Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Czystki i tortury

Treść

Na całym terytorium Kabardo-Bałkarii trwa zakrojona na wielką skalę akcja poszukiwania uczestników napadu na obiekty organów bezpieczeństwa w Nalczyku. Media informują, że akcja bojowników miała nie tylko wymiar polityczny, ale również kryminalny. Część napastników więziła zakładników i ich rozstrzeliwała. Są również dowody, że także postępowanie władz w niektórych przypadkach wykraczało daleko poza prawo.
Funkcjonariusze OMON-u bez jakichkolwiek wyjaśnień zatrzymali deputowanego do lokalnego samorządu z "Jedynej Rosji" Ramzana Tembotowa. Rosyjska "Gazieta" napisała, że deputowanego uratowało to, że zdążył zadzwonić do znajomych współpracowników FSB. - Wpadli ludzie w maskach, położyli mnie jak przestępcę z krzykiem. To dla mnie hańba, przecież wobec deputowanego obowiązuje szczególny stosunek (...), znają mnie wszyscy we wsi - protestował Ramzan Tembotow. Zaświadczył on, że w czasie uwięzienia naocznie spotkał się z przykładami okrutnego znęcania się nad więzionymi. - Mnie, w porównaniu z innymi, można powiedzieć, nie bili - prowadzili po gabinetach, piwnicach i pokazywali, co robią z innymi zatrzymanymi: ludzi torturują jak na gestapo. Ani adwokatów, ani przesłuchań, po prostu bili ich aż do śmierci, dopóki się nie przyznają i nie wskażą innych - relacjonował deputowany.
Portal NEWSru.com. donosi, że czystki w Nalczyku trwają. Tembotow ocenia, że aresztowano już co najmniej 2 tys. ludzi. Tyle oświadczeń matek zatrzymanych trafiło do prokuratury. Deputowany poinformował również, że nikt ich nie rozpatruje. Aresztowania przeprowadza się na podstawie wcześniej przygotowanych list. W ciągu tego roku około tysiąca muzułmanów z Kabardo-Bałkarii zwróciło się do Władimira Putina z prośbą o wypuszczenie ich za granicę. We wrześniu br. 400 muzułmanów w odezwie do społeczności międzynarodowej prosiło o udzielenie im statusu uchodźcy politycznego w dowolnym kraju świata. Według danych Tembotowa i miejscowych obrońców praw człowieka, obecnie ok. 600 spośród nich znajduje się w areszcie.
Organizacja "Memoriał" na podstawie rozmów ze świadkami wydarzeń z 13-14 października doszła do wniosku, że głównymi przyczynami zajść w Nalczyku były samowola i bezkarność milicji.
Do sytuacji na północnym Kaukazie odniósł się wczoraj premier Mołdawii Wasilij Tarlew. Oświadczył on, że z rosyjskich składów w Naddniestrzu, gdzie stacjonują wojska rosyjskie, trafia w ręce czeczeńskich bojowników broń i amunicja. - Według danych operacyjnych, część broni z rosyjskich składów w Naddniestrzu znalazła się w Czeczenii i część uzbrojenia podobno trafiła w ręce bojowników w Biesłanie - poinformował Tarlew rosyjskich dziennikarzy w Kiszyniowie.
Waldemar Moszkowski

"Nasz Dziennik" 2005-10-28

Autor: ab