Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Czy Dudek zatrzyma Szewczenkę?

Treść

Tylko dwóch Polaków grało dotychczas w finale piłkarskiego Pucharu Europy - przemianowanego w 1992 r. na Ligę Mistrzów - Zbigniew Boniek (Juventus Turyn) i Józef Młynarczyk (FC Porto). Teraz w ich ślady ma szansę pójść Jerzy Dudek. Wszystko wskazuje na to, że trener Rafael Benitez zaufa naszemu bramkarzowi, a ten postara się zrobić wszystko, bo jego Liverpool po raz piąty w historii zdobył najbardziej prestiżowe klubowe trofeum w Europie. Będzie to bardzo trudne zadanie. Rywalem "The Reds" jest bowiem AC Milan, uważany za faworyta finałowej potyczki.
Liverpool dotychczas zdobywał Puchar Europy cztery razy - w 1977, 1978, 1981 i 1984 r. Od ostatniego triumfu minęło jednak aż 21 lat, a to oznacza, iż młodsze pokolenie kibiców nie pamięta czasów, gdy liverpoolczycy byli poza konkurencją na całym kontynencie. Teraz Jerzy Dudek, Steven Gerrard i koledzy mają szansę nawiązać do tych wspaniałych tradycji. Czy im się uda?
Nie będzie łatwo, bo Milan to wielka i jeszcze bardziej utytułowana firma. Ma na koncie sześć wygranych w PE i później w Lidze Mistrzów - w 1963, 1969, 1989, 1990, 1994 i 2003 r. Do ścisłej europejskiej czołówki należy od lat, i to praktycznie bez przerwy. Zawsze jest silny, ma ogromny potencjał i znajduje się w wąskim gronie wielkich faworytów. To jednak może być atutem... środowego rywala.
Bo o Liverpoolu można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest faworytem dzisiejszej potyczki. Bo nim nie jest. Paradoksalnie jednak to spory atut. W obecnej edycji LM podopieczni Beniteza już trzy razy spotykali się z drużynami, które - przynajmniej teoretycznie - zdawały się mieć dużo więcej szans na końcowy sukces. I za każdym razem wychodzili z rywalizacji zwycięsko i co ważne - jak najbardziej zasłużenie. W 1/8 finału odprawiali z kwitkiem Bayer Leverkusen z Jackiem Krzynówkiem w składzie (dwa razy 3:1), w ćwierćfinale Juventus Turyn (2:1 i 0:0), a w półfinale Chelsea Londyn (0:0 i 1:0). We wszystkich tych meczach błyszczał trenerski geniusz Beniteza. Hiszpan potrafił wykrzesać z zawodników maksimum, kapitalnie ich ustawiał taktycznie i nastawiał mentalnie, a ci odpłacali w sposób znakomity. Zawodnicy, których większość wcale nie ma większych umiejętności - a raczej przeciwnie niż rywale z Turynu czy Londynu - uwierzyli, że stać ich na wiele, że mogą pokonać każdego, a wiara jak wiadomo... Dziś może być podobnie!
Gracze Liverpoolu nie mają wątpliwości, o jaką stawkę zagrają. - To będzie najważniejszy mecz w życiu - mówi Gerrard, lider drużyny, jej siła napędowa. - Nie mamy nic do stracenia. Jesteśmy ufni w swoje siły i wiemy, że możemy wygrać - dodaje Benitez. Hiszpański szkoleniowiec jest przekonany, że skoro jego podopieczni pokonali Juventus i Chelsea, to stać ich na zwycięstwo z każdym. Wie, że dla wielu jego piłkarzy będzie to pierwszy pojedynek o taką stawkę, ale wierzy, że ona ich nie sparaliżuje.
W bramce "The Reds" najprawdopodobniej stanie Dudek. Czy będzie to jego ostatni występ w barwach Liverpoolu? Na razie głowy sobie tym nie zaprząta, prawdą jest jednak, że nie cieszy się bezgranicznym zaufaniem Beniteza. Angielska prasa już od dawna wymienia nazwiska jego potencjalnych następców, spekuluje też nad ewentualnym powrotem Polaka do Feyenoordu Rotterdam. Dziś to nie będzie miało jednak żadnego znaczenia...
Milan przystąpi do środowej rywalizacji lekko (to może nawet za łagodne stwierdzenie) zdołowany niepowodzeniami na krajowym podwórku. Typowany na mistrza Włoch niemal w ostatniej chwili przegrał walkę o tytuł z Juventusem, co - jak podkreślali sami piłkarze - było ogromnym rozczarowaniem. Sezon będą chcieli zakończyć inaczej - zwycięsko. Teoretycznie są faworytami, w każdej formacji mają lepszych zawodników niż Liverpool, ale... Ale to może nie mieć znaczenia. Tak samo było choćby w półfinałowych bojach z PSV Eindhoven. Wydawało się, że łatwo pokonają Holendrów, a tymczasem w ostatniej chwili, i to niezasłużenie, uciekli znad przepaści.
Obaj trenerzy - i Benitez, i Carlo Ancelotti - nie mają kadrowych problemów. Zastanawiają się - i być może decyzję podejmą w ostatniej chwili - przede wszystkim nad obsadą linii ataku. Hiszpan ma do wyboru trójkę - Milan Baros, Luis Garcia, Djibril Cisse. Znając go, można się spodziewać, że od pierwszych minut na boisku pojawi się tylko jeden (no, może wyjątkowo dwóch) z nich. Ancelotti ma podobny "problem" - Andrij Szewczenko to pewniak, ale kto obok niego - Hernan Crespo czy Filippo Inzaghi?
Jak będzie wyglądał środowy pojedynek? Spoglądając wstecz na dotychczasowe występy obu ekip, raczej nie można się spodziewać gradu bramek, pięknej, otwartej gry. Nie zabraknie za to ogromnej walki toczonej przez pełne 90 minut na każdym metrze boiska, a o wszystkim może zadecydować jeden, jedyny gol... Pytanie brzmi - kto pierwszy go strzeli?
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2005-05-25

Autor: ab