Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Dudek czwarty w historii

Treść

Tylko trzech Polaków grało dotychczas w półfinałach piłkarskiej Ligi Mistrzów: Roman Kosecki (w barwach FC Nantes) oraz Józef Wandzik i Krzysztof Warzycha (Panathinaikos Ateny). W środę dołączył do nich Jerzy Dudek. Jego Liverpool zremisował bowiem na wyjeździe z Juventusem Turyn 0:0, a to był remis zwycięski. Znów - co mówimy ze smutkiem - dali znać o sobie włoscy pseudokibice. Czwartym półfinalistą został holenderski PSV Eindhoven.
Liverpool, który tydzień wcześniej wygrał u siebie z "Juve" 2:1, jechał do Turynu pełen obaw, przede wszystkim z powodu plagi kontuzji. Na boisku jednak nie było tego widać. Goście, świetnie ustawieni przez trenera Rafaela Beniteza, grali bowiem wyjątkowo solidnie, nieustępliwie i praktycznie bezbłędnie przez pełne 90 minut. Jerzy Dudek nie miał zbyt wiele pracy. Alessandro Del Piero i koledzy nie mogli poradzić sobie z twardą obroną "The Reds", stwarzając tylko kilka szans do zdobycia bramki. Najbliżej był Zlatan Ibrahimovic, który wpierw fatalnie przestrzelił z najbliższej odległości, a potem jego uderzenie głową świetnie obronił reprezentant Polski. Poza tymi sytuacjami obrońcy gości się nie mylili, a Dudek mógł ograniczyć się do skutecznego wyłapywania dośrodkowań. Spisywał się dobrze.
Benitez był po meczu bardzo zadowolony. - Otworzyliśmy kolejny rozdział w pucharowej historii Liverpoolu - promieniał. Jego podopieczni zachwalali taktykę szkoleniowca, pod wrażeniem był także kolega z ławki Juventusu, Fabio Capello. - Benitez zagrał bardzo sprytnie. Zdecydował się na wariant defensywny, jego piłkarze zostawili nam bardzo mało miejsca na skonstruowanie jakiejkolwiek akcji, dlatego stworzyliśmy tak mało sytuacji. Próbowaliśmy, ale Liverpool bronił się mądrze.
W półfinale Ligi Mistrzów Liverpool zmierzy się z londyńską Chelsea. Derby Anglii zapowiadają się fascynująco. Na krajowym podwórku lepsi i to za każdym razem byli dotychczas podopieczni Jose Mourinho, ale w LM tak być nie musi.
Meczu w Turynie bardzo obawiała się tamtejsza policja. Kibice Juventusu zapowiadali rewanż za wydarzenia na stadionie Heysel sprzed 20 lat, na szczęście do dramatycznych scen nie doszło. Nie znaczy to jednak, że było spokojnie. Fani "Juve" i tak starli się z policją, podpalili samochody. UEFA na pewno pobłażliwa nie będzie, bo ostatnie skandaliczne wydarzenia z udziałem włoskich pseudokibiców wzburzyły wielu daleko poza granicami Italii.
Losy drugiego środowego ćwierćfinału (PSV Eindhoven - Olympique Lyon) rozstrzygnęły się dopiero w serii rzutów karnych. Po 120 minutach gry był bowiem wynik 1:1, identyczny jak tydzień wcześniej. W próbie nerwów lepiej wypadli Holendrzy, którzy pomylili się tylko raz. Francuzi dwa. W półfinale PSV zagra z AC Milan.
Zawodnicy Olympique mieli, słuszne zresztą, pretensje do sędziego Kima Miltona Nielsena, który nie podyktował m.in. ewidentnej "jedenastki" za podcięcie Nilmara (już w dogrywce). - Zabrakło nam też trochę szczęścia i bardziej udanego wyniku w pierwszym meczu - powiedział trener Paul Le Guen.
Za głównego faworyta do triumfu w rozgrywkach uchodzi Milan. Tak sądzi m.in. słynna brytyjska firma bukmacherska Williama Hilla. Na tę drużynę przyjmowane są zakłady w relacji 5:4. Niżej stoją akcje Chelsea (11:8), Liverpoolu (6:1) oraz PSV (15:2).
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2005-04-15

Autor: ab