Przejdź do treści
Przejdź do stopki

ETA jest nieprzewidywalna

Treść

Z prof. Miguelem Ángelem Belmontem, filozofem z Uniwersytetu Abat Oliba CEU w Barcelonie, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Jak Pan skomentuje wczorajsze wydarzenia na Uniwersytecie w Pampelunie?
- To nie pierwszy raz Uniwersytet Nawarry stał się obiektem zamachów. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by tego ataku mógł dopuścić się ktoś inny niż ETA. Wydaje się, że jest to szybka reakcja na niedawne aresztowania baskijskich ekstremistów. To dowodzi, że ETA wcale nie zawiesiła swojej kryminalnej działalności. Wszystkie jej zapewnienia o zawieszeniu broni i rozejmach były jedynie trikami mającymi ułatwić jej wewnętrzną reorganizację.

Dlaczego zaatakowano akurat tę szkołę?
- Uniwersytet Nawarry został wybrany przez ETA ze względu na bliskość i łatwość dostępu. Być może stał się celem ataków także dlatego, że jest najważniejszą hiszpańską wyższą uczelnią katolicką (podlega Opus Dei). Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości nie dojdzie do podobnych aktów przemocy na katolickich uniwersytetach. Nie z tego powodu, że jestem pracownikiem jednego z nich, ale dlatego, że może się to stać przyczyną zabierania przez wiele rodzin swoich dzieci z takich uczelni i przenoszenia je na inne, mniej konserwatywne.

Jaka jest aktualna sytuacja w Kraju Basków?
- Kraj Basków posiada sporą autonomię, z samorządnością na najwyższym poziomie spośród wszystkich 17 autonomicznych społeczności w Hiszpanii. Pomimo tego baskijski nacjonalizm sprawia, że żądają oni coraz więcej i więcej. Ten proces trwa już od lat 70. W tym czasie ETA zabiła już ok. 1000 osób, a przemocą i szantażem wymusiła ogromne pieniądze od wielu firm. Ponad 300 tys. osób postanowiło się przenieść do innych części Hiszpanii, aby uniknąć kłopotów ze strony Basków.

Ostatnie zamachy mogą mieć coś wspólnego z tym, że nie doszło do referendum w sprawie oddzielenia się Kraju Basków od Hiszpanii?
- Rządząca w tym regionie Baskijska Partia Nacjonalistyczna PNV z roku na rok, przez ostatnie trzy dziesięciolecia, stawała się coraz bardziej radykalna w swoich żądaniach separatystycznych. Jej obecny przewodniczący Juan José Ibarretxe wpadł na pomysł tego referendum, będąc pewnym zwycięstwa. To niemal oczywiste, że ponad połowa Basków opowiedziałaby się za oddzieleniem od Hiszpanii. Potwierdza to choćby mocna pozycja PNV w lokalnym i krajowym parlamencie, a także innych ugrupowań proniepodległościowych. Do przeprowadzenia referendum nie dopuścił jednak Sąd Najwyższy.

Możliwe jest, że Baskowie ogłoszą jednostronną niepodległość?
- Myślę, że nie posuną się do takiego kroku. O tym, że żywią obawy przed takim radykalnym posunięciem, może świadczyć fakt, iż w demonstracjach popierających takie rozwiązanie wzięło udział zaledwie 20 tys. osób. Władze regionu będą chciały przede wszystkim zdobyć poparcie Unii Europejskiej. O zdobycie jeszcze większego poparcia lokalnej społeczności będzie im o wiele łatwiej. PNV bowiem kontroluje niemal wszystkie sfery życia publicznego i wszystkie baskijskie media. Może to jednak zaprowadzić Kraj Basków w ślepą uliczkę, gdyż oni nie przestaną się domagać niepodległości.

Dlaczego w ślepą uliczkę?
- W najprostszej drodze doprowadzi to do dalszej pauperyzacji, pomimo bardzo korzystnego systemu podatkowego, tego do niedawna jednego z najbogatszych regionów w Hiszpanii. Ponadto nastąpi dalszy wzrost wzajemnej nieufności w tamtejszym społeczeństwie. Już dziś widać tam znaczną niechęć do tych Basków "nienacjonalistów", którzy czują się także Hiszpanami. Poza tym już dziś widzimy, jak wiele złych i niebezpiecznych sytuacji dla całej Hiszpanii przynoszą ich działania i żądania. Dlatego podstawowym pytaniem jest, jak rząd w Madrycie będzie reagował na poczynania separatystów teraz i w najbliższej przyszłości. Do tej pory wygląda to tak, że im więcej hiszpańskie władze dają swobody i samorządności Baskom, tym więcej oni jej żądają. W ostatnim czasie nie było zbyt wielu zamachów przeprowadzonych przez ETA, jednakże jest to całkowicie nieprzewidywalna grupa i - jak widzimy - ciągle niebezpieczna.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2008-10-31

Autor: wa