Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Cztery lata temu było podobnie

Treść

Nie takiego początku pucharowych zmagań oczekiwali polscy kibice. Liczyli na Adama Małysza, który po triumfie w Letniej Grand Prix zgodnie uznany został za wielkiego faworyta także zimowych zmagań. Liczyli wreszcie, że i pozostali nasi reprezentanci sprawią nam niespodziankę. Tymczasem wszystkich spotkał zimny prysznic. Prócz Małysza nikt nie zdołał zająć punktowanych miejsc, sam pan Adam spisał się dużo poniżej oczekiwań i możliwości. Było źle, ale już niedługo powinno być lepiej. Dużo lepiej.
W fińskim Kuusamo Małysz skakał źle. Popełniał błędy, zbyt wcześnie odbijał się z progu, lądował blisko. Bliżej niż rywale. Nie przypominał zawodnika, który latem wygrywał z wielką łatwością i na luzie. Przyznał później, że na dużej skoczni Ruka nie czuł się najlepiej. Przez ostatnie dni wspólnie z kolegami trenował na mniejszym obiekcie, brakowało mu czucia i obycia z większym. Choćby dlatego nasi reprezentanci po konkursie nie wyjechali z Kuusamo, tylko zostali tam, by spokojnie popracować nad formą i wyeliminować niedostatki.
I w sobotę, i w niedzielę Małysz był dziewiętnasty. Złośliwy może powiedzieć, że dyspozycja jest ustabilizowana, ale nie o taką stabilizację przecież chodzi. W drugim konkursie nasz najlepszy skoczek po raz pierwszy od niepamiętnych czasów musiał walczyć w kwalifikacjach o awans do turnieju głównego. W nim skoczył tak blisko, że nie był pewien najlepszej trzydziestki. Na szczęście tak dramatycznie się nie skończyło. Małysz dziś jest siedemnasty w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
Pamiętajmy jednak cały czas, iż to dopiero początek sezonu. Że wielu znakomitych zawodników skakało poniżej oczekiwań. Na optymalną formę przyjdzie jeszcze czas.
A kiedy ostatnio Małysz tak źle rozpoczął sezon? W 2000 roku. Wtedy w Kuupio najpierw został zdyskwalifikowany za zbyt długie narty, dzień później zajął 26. miejsce, a kolejnego dnia był 11. Po kilku tygodniach w zapierającym dech w piersiach stylu wygrał Turniej Czterech Skoczni. Po kilku miesiącach jako pierwszy Polak wygrał klasyfikację generalną Pucharu Świata. Wyczyn ten powtarzał jeszcze dwukrotnie, co przed nim nie udało się nikomu i być może powtórzyć się nie uda nigdy. Czy teraz będzie podobnie? Pewnie nie, choć kto wie... Do wygrania nadal jest wiele. I w Pucharze, i w Turnieju Czterech Skoczni, i w mistrzostwach świata. Wiadomo, że te ostatnie zawody są najważniejszymi w sezonie, szczyt formy będzie przygotowywany właśnie na nie.
Małysz potrzebuje dziś przede wszystkim spokoju, by mógł trenować, poprawiać błędy. Już niedługo - za tydzień, dwa, trzy - powinno być dobrze. Bądźmy więc cierpliwi.
A na razie podziwiać możemy wspaniałe i niesamowite wyczyny Janne Ahonena. Fin na tle rywali wygląda dziś jak zawodnik z innej bajki, skacze kapitalnie, na luzie, płynnie, bezbłędnie, absolutnie najdalej. Małysz i spółka mają do kogo równać.
Co ciekawe, Ahonen nie skakał w Letniej Grand Prix. Uznał, iż są lepsze sposoby na przygotowanie się do zimowej rywalizacji.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2004-11-30

Autor: kl