Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Dużo do poprawy

Treść

Na kilka dni przed "meczem, który trzeba wygrać" z Azerbejdżanem, polscy piłkarze znajdują się w kiepskiej formie. Nadzieja, że nieobecni w niedzielnym towarzyskim spotkaniu z Albanią, czyli Mirosław Szymkowiak, Sebastian Mila i Jerzy Dudek, wniosą do gry naszej drużyny wystarczająco dużo świeżości, pomysłowości i spokoju, że wystarczy to do pokonania Azerów. Innego scenariusza nikt sobie nawet nie wyobraża.
W niedzielę na stadionie szczecińskiej Pogoni podopieczni Pawła Janasa zaliczyli ostatnią próbę przed sobotnią potyczką w Baku. Wypadła miernie. Nieliczne pozytywy to zwycięstwo (choć w najskromniejszych rozmiarach) oraz fakt, że żaden z naszych piłkarzy nie doznał kontuzji. Maciej Żurawski może cieszyć się "rekordową" bramką, wszak przed nim nikt tak szybko w meczu polskiej reprezentacji nie pokonał bramkarza rywali. Napastnik Wisły Kraków uczynił to w 32. sekundzie. Poza tym 14 tysięcy widzów zgromadzonych na obiekcie "Portowców" nie miało powodów do zadowolenia, wręcz przeciwnie - mocno się wynudziło. Owszem, przygrzewające słońce zachęcało do opalania, ale chyba nie po to przychodzi się na stadion...
Polacy zagrali na pół gwizdka, wolno, bardziej dbając o swoje nogi niż zagrożenie przeciwnikowi. W sumie to nie powinno dziwić, bo nie było sensu ryzykować urazu, gdy za kilka dni ważny mecz o punkty eliminacji mistrzostw świata. Zawodnicy przyznawali, że niekiedy trudno im w pełni zmobilizować się do meczu towarzyskiego, przestawić z gry w klubie na występy w reprezentacji - zwłaszcza, gdy ta ostatnia dawno nie grała.
Za kilka dni to nie będzie już miało żadnego znaczenia. Niezależnie od aktualnej formy, pogody, stanu murawy, zaangażowania i klasy przeciwnika mecz w Baku trzeba będzie wygrać. Choć dwa miesiące temu nasi pokonali Azerów aż 8:0, nikt nie liczy, że w sobotę taki wynik się powtórzy. Ba, Janas z zadowoleniem przyjąłby najskromniejsze zwycięstwo. Trzy punkty w Baku, a potem sześć w dwóch meczach z Austrią i Walią praktycznie zapewniłyby reprezentacji Polski udział w finałach przyszłorocznych mistrzostw świata. I to niezależnie od tego, czy w swojej grupie zajmie pierwsze, czy drugie miejsce. Jest więc o co grać, bo szansa jest niepowtarzalna.
W niedzielę było źle i Janas o tym wie doskonale. - Cieszyłbym się, gdybyśmy taki wynik osiągnęli w Baku, ale zdaję sobie sprawę, że z taką grą będzie to niemożliwe. Z Albanią wszyscy zagrali poniżej oczekiwań - powiedział. Czy za kilka dni forma powróci? Oby. Dojdą wspomniani na początku Szymkowiak, Mila i Dudek, którzy z różnych przyczyn z Albańczykami nie mogli wystąpić. Dudek wniesie sporo spokoju, znajdujący się w życiowej dyspozycji "Szymek" uporządkuje grę i to jest ważne. Janasa niepokoi słaba postawa Tomasza Frankowskiego, który w niczym nie przypomina zawodnika jesienią zdobywającego gole jak na zawołanie. A ile - najlepiej w parze z Maciejem Żurawskim - znaczy "Franek", przypominać nie trzeba.
Na pewno w sobotę Polacy zagrają lepiej, bo z sercem i wielką ambicją. Wiedzą, jaka jest stawka, że muszą zgarnąć komplet punktów. W Baku już nikt nogi nie odstawi, nie odpuści i - miejmy nadzieję - nie zlekceważy rywala. Niedawne 8:0 jest mylące, bo to będzie zupełnie inny pojedynek. Azerowie na własnym stadionie są dużo groźniejsi, no i pałają chęcią rehabilitacji za klęskę w Warszawie. Polacy po meczu w Szczecinie narzekali na stan murawy, która ich zdaniem była zbyt sucha i twarda. Muszą się liczyć z tym, że w Baku lepsza nie będzie.
Polaków stać na to, by w stolicy Azerbejdżanu spokojnie i bez większych problemów zwyciężyć.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2005-05-31

Autor: ab