Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gra pozorów

Treść

W odpowiedzi na falę krytyki względem stłumienia protestów w Lhasie oraz nacisk ze strony międzynarodowej opinii publicznej władze Chin zaprosiły do Tybetu grupę zagranicznych dyplomatów, wśród których znaleźli się przedstawiciele Wielkiej Brytanii, Francji, USA i Japonii. Towarzyszyła im niewielka grupa dziennikarzy z wybranych agencji prasowych.

Wśród zaproszonych nie znaleźli się pracownicy największych światowych agencji informacyjnych, przez co trzydniowy wyjazd większość komentatorów postrzega jako starannie wyreżyserowany spektakl, mający na celu uwiarygodnienie chińskiej propagandy.
Tymczasem duchowy i polityczny przy wódca Tybetańczyków Dalajlama XIV wezwał wczoraj Pekin do wznowienia dialogu w celu rozwiązania kryzysu w Tybecie. - Nawet w tej chwili chcę wyrazić w stosunku do władz chińskich wolę współpracy, aby doprowadzić do pokoju i stabilizacji - oświadczył dalajlama, zwracając się do "chińskich sióstr i braci".
Stany Zjednoczone pozytywnie odniosły się do tej propozycji. Rzecznik prasowy Departamentu Stanu Sean McCormack zastrzegł jednak, że dyplomatom i obserwatorom powinno się pozwolić na zlustrowanie terenów wokół Lhasy. Tymczasem ministrowie spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej rozważają możliwość zbojkotowania ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.
10 marca w Lhasie, w 49. rocznicę krwawego stłumienia antychińskiego powstania w Tybecie, mnisi buddyjscy zorganizowali pokojowe marsze, które w kolejnych dniach przerodziły się w największe od 20 lat demonstracje wymierzone przeciwko władzom w Pekinie. Objęły one także zamieszkane przez Tybetańczyków regiony poza granicami ich kraju. Rząd Tybetu na uchodźctwie ocenia, że w wyniku policyjnych akcji śmierć poniosło około 140 osób, tysiąc zaś odniosło obrażenia.
Od 10 marca, tj. od dnia wybuchu zamieszek w Tybecie - chińskie władze wpuściły do stolicy regionu tylko jedną grupę zagranicznych dziennikarzy.
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2008-03-29

Autor: wa