Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Fantastyczny kwadrans

Treść

Polska pokonała w Cardiff Walię 3:2 w meczu grupy 6. eliminacji piłkarskich mistrzostw świata 2006. Bramki - w niesamowitej, wspaniałej, niezwykłej końcówce - strzelili Tomasz Frankowski, Maciej Żurawski i Jacek Krzynówek.
Pierwsi groźnie zaatakowali gospodarze. Już w 6. min fatalny błąd popełnił Bąk, ale Earnshaw nie wykorzystał świetnej sytuacji. Przez kilka następnych minut Polacy starali się uporządkować grę, ale nie za bardzo im to wychodziło. Próbowali indywidualnych akcji, długich podań, efektów nie było. W 20. min ponownie dali o sobie znać Walijczycy - pod bramką Dudka powstało ogromne zamieszanie, na szczęście dla nas skończyło się na strachu. Gospodarze byli szybsi, groźniejsi. Szczególnie aktywny był Bellamy, który łatwo radził sobie z naszymi obrońcami.
Do przerwy goli nie było, ale dużo lepsze wrażenie pozostawili nasi rywale. Polacy - niemrawi, chaotyczni, przewidywalni - rozczarowali.
W drugiej połowie przez długi czas lepiej nie było. Walijczycy z łatwością przerywali prawie wszystkie akcje Polaków, sami co rusz stwarzając zagrożenie pod bramką Dudka. Bramkarz Liverpoolu spisywał się znakomicie, ale nawet on w 56. min musiał skapitulować. Fatalny błąd popełnił Rząsa, który niemal wystawił piłkę Earnshawowi - ten z bliska pokonał Dudka.
W 60. min na boisku pojawił się Frankowski i nasza gra się odmieniła. Już w pierwszym kontakcie zagroził bramce przeciwnika, ale jego uderzenie przewrotką poszybowało ponad poprzeczką. 12 minut później już cieszył się z gola - wspaniale przejął piłkę na 18. metrze po długim podaniu Baszczyńskiego i zaskakująco uderzył tuż przy słupku. 1:1! Polacy zwietrzyli swą szansę - zaatakowali. Opłaciło się. W 81. min Żurawski uciekł obrońcom i wspaniale uderzył w "okienko". 4 minuty później gospodarzy dobił pięknym strzałem z dystansu Krzynówek. To były niesamowite minuty, niezapomniany kwadrans...
W ostatnich sekundach Walijczykom udało się strzelić jeszcze jedną bramkę. Po centrze z rzutu wolnego Dudka pokonał (czy czasem nie ręką?) Hartson. Trzech punktów nam to jednak nie odebrało. Zasłużonych - dodajmy.
Pisk

"Nasz Dziennik" 14-10-2004

Autor: Ku8a