Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Do rajdów trzeba podchodzić przytomnie

Treść

- mówi Michał Bębenek, wicemistrz Polski w rajdach samochodowych

Na początek gratuluję wicemistrzostwa Polski - największego sukcesu w karierze!
- Dziękuję. Faktycznie, był to sezon najlepszy, udało nam się osiągnąć znakomity wynik. Co prawda jego początek był taki sobie, ale ważne, że dobrze się skończył. To ważne, bo ciężka praca, jaką wykonał cały zespół, nie poszła na marne.

Od kilku dobrych lat dobijał Pan do ścisłej krajowej czołówki, wreszcie - już chyba na dobre - się udało.
- I ja mam taką nadzieję, że na dobre, że przez przynajmniej kilka najbliższych sezonów będziemy walczyć już o najwyższe cele.

Najmilsza chwila z minionych miesięcy to Rajd Nikon - i pierwsze w karierze zwycięstwo, czy może Warszawski - gdzie tytuł został wywalczony?
- Właściwie żaden z nich. Może niektórych zaskoczę, ale najpiękniejsze wrażenia i odczucia wyniosłem z imprezy bardziej regionalnej - Rajdu Krakowskiego. Co prawda nie było tam zbyt dużej konkurencji, najgroźniejszy rywal, Zbyszek Gabryś, szybko się wycofał, ale rajd miał dla nas symboliczne znaczenie. Jechaliśmy i wygrywaliśmy w Łapanowie, rodzinnej miejscowości naszego zmarłego przyjaciela, Janusza Kuliga. Dla nas wszystkich było to niezwykle wzruszające i ważne. I od tej pory w mistrzostwach Polski zaczęło nam się wieść znakomicie. Co złe - nagle minęło. Niedługo później triumfowaliśmy w Nikonie, wywalczyliśmy wicemistrzostwo Polski.

O ile lepszym kierowcą jest Pan dziś, pod koniec roku, niż na jego początku? Jaką naukę przyniósł miniony sezon?
- Przede wszystkim sporo dojrzałem. Z rajdu na rajd jeździłem coraz pewniej, bardziej płynnie i mądrze. Mocniej uświadomiłem sobie to, co zawsze wiedziałem - że rajdy nie polegają na tym, by wsiąść do samochodu, zapiąć pasy, wcisnąć gaz do dechy i "niech się dzieje wola Nieba". Nie, w rajdach trzeba mocno kalkulować, myśleć i przytomnie do nich podchodzić. Liczę po cichu, że był to sezon przełomowy. Że od tego czasu będzie lepiej i zarazem trochę łatwiej.

Gdzie dostrzega Pan rezerwy?
- Wszędzie. I we mnie, i w całym zespole, i w sprzęcie coś możemy poprawić. I dobrze, bo to znaczy, że może być lepiej.

W kraju, zgodnie zresztą z przewidywaniami, dominował Leszek Kuzaj. Gdzie tkwiła jego przewaga?
- Na pewno jest to bardzo szybki, doświadczony kierowca, co z dobrym skutkiem udowadnia od lat. Był świetnie przygotowany do sezonu, nie miał praktycznie żadnych problemów z samochodem, zdobył tytuł zasłużenie. Dla nas, młodych zawodników, bardzo ważne jest to, że ktoś taki jak Leszek jeździ w mistrzostwach Polski. Dzięki temu wiemy, gdzie jesteśmy, w czym odstajemy, co musimy poprawić.

Przed rozpoczęciem sezonu dużo mówiło się o zakazie startów w MP aut klasy wrc. Jak się okazało, nie był to zły pomysł...
- I ja tak sądzę. Owszem, rywalizacja straciła nieco na widowiskowości, bo auta wrc to najwyższa półka, gwarantująca niezapomniane wrażenia. Z drugiej jednak strony w Polsce brakuje zespołów, które po prostu było stać na taki luksus. Być może na trasie mistrzostw pojawiłoby się jedno, może dwa auta tej klasy. To niewiele. Nie zapominajmy też o tym, że kierowca w samochodzie wrc miałby taką przewagę nad rywalami, że praktycznie z góry byłby "skazany" na zwycięstwo.
Teraz szanse się wyrównały. Praktycznie wszyscy kierowcy dysponują porównywalnym sprzętem. Sprzętem, dodajmy, który jest z roku na rok coraz doskonalszy, lepszy, przypomina bardzo auta wrc sprzed lat.

Sezon był ciekawy, bo już dawno walka o najważniejsze trofea nie trwała prawie do samego końca, bo już dawno nie pojawiło się tak wielu młodych, utalentowanych kierowców.
- I dzięki temu głęboko wierzę, że dla rajdów przyjdą dobre czasy. Jest spora grupa ludzi, którzy chcą ten sport ożywić, odbudować jego pozycję. Miejmy tylko nadzieję, że wreszcie dostrzegą go media, że pojawią się sponsorzy.
A młodzi gwarantują emocje w przyszłym sezonie. Jeśli tylko Leszek Kuzaj pojawi się w mistrzostwach Polski [zapowiada starty w mistrzostwach Europy - przyp. PS], może spodziewać się ostrego ataku. Zasada "bij mistrza" obowiązuje (śmiech).

A jakie Pan ma plany startowe na rok przyszły?
- Oczywiście marzyć mogę, wszystko zależy od sponsorów. Chciałbym pojawić się na trasach kilku rajdów zagranicznych, ale priorytetem będą mistrzostwa Polski. Wiele wskazuje na to, że skorzystamy z najnowszego mitsubishi lancer evo 8, to da spore możliwości.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 14-10-2004

Autor: Ku8a