Delegalizacja nie rozwiązuje problemu
Treść
Zdaniem większości niemieckich socjologów i pedagogów, delegalizacja neonazistowskiej organizacji młodzieżowej Niemiecka Młodzież Wierna Ojczyźnie (Heimattreue Deutsche Jugend - HDJ), chociaż była krokiem jak najbardziej koniecznym, to jednak nie rozwiąże w tym kraju problemu rozprzestrzeniania się ideologii nazizmu, szczególnie wśród młodzieży. Do tego potrzebna jest pokoleniowa zmiana koncepcji pedagogicznych, gdyż inaczej neonazistowska zjawa będzie dalej straszyć.
Większość niemieckich mediów chwali posunięcie szefa MSW Wolfganga Schaeublego (CDU) o likwidacji neonazistowskiej organizacji HDJ, ale wszyscy są zgodni, że po pierwsze - stało się to o wiele lat za późno, po drugie - twórcy i szefowie tej organizacji od dawna byli przygotowani na jej likwidację i już mają koncepcję stworzenia nowego podobnego neonazistowskiego ugrupowania, które będzie zajmowało się taką samą działalnością.
Media przypominają historię ugrupowania o nazwie Wiking Jugend (Młodzież Wikingów), która aż do delegalizacji w 1994 roku zajmowała się szerzeniem nazistowskiej ideologii wśród niemieckiej młodzieży, podobnie jak to czyniła jej poprzedniczka Hitlerjugend. Dzisiaj zdecydowana większość ówczesnych wychowawców Wiking Jugend to czołowi ludzie w Heimattreue Deutsche Jugend. Mało tego - te same osoby już teraz są przygotowywane do założenia następnej identycznej ideologicznie organizacji. Dla przykładu jednym z szefów HDJ jest Sebastian Raebiger, który wcześniej był tak zwanym Gauleiterem (przywódcą) w saksońskiej grupie Wiking Jugend...
I tak zabawa w ciuciubabkę trwa latami i najprawdopodobniej za kilka tygodni (pod inną już nazwą) ci sami neonaziści zorganizują następny szkoleniowy obóz dla młodzieży (często dzieci przebywają tam wraz z rodzicami), gdzie będą nauczali, że najważniejsze są narodowosocjalistyczne idee.
Znana politolog i publicystka, autorka wielu książek o groźnie rozszerzającym się nazizmie Andrea Roepke twierdzi, że neonazistowski trend nie zostanie zatrzymany poprzez administracyjne zakazy, do tego konieczna jest zmiana społecznej mentalności. Nawet minister Wolfgang Schaeuble przyznał, że żadne działania państwowe wymierzone w neonazistów nie zastąpią walki całego społeczeństwa z szerzącym się neonazizmem. Ale niemieckie społeczeństwo - zgodnie z danymi statystycznymi i przeprowadzonymi badaniami - nie zamierza słuchać swojego ministra i ponad jedna czwarta Niemców nadal uznaje okres rządów Hitlera za udany dla swojego kraju, a wśród ludzi powyżej 60 lat odsetek ten wynosi nawet jedna trzecia. Według najnowszych badań społecznych, dla Niemców groźniejszy od ekstremizmu neonazistowskiego jest ekstremizm religijny, którego obawia się 43 proc. badanych, neonazistów zaś - tylko 28 procent.
Efektem zwiększonego poparcia dla neonazistów jest coraz większa liczba członków Narodowo-Demokratycznej Partii i Niemieckiej Partii Ludowej (DVU) w lokalnych parlamentach. Obecnie zasiadają oni w parlamentach Hamburga, Saksonii, Saksonii-Anhalt, Brandenburgii i Meklemburgii-Przedmorza. Według Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, w Niemczech systematycznie rośnie liczba neonazistów. Średnio w całym kraju na 100 tys. mieszkańców przypada 50 neofaszystów, a w Berlinie, Dolnej Saksonii, Meklemburgu i Brandenburgii nawet powyżej 70.
Politycy od dawna dość nieudolnie próbują zdelegalizować Narodowo-Demokratyczną Partię Niemiec. Już raz planowano to osiągnąć w 2003 roku, lecz bez powodzenia, gdyż w zdemaskowaniu niezgodnych z konstytucją działań neofaszystów brali udział tajni współpracownicy niemieckiego wywiadu. Po ujawnieniu prowokacji wywiadu Trybunał Konstytucyjny odrzucił możliwość wykorzystania dowodów zebranych w nielegalny sposób poprzez prowokację.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2009-04-02
Autor: wa