Czy Falck kupi pogotowie w Pabianicach?
Treść
Dyrekcja szpitala powiatowego w Pabianicach chce pozbyć się działającego w ramach tej placówki pogotowia. Kupnem zainteresowany jest duński Falck, który poprzez pogotowie w Pabianicach chce wejść do Łodzi.
W zamian za pabianickie pogotowie duńska firma obiecała 1 mln zł na utworzenie oddziału ratunkowego w tamtejszym szpitalu. Przeciwko sprzedaży protestują związki zawodowe działające w szpitalu, radni miasta Pabianice oraz Urszula Krupa, deputowana Parlamentu Europejskiego, która wystosowała pismo w obronie stacji do zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" w Łodzi i dyrekcji szpitala w Pabianicach.
- Nie rozumiem, dlaczego dyrekcja chce pozbyć się pogotowia - mówi Jarosław Majewski, ratownik medyczny, przewodniczący "Solidarności" w szpitalu w Pabianicach. - To nie jest naprawdę konieczne, przecież nie przynosimy strat, a wręcz jesteśmy na plusie - tłumaczy.
Pogotowie przy szpitalu powiatowym powstało w lipcu br., wcześniej był to oddział wchodzący w skład placówki. W stacji pracuje 38 osób, są 3 karetki, które obsługują Pabianice i najbliższe okolice. Z przeprowadzonej niedawno kontroli wynika, że przez pół roku najpierw oddział, a potem samodzielne pogotowie - ambulatorium, izba przyjęć i wyjazdy - nie powodowały żadnych strat. Dlatego wszystkich dziwi zamiar sprzedaży tej stacji. O jej kupno zabiega duński Falck. - Obiecują nam szkolenia, ale ja w nie nie wierzę - stwierdza Jarosław Majewski. - Po prostu dyrekcja chce nas na siłę wypchnąć do prywatnej firmy - mówi.
Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że Falck obiecał szpitalowi 1 mln zł na utworzenie nowego oddziału ratunkowego. - Kiedy się o tym dowiedziałem, od razu skontaktowałem się z dyrekcją szpitala - mówi Grzegorz Lorek, radny Sejmiku Województwa Łódzkiego, członek Komisji Zdrowia. - Urząd marszałkowski dysponuje pieniędzmi w ramach programu ZPORR [Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego - przyp. red.] i szpital może o nie wystąpić - stwierdza. Dyrekcja szpitala dowiedziała się, że może w ramach tego programu otrzymać 3 mln zł. - Trzeba mieć wkład własny w wysokości w tym przypadku 15 proc., ale te pieniądze zagwarantował Urząd Miasta w Pabianicach - informuje nas radny z Pabianic Adam Śmiech (LPR). Wystarczyło złożyć tylko odpowiedni wniosek. Jednak z tej możliwości placówka nie skorzystała. Dlaczego? Nie udało się nam skontaktować z zastępcą dyrektora pabianickiego szpitala Jackiem Wutzowem, który razem z radnym Adamem Śmiechem prowadził rozmowy z Urzędem Marszałkowskim w Łodzi. Jest jego szef, który jednak zabrania publikowania swojego nazwiska i najwyraźniej jest oburzony pytaniami, które mu zadajemy. Według dyrekcji, sprzedaż Falckowi pogotowia to "drobna sprawa", której tak naprawdę nie ma, bo do tej pory nie zostały wydane żadne oświadczenia. - Nic nie zostało potwierdzone, ale wiemy od pracowników, że prowadzone są już bardzo zaawansowane rozmowy - tłumaczy Grzegorz Lorek. Od pana dyrektora dowiadujemy się również, że to wszystko "to jeden wielki skandal". - Taka reakcja dyrekcji była do przewidzenia - mówi Adam Śmiech. Według niego, dyrekcja przy sprzedaży pogotowia chce ominąć radę społeczną szpitala, która musi wyrazić zgodę na taki krok. Chce to zatem zrobić "po cichu" i bez żadnego rozgłosu.
Zaniepokojeni sprzedażą pogotowia są nie tylko radni z Pabianic. Swój protest do dyrekcji szpitala skierowała wczoraj dr Urszula Krupa, deputowana PE. Według niej, sprzedaż pogotowia w Pabianicach duńskiemu Falckowi to tylko pierwszy krok do przejęcia pogotowia łódzkiego. Urszula Krupa prosi dyrekcję szpitala o zaprzestanie rozmów z Falckiem. Pismo od poseł Krupy trafiło też do łódzkiej "Solidarności". Urszula Krupa ma nadzieję, że zarząd regionu przedsięweźmie kroki przeciwko sprzedaży pogotowia, nawet gdyby miał to być strajk.
Anna Skopinska
"Nasz Dziennik" 04-10-2004
Autor: Ku8a