Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Dublerzy też wygrali

Treść

Składająca się w większości z zawodników, którzy zazwyczaj nie mają miejsca w pierwszym składzie, piłkarska reprezentacja Polski pokonała w rozegranym w środę wieczorem w Ostrowcu Świętokrzyskim meczu towarzyskim Estonię 3:1 (1:0). - Na oceny przydatności do reprezentacji poszczególnych zawodników przyjdzie jeszcze czas, ale na pewno kilku z tych, którzy dzisiaj zagrali, dostanie jeszcze szansę - powiedział po spotkaniu trener polskiej drużyny Paweł Janas.
Trudno wyrokować, o kim myśli Janas i kto wykorzystał szansę na kolejne powołania, a w perspektywie wyjazd na przyszłoroczne mistrzostwa świata. Sam mecz nie stał na wysokim poziomie, chociaż ambicji i zaangażowania nie można piłkarzom odmówić, chwilami dochodziło nawet do niepotrzebnych ostrych spięć i brutalnych fauli.
Gra skleconej z dublerów drużyny opierała się w zasadzie na Sebastianie Mili - strzelcu trzeciej bramki dla Polski w wygranym w niedzielę 3:0 meczu z Ekwadorem - który o przydatności do pierwszej kadry raczej nie musi już przekonywać. Pomocnik Austrii Wiedeń, w której ma ostatnio problemy z załapaniem się do pierwszego składu, był wyróżniającą się postacią na murawie. W zasadzie wszystkie groźniejsze akcje Biało-Czerwonych "przechodziły" przez tego piłkarza. Mila miał bezpośredni udział w dwóch zdobytych bramkach - po faulu na nim, w 8. minucie Mariusz Lewandowski wykorzystał rzut wolny, strzelając nie do obrony z 23 metrów, zaś 12 minut po przerwie sam pięknym strzałem, również z rzutu wolnego, podwyższył na 2:0.
Wynik ustalił debiutujący w kadrze Grzegorz Piechna. Najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy, reprezentujący w lidze barwy Korony Kielce, z zimną krwią wykorzystał sytuację, którą sobie wypracował w 87. minucie, przejmując bezpańską piłkę w polu karnym rywali. Sposób, w jaki ograł obrońcę, by następnie mocnym uderzeniem nie dać najmniejszych szans bramkarzowi na skuteczną interwencję, potwierdza nieprzeciętny instynkt strzelecki tego piłkarza.
Polski zespół stracił bramkę w 68. minucie, a jej strzelcem był Ingemar Teever.
MP

"Nasz Dziennik" 2005-11-18

Autor: ab