Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gazu nie zabraknie

Treść

Polsce i pozostałym krajom Unii Europejskiej nie grozi już odcięcie od dostaw gazu z Rosji. Dosłownie w ostatnich minutach starego roku rosyjski koncern gazowy Gazprom podpisał z Białorusią 4-letnią umowę na dostawy, a co ważniejsze dla nas - także tranzyt gazu. Minister gospodarki Piotr Woźniak zapewnił wczoraj, że obecnie nie ma problemów z dostawami gazu z Rosji do Polski. Zaznaczył jednak, że musimy się zabezpieczyć, żeby uniknąć w przyszłości zagrożenia pozbawienia nas dostaw.
Zgodnie z porozumieniem Białoruś będzie kupowała w tym roku od Gazpromu gaz w cenie 100 USD za tys. m sześc. oraz sprzeda rosyjskiej firmie 50 proc. akcji krajowego operatora rurociągów - spółki Biełtransgaz. Wspomniana cena kupowanego przez Mińsk gazu będzie obowiązywała jednak tylko w tym roku. Tak jak chciał Gazprom, Białoruś się zgodziła, że będzie ona w najbliższych latach wzrastała do poziomu cen europejskich (230-290 USD za tys. m sześc.), chociaż ze zniżką "dla państwa sojuszniczego". Rosyjski monopolista zgodził się natomiast płacić Białorusi więcej za tranzyt gazu do Europy. Będzie to obecnie 1,45 USD za 100-kilometrowy odcinek przesyłowy.
W Moskwie uzgodniono także, iż w ciągu czterech lat Gazprom za 2,5 mld USD nabędzie 50 proc. akcji Biełtransgazu, który obsługuje białoruski odcinek gazociągu Jamał - Europa. Rosyjski koncern będzie nim przesyłał na Zachód ok. 44 mld m sześc. gazu rocznie.
Białoruska delegacja nie zakończyła jednak negocjacji. Dziś ma prowadzić rokowania w sprawie podziału cła na produkty naftowe. Stojący na czele białoruskiej delegacji premier Siarhiej Sidorski zapowiedział, że będzie rozmawiał na ten temat z szefem rosyjskiego rządu Michaiłem Fradkowem. - Rosja zaproponowała podział cła na ropę 50 na 50 procent. Spotkamy się i omówimy tę propozycję - zadeklarował Sidorski.
Białoruski koncern petrochemiczny Biełnaftachim zawiesił od Nowego Roku kontrakty z rosyjskimi firmami na dostawy ropy - poinformowała Polska Agencja Prasowa. Była to reakcja na obłożenie przez Rosję ropy przesyłanej na Białoruś cłem eksportowym w wysokości 180,7 USD od tony. Dotąd Mińsk otrzymywał surowiec bez cła, następnie przerabiał go i eksportował produkty naftowe, pobierając opłatę celną w wysokości 57 USD od tony. Rosjanie obliczyli, że tracą na tym 2 mld USD rocznie.
Białoruski premier w czasie konferencji prasowej po podpisaniu umowy nie krył, że uzgodniona cena jest dla gospodarki białoruskiej uciążliwa, a warunki umowy niekorzystne. Zadowolony był natomiast rosyjski koncern. - Gazprom przechodzi na ceny wolnorynkowe ze wszystkimi bez wyjątku krajami - odbiorcami gazu. Podpisana z Białorusią czteroletnia umowa daje możliwość dostosowania cen do poziomu rynkowego. W ten sposób mechanizm kształtowania się cen za gaz dla Białorusi stanie się całkowicie przejrzysty, zorientowany na światowy rynek oraz doświadczenie prowadzenia biznesu gazowego - stwierdził prezes Gazpromu Aleksiej Miller.
Władze w Mińsku nie chciały od razu mówić, jakie będą skutki nowej umowy dla tego kraju. Jednak nawet premier Sidorski przyznał, że to będzie trudny rok dla uzależnionej od taniego surowca republiki. Rynkowe ceny na gaz mogą stać się gwoździem do trumny związkowego państwa Białorusi i Rosji.
Dla pozostałych krajów europejskich, w tym Polski, zawarcie porozumienia oznacza jednak uniknięcie kłopotów z dostawami surowca. - Obecnie nie ma problemów z dostawami gazu z Rosji do Polski - zapewnił wczoraj minister gospodarki Piotr Woźniak (na zdjęciu). Mimo to na zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej podkreślił, że rząd przygotowuje dwa projekty, które mają doprowadzić do dywersyfikacji dostaw gazu, aby w przyszłości nie było niepewności w tej sprawie.
- Wszystkie wskazania we wszystkich trzech punktach importu gazu ze Wschodu wskazują na zupełnie normalny obraz sytuacji, ciśnienie i przepływy gazu są w normie - poinformował minister gospodarki, który sylwestrową noc określił jako "lekko nerwową" ze względu na przedłużające się rosyjsko-białoruskie negocjacje w sprawie cen gazu dla Białorusi. Uspokoił jednak, mówiąc, że "magazyny są pełne", a "sieć pracuje normalnie".
Szef resortu gospodarki podkreślił, że także obecny konflikt pokazał, iż Polska musi mieć alternatywne źródła zaopatrzenia w surowce energetyczne. - Po to, żeby ta normalność była rzeczywiście normalnością, prowadzimy dwa projekty dywersyfikacyjne - powiedział Piotr Woźniak. Przypomniał, że przygotowywane projekty mające na celu doprowadzenie do dywersyfikacji dostaw gazu to budowa terminalu na gaz skroplony w Świnoujściu oraz połączenie ze złożami skandynawskimi. Minister zaznaczył, że ma nadzieję, iż jeszcze w styczniu resort będzie miał prawdopodobnie do przekazania dobre wiadomości w tej sprawie. Dodał, że w parlamencie czekają projekty ustaw o zapasach gazu i ropy, a także o reagowaniu w sytuacjach awaryjnych. Zgodnie z nimi przechowywaniem zapasów na okres kryzysowy obciążone zostaną firmy zajmujące się zaopatrzeniem w paliwa.
Minister zaznaczył, że jest to bardzo poważny krok, jednak do czasu zrealizowania projektów dywersyfikacyjnych rząd musi zapewnić stabilne zaopatrzenie przemysłu i gospodarstw domowych we wszystkie nośniki energii. Zdaniem Woźniaka, gdyby przed kilku laty nie zerwano umów na dostawy gazu z Danią i Norwegią, nie musielibyśmy każdego roku bać się o zmniejszenie dostaw surowca do Polski.
Początkowo resort gospodarki zamierzał informować, począwszy od wczoraj, na swojej stronie internetowej o bieżącej sytuacji w punktach dostaw gaz ziemnego na wschodniej granicy. Jednak również wczoraj ogłosił zawieszenie akcji informacyjnej w związku z podpisaniem porozumienia między Rosją a Białorusią.
Andrzej Kołosowski, Magdalena M. Stawarska
"Nasz Dziennik" 2007-01-02

Autor: wa