Darowizny, których nie było
Treść
Wrocławska prokuratura apelacyjna, prowadząca intensywne śledztwo w sprawie wyprowadzania pieniędzy z Ligi Polskich Rodzin na postawie "lewych" umów i zleceń wystawianych na sympatyków tego ugrupowania, dotarła do istotnych dokumentów pozwalających na zdecydowane przyspieszenie postępowania. O całym procederze jako pierwszy, w kwietniu br. informował "Nasz Dziennik", jednak wówczas liderzy LPR zarzucali nam kłamstwo.
Wrocławska prokuratura apelacyjna analizuje, czy politycy Ligi Polskich Rodzin w sposób nielegalny wyprowadzali z partii pieniądze pochodzące z budżetowych subwencji. Jak udało nam się dowiedzieć, postępowanie trwa już pół roku i na pierwszym etapie objęło województwo dolnośląskie. Jednak szybko okazało się, że proceder wyprowadzania pieniędzy z LPR na podstawie fikcyjnych umów zawieranych z młodymi ludźmi blisko związanymi z Ligą lub Młodzieżą Wszechpolską obejmował prawdopodobnie cały kraj. - Praca policji przynosi efekty. Dzięki temu postępowanie mocno przyspieszyło. W najbliższych dniach będą kolejne przesłuchania - twierdzi nasz rozmówca, związany z wrocławską prokuraturą apelacyjną.
Sympatycy Ligi otrzymywali umowy i później deklaracje podatkowe, opiewające na kwoty od kilkuset do kilku tysięcy złotych, których nigdy nie wykonywali. Takich "zleceń" w ciągu roku wykonywano kilkadziesiąt - najczęściej sprawiających wrażenie realnych: "analiza systemu ordynacji wyborczej" czy też "praca marketingowa w biurze". Część z takich zleceń rzeczywiście była wykonywana, inne - pozostały tylko na papierze.
- Słyszałem o sprawie już wcześniej. W LPR było głośno o różnych dziwnych działaniach osób związanych z kierownictwem Ligi - mówi Przemysław Piasta, były wicemarszałek województwa wielkopolskiego, do niedawna jeden z liderów LPR w Wielkopolsce.
O wyprowadzaniu pieniędzy z Ligi informowaliśmy już w artykule "Pecunia non olet" (19 kwietnia 2006 r.). Według naszych informatorów, co roku grupa kilkudziesięciu zaufanych ludzi otrzymywała takie umowy. Pieniądze legalizowano w różny sposób - m.in. za pośrednictwem związanej z Młodzieżą Wszechpolską - Akademią Orła. - Właśnie dostałem wezwanie z Urzędu Skarbowego w sprawie rzekomej dotacji, jaką miałem wpłacić na Akademię. Ale ja nigdy nie dotowałem tej instytucji. W najbliższych dniach udaję się do Urzędu złożyć w tej sprawie wyjaśnienia i oświadczenie - mówi jeden z działaczy LPR.
Już wiosną o nieprawidłowościach mówiła otwarcie grupa polityków LPR skonfliktowana z Romanem Giertychem i Wojciechem Wierzejskim. Dziś, ci z nich, którzy zostali w partii, próbują sprawę wyciszyć.
- Pierwsze słyszę. Nic o tym nie wiem - powiedział nam poseł Robert Strąk (LPR).
Wojciech Wybranowskia
"Nasz Dziennik" 2006-12-08
Autor: wa