Gruszki na wierzbie
Treść
Pakiet zmian w kodeksie pracy i ordynacji podatkowej przedstawił wczoraj premier na specjalnej konferencji z udziałem minister pracy Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Propozycje rządu to zaledwie mały kroczek w kierunku polityki prorodzinnej, w obecnych warunkach zupełnie niewystarczający - komentuje te zapowiedzi Prawica Rzeczypospolitej.
Premier Jarosław Kaczyński podczas wspólnej konferencji z minister pracy Joanną Kluzik-Rostkowską dumnie prezentował dokonania rządu w zakresie działań podjętych na rzecz polskich rodzin. Mówiąc o dłuższych urlopach macierzyńskich i ulgach podatkowych, szef rządu podkreślił, że zmiany w kodeksie pracy są realizacją wcześniejszych zapowiedzi PiS. - Wykonujemy to, co zapowiadaliśmy niezależnie od sytuacji przedwyborczej - powiedział. W sukurs przyszła mu minister pracy, która dodała, iż wśród zmian w kodeksie pracy znajduje się m.in. wydłużenie urlopu macierzyńskiego docelowo do 26 tygodni, a także zwolnienie pracodawców z opłacania składek na fundusz pracy i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych za rodziców wracających z urlopu wychowawczego i macierzyńskiego. Resort proponuje, by wyplata becikowego uzależniona była od pozostawania matki pod stałą opieką lekarską, począwszy od 10. tygodnia ciąży. Jak poinformowała Kluzik-Rostkowska, zmiany mają kosztować do 2014 r. prawie 28 mld złotych.
Prawica Rzeczypospolitej (PR) choć ostatecznie docenia prace rządu w tym zakresie, to od razu dodaje, iż rozwiązania te są niewystarczające. Konieczne jest jednak to, by ustawy prorodzinne, m.in. dotyczące wydłużenia urlopów macierzyńskich, zostały przegłosowane jeszcze w tej kadencji Sejmu. Zdaniem Marka Jurka, następny Sejm może dysponować "mniejszą większością" na rzecz praw rodziny.
Poseł Marian Piłka krytycznie odniósł się do sposobu wydłużenia urlopów macierzyńskich przygotowanego przez Kluzik-Rostkowską. Z zapowiedzi minister wynika, że wydłużenie nastąpiłoby dopiero w 2013 roku. Zdaniem Piłki, to działanie nieadekwatne do sytuacji zapaści demograficznej. Prawica Rzeczypospolitej chce wydłużenia urlopu macierzyńskiego na pierwsze dziecko do 6 miesięcy, na drugie do 9 miesięcy, a na trzecie i kolejne do roku. W ocenie PR młode rodziny należą do najuboższych grup społecznych, a takie rozłożenie długości urlopów zachęciłoby je do posiadania potomstwa. Prawica Rzeczypospolitej oczekuje, że marszałek Ludwik Dorn zadecyduje o rozpatrzeniu przez Sejm dwóch projektów - rządowego i jej. Jurek deklaruje, iż jego koło będzie w trakcie prac nad projektem ustawy zachęcać do przyjęcia propozycji w sprawie wydłużenia urlopów macierzyńskich "nawet w formie kroczącej" - w ciągu 3 czy 4 lat. - Nasza propozycja wcale nie jest zbyt daleko idąca, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę to, co się dzieje w Europie odnośnie do polityki prorodzinnej, to Polska należy do nielicznych krajów, w których praktycznie rzecz biorąc nie ma polityki na rzecz rodzin - ocenił Piłka. - To, co proponuje rząd, to jest bardzo drobny krok w kierunku polityki prorodzinnej, ale w obecnych warunkach zupełnie niewystarczający - zaznaczył.
Znaczenie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi podkreśla z kolei poseł Artur Zawisza. Zaznacza on jednak, że dyskusyjna jest ich wysokość, czyli 572 złote. Zawisza przypomina, że PR razem z LPR zaproponowały, aby to była dwukrotność tej kwoty, czyli ok. 100 zł miesięcznie (1200 zł w roku podatkowym). Jednak sejmowa Komisja Finansów Publicznych odrzuciła poprawki. Komisja opowiedziała się za pozostawieniem dotychczasowego kształtu projektu, czyli za wprowadzeniem ulgi pozwalającej odliczyć od podatku 572 zł 54 gr na każde dziecko.
Posłanka Lucyna Wiśniewska (PR) powiedziała dziennikarzom o projekcie uchwały jej partii, przewidującym ogłoszenie przyszłego roku Rokiem Rodziny. Dzięki temu szersze kręgi społeczne zwróciłyby uwagę na sytuację rodzin. - Wskaźnik demograficzny nie gwarantuje nawet zastępowalności pokoleń - podkreśliła. Dodała, że "bez względu na rozwój polityczny powinno się pamiętać o sytuacji rodzin, a nie tylko od wyborów do wyborów". Jej zdaniem, zastanawiająca jest też dość duża ilość spotów telewizyjnych w kontekście promocji rodziny i powrotu matek na rynek pracy.
- Gdybym ja miała decydować, na co wydać pieniądze, a wiadomo, że takie spoty są bardzo kosztowne, to zdecydowanie przekazałabym je na programy polityki prorodzinnej. A te same informacje prezentowane podczas tych spotów można przekazywać w trakcie różnych debat politycznych w Sejmie, które i tak są transmitowane przez telewizję - powiedziała nam Wiśniewska.
Magdalena M. Stawarska
"Nasz Dziennik" 2007-09-05
Autor: wa