Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gmina pnie się w górę

Treść

Przy placu Grzybowskim w Warszawie ma zostać wzniesiony potężny wieżowiec o ponad 160-metrowej wysokości, inwestorem jest warszawska Gmina Wyznaniowa Żydowska. Badacze dziejów architektury stolicy obawiają się, że potężna wieża zakłóci i przytłumi wygląd tego historycznego miejsca, gdzie mieszczą się m.in. dwa ważne zabytkowe obiekty: synagoga Nożyków oraz kościół pw. Wszystkich Świętych. Jednak Andrzej Zozula, dyrektor Związku Gmin Żydowskich RP, twierdzi, że to miejsce i tak utraci swój pierwotny charakter w związku z budową drugiego wieżowca przez spółkę Hines na ul. Twardej 2/4.

W siedzibie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie poinformowano nas, że w jej imieniu, jako inwestora, będzie się wypowiadał Andrzej Zozula, dyrektor Związku Gmin Żydowskich RP. - Na sąsiedniej działce, którą właśnie Fundacja Shalom sprzedała spółce Hines, zostały wydane warunki zabudowy na budynek apartamentowy, który ma mieć ponad 145 metrów wysokości. Wobec tego znaleźlibyśmy się w sytuacji takiej, że synagoga wraz z jej najbliższym otoczeniem byłaby w sąsiedztwie budynku, który by ewidentnie nad tym wszystkim górował - twierdzi w rozmowie z nami dyrektor Zozula.
W firmie Hines zapewniono nas, że projekt wieżowca przeszedł pozytywnie wszelkie formalności. - Budynek będzie miał 160 m wysokości. W trakcie procedury uzyskiwania pozwolenia na budowę projekt został zaopiniowany także przez konserwatora zabytków, a bez tego nie mielibyśmy możliwości realizacji inwestycji - oznajmia Iwona Strzelecka z Hines Polska Sp. z o.o.
Zdaniem dyrektora Związku Gmin Żydowskich RP, nowa inwestycja spółki Hines "całkowicie zmienia warunki otoczenia terenu". - Gmina Warszawska jest właścicielem działki, na której znajduje się synagoga Nożyków oraz biura Związku Gmin Żydowskich RP. Było jasne, że potrzebujemy dodatkowej powierzchni, więc chcieliśmy w tę działkę zainwestować, aczkolwiek nie mieliśmy ambicji przeprowadzenia tego w sposób tak intensywny, jak to w efekcie wyszło - dodaje Zozula. Jednocześnie przyznaje, że wieżowiec, którego inwestorem jest Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, będzie miał "dużo pięter" i osiągnie rozmiary "nieco wyższe niż budynek na ul. Twardej 2/4". Na pytanie, czy stosowne jest stawianie takiej ogromnej budowli na terenie dawnego getta, w sytuacji, kiedy organizacje żydowskie protestowały przeciwko budowie hipermarketu w okolicy obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, dyrektor twierdzi, że to "niefortunne porównanie". - Oświęcim to zupełnie coś innego. Gdyby zachować teren getta jako muzeum, musiałoby ono zająć jedną czwartą część Warszawy lewobrzeżnej. To jest oczywiście niemożliwe. Ciągle przecież tu coś się buduje, a getto było wyburzone do gruntu i nowa zabudowa w niczym nie przypomina dawnej - zaznacza Zozula.
Tymczasem duże obawy związane z inwestycją Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie wyrażają historycy architektury miasta. Jarosław Zieliński, varsavianista, zastrzega, że nie ma pewności co do ostatecznego wyglądu tego wielkiego przedsięwzięcia budowlanego. - Budynek synagogi jest przecież obiektem zabytkowym i stawianie tuż obok potężnej wieży jest kompletnym nieporozumieniem z punktu widzenia - powiedziałbym - kultury projektowania. Zupełnie abstrahuję już od celu, bo w tym wieżowcu miały być nie tylko biura, ale przede wszystkim hotel dla Żydów przyjeżdżających do Warszawy - twierdzi Zieliński. Według niego, również z urbanistycznego punktu widzenia nieporozumieniem jest stawiać w tym rejonie "las wieżowców". - Plac Grzybowski ma jakiś ustalony historycznie gabaryt. Po jego zachodniej stronie ocalały dwie stare kamieniczki i raczej należałoby myśleć o tym, żeby dopełnić te pierzeje budynkami o podobnym gabarycie. Pomijam, że inwestycja w fatalnym stopniu przytłoczy sylwetkę kościoła pw. Wszystkich Świętych, który był dominantą w dzielnicy, a teraz stanie się mniejszy. Gdy te dwie wieże powstaną, świątynia przestrzennie "zniknie" w tym otoczeniu - konkluduje Zieliński.
Równie krytyczne stanowisko wobec inwestycji Gminy Wyznaniowej Żydowskiej zajmuje Eleonora Bergman, historyk architektury, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zastrzega jednak, że wypowiada się tylko jako architekt. - Oczywiście, jeśli chodzi o jakieś powiązanie z zainteresowaniami Instytutu, wydaje mi się, że sąsiedztwo takiego wysokościowca z synagogą pomniejsza jej rangę. To jedyna synagoga, która ocalała w Warszawie i myślę, że właśnie od strony urbanistycznej powinna być inaczej traktowana. Uważam, że ten budynek ją po prostu "dusi" - zauważa Bergman. W jej opinii, "zła urbanistyka jest generalnie chorobą Warszawy". - Niestety myślę, że zadziałały tu jakieś sprawy własnościowe, które w jakiś sposób wpłynęły na to, że te budynki są tak, a nie inaczej kształtowane lub stawiane, ale dokładnie nie znam tej sprawy - podkreśla Bergman.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2009-01-17

Autor: wa