Francuskie obiekcje
Treść
Francuskie władze zamierzają uczynić wszystko, aby w wiosennym referendum Francuzi zaakceptowali konstytucję Unii Europejskiej. Wczoraj obie izby parlamentu przyjęły rewizję ustawy zasadniczej, co pozwoli na rozpisanie referendum w sprawie ratyfikacji unijnej konstytucji. Chociaż według sondaży zwolennicy konstytucji stanowią niewielką większość, to jednak sprawa nie jest przesądzona. Francuzi, którzy z autopsji znają problemy wynikające ze współżycia z muzułmanami, uzależniają poparcie eurokonstytucji od zablokowania kandydatury do unijnego członkostwa islamskiej Turcji.
Poglądy w tej sprawie znacznej części społeczeństwa stoją w zdecydowanej sprzeczności ze stanowiskiem rządu i prezydenta Jacques'a Chiraca, którzy lansują pogląd, że między referendum nad konstytucją a przyjęciem Turcji do Unii nie ma żadnego związku. W znacznej części francuskiego społeczeństwa panuje przekonanie, że jest dokładnie odwrotnie i te dwa elementy są ze sobą związane i wpisane w unijny program.
Prezydent Jacques Chirac wielokrotnie wyrażał pragnienie, aby "referendum nie było zakłócone przez żadne inne elementy". Problem jednak w tym, jak napisał w "Le Figaro" Ivan Rioufol, "że opowiedzenie się za 'tak' oznacza zaakceptowanie programowej zmiany kultury europejskiej". Obecna opinia publiczna nad Sekwaną nie jest tą sprzed dziesięciu lat i nie zaakceptuje, tak jak dawniej, postawy zakazującej podważania i krytykowania zjawiska wielokulturowości i oskarżającej o ksenofobię każdego, kto niepokoił się o zachowanie zachodniej, europejskiej tożsamości. Obecnie nawet znani lewicowi politycy, tacy jak Robert Badinter czy Laurent Fabius, twierdzą, że byłoby osłabieniem Europy wprowadzenie do niej dodatkowo 70 mln muzułmanów, którą to perspektywę stwarza unijna konstytucja. Dowodem na to jest chociażby stwierdzenie Philippa de Viliers w jego ostatniej książce, "że odwołanie się w preambule konstytucji do wartości chrześcijańskich zostało pominięte, by nie drażnić Turków".
Zgodnie z zasadami unijnej ustawy zasadniczej, francuskie prawo zabraniające noszenia islamskich chust w szkołach państwowych jest nielegalne, bo - jak stwierdza konstytucja - "każda osoba ma wolność publicznego lub prywatnego manifestowania swoich (...) przekonań, poprzez wiarę, praktykę i rytuał". Polityka Unii Europejskiej wzmocniła tendencję ku zbliżeniu ze światem arabsko-muzułmańskim, a Jacques Chirac jest jednym z najbardziej oddanych zwolenników tej polityki. Potwierdzeniem tego jest m.in. jego stwierdzenie, że "korzenie Europy są tak samo muzułmańskie jak chrześcijańskie". Podobnie uważa wielu obserwatorów, według których unijna konstytucja, która wielką wagę przykłada do ochrony różnych mniejszości, różnic kulturowych i religijnych, opowiada się za integracją islamu w Europie.
Jednak zdecydowały o tym nie europejskie społeczeństwa, lecz w ich imieniu elity polityczne, działające pod presją zjawiska imigracji. Politycy chcą to zjawisko imigracji opanować i nim kierować. W czerwcu 2004 r. unijny komisarz Franz Fischler przyznał, że "komisja brukselska nie zapoznała się z żadnym pogłębionym raportem dotyczącym Turcji i konsekwencjami jej integracji z UE".
Czas do majowego referendum powinien być we Francji okresem rzeczowej, otwartej i szczerej dyskusji nad unijną konstytucją. Ivan Rioufol uważa, że "czas do referendum będzie sprawdzianem, czy francuska demokracja może odzyskać swoje witalne siły". Są one tym bardziej jej potrzebne, że obserwuje się coraz więcej nietolerancji wobec myślenia "niepoprawnego politycznie". Publicysta "Le Figaro" uważa, że podjęcia rzeczowej dyskusji mogą obawiać się tylko ci, którzy boją się słabości swoich argumentów. Na razie takiej dyskusji jeszcze nie ma. Jej miejsce zajmują rozbudzone emocje i biurokratyczna ekwilibrystyka. Prezydent żongluje kalendarzem, chcąc przyśpieszyć referendum, a opinia publiczna w zdecydowanej większości sprzeciwia się przyjęciu Turcji do UE, tym bardziej że z autopsji zna problemy wynikające ze współżycia z muzułmanami. Wynik wiosennego referendum pozostaje w tej sytuacji zagadką.
Franciszek L. Ćwik, Caen
"Nasz dziennik" 2005-03-01
Autor: ab