kolumbia, czarnoskóry senator odniósł zwycięstwo.
W obozie republikańskim w "głosowaniach nad Potomakiem" (rzeką, która przepływa przez wszystkie trzy stany, w których odbyły się prawybory) John McCain również pokonał swojego głównego rywala - Mike'a Huckabee, nie dając mu żadnych szans. Weteran wojny wietnamskiej, chcąc zaprzeczyć wszelkim sugestiom, że jest za stary, by być prezydentem, powiedział do swoich zwolenników: "Jestem napalony i gotowy, by pójść dalej". - Zbliżamy się do końca pierwszej połowy tych wyborów z całkiem niezłą tendencją wzrostową - dodawał już nieco poważniej. Wtorkowe zwycięstwa McCaina oznaczają jedynie, że powiększył on już i tak swoją znaczną przewagę pod względem liczby delegatów, którzy poprą jego kandydaturę.
W kampanii nadal bierze udział kongresman Ron Paul. Ma on dosyć stałe poparcie, utrzymujące się na poziomie 10 proc., jednak ta bariera jest chyba dla libertariańskiego kandydata nie do przekroczenia. W takim wypadku nominacja dla McCaina wydaje się przesądzona, jednak nie może on jeszcze spocząć na laurach. Czeka go przede wszystkim próba skupienia członków partii wokół swojej osoby, co dość mocno utrudnia fala krytyki z ust wielu republikańskich liderów. Zarzucają oni senatorowi z Arizony przede wszystkim zbyt słabe przywiązanie do wartości konserwatywnych.
Zdecydowanie bardziej wyrównana walka toczy się po stronie Demokratów. Tu z pewnością jednak nie rozbije się ona o kwestie konserwatywne. Hillary Clinton w udzielonym ostatnio pismu gejowskiemu wywiadzie po raz kolejny swoją przewagę nad Obamą próbowała udokumentować tym, że jej przeciwnik nie jest aż tak entuzjastyczny wobec kwestii homoseksualnych jak ona. Czy takie znaczące oddanie się tej społeczności może przynieść wiele głosów? Ostatnie wyniki temu przeczą.
Zebrana przez Obamę w ostatnich dniach liczba delegatów nie jest jeszcze wystarczająca do ostatecznego tryumfu. W obozie Clinton nie dzieje się jednak najlepiej. Po ukazaniu się wiadomości, że senator Nowego Jorku brakuje pieniędzy na kampanię, pojawiły się kolejne złe wieści. Jej obóz opuścił główny menedżer kampanii, a dzień później identycznie postąpił jego zastępca. W wygłoszonym we wtorek wieczorem przemówieniu skupiła się wyłącznie na nadchodzących prawyborach, całkowicie przemilczając kwestię ostatnich niepowodzeń.
Ostateczne rozstrzygnięcia przyniosą prawdopodobnie marcowe głosowania w tak dużych stanach jak Teksas czy Ohio. To właśnie tam była pierwsza dama zapowiada wzięcie odwetu za ostatnie porażki i powrót na pozycję lidera. Obama, z ośmioma zwycięstwami z rzędu, jest zdecydowanie bliższy nominacji. Na dodatek media spekulują, że wciąż znajduje się on na "fali wznoszącej". Do nominacji potrzebne jest zebranie poparcia 2025 delegatów na partyjną konwencję. Po wtorkowych wyborach senator z Illinois zgromadził ich 1223, wyprzedzając Clinton zaledwie o 25 głosów.
Łukasz Sianożęcki
"Nasz Dziennik" 2008-02-14
Autor: wa