Czesi - zawsze fair, zawsze o zwycięstwo
Treść
Czesi mają charakter, zawsze grają o zwycięstwo, nie kalkulują. Wczoraj wieczorem w meczu, który dla nich innej stawki niż prestiżowa nie miał (awans zapewnili sobie już wcześniej), pokonali 2:1 walczących o "życie" Niemców, przesądzając o ich odpadnięciu z turnieju. Skorzystali na tym Holendrzy, którzy wygrali 3:0 z Łotwą i zajęli drugie miejsce w grupie D, premiowane awansem.
Czesi zagrali z Niemcami w rezerwowym składzie. Trenerzy chcieli oszczędzać najlepszych graczy na ćwierćfinałowy pojedynek z Danią i trudno nie przyznać im racji. Mimo to z aktualnymi przecież wicemistrzami świata poczynali sobie jak równy z równym. W 21. min z bramki cieszyli się jednak nasi zachodni sąsiedzi. Michael Ballack kapitalnie przymierzył w "okienko" i w tym momencie Niemcy byli w ćwierćfinale. Czesi odpowiedzieli szybko. W 30. min Marek Heinz fantastycznie przymierzył z rzutu wolnego w krótki róg i było 1:1.
W drugiej połowie nie mający nic do stracenia Niemcy przycisnęli. Z minuty na minutę rosła ich przewaga, mieli masę sytuacji. Ballack trafił w słupek, kilka razy kapitalnie interweniował Jaromir Blazek, raz piłkę z linii bramkowej (po strzale Lukasa Podolskiego) wybił Tomas Huebschman. Ale gola strzelili Czesi! Po jednej z nielicznych kontr piłkę przejął szybki Milan Baros, pierwszy jego strzał obronił Oliver Kahn, przy dobitce był bezradny. Niemców to dobiło. Załamało.
Holandia wygrała z Łotwą bez żadnych problemów. Atakowała przez cały mecz, miała mnóstwo strzeleckich sytuacji, przeważała. Do przerwy prowadziła 2:0 (gole Ruuda van Nistelrooya), po niej kontrolowała grę, strzeliła jedną bramkę (Roy Makaay) i nasłuchiwała, co się dzieje w meczu Czech z Niemcami. A działy się rzeczy dla niej wspaniałe. Została na mistrzostwach, w ćwierćfinale zagra ze Szwecją.
Wiele - przede wszystkim we Włoszech - mówiło się wczoraj o wtorkowym spotkaniu Danii i Szwecji. Zakończony wynikiem 2:2 pojedynek zdecydował o wyeliminowaniu podopiecznych Giovanniego Trapattoniego i ogólnej wielkiej klęsce włoskiego futbolu. Dla kibiców z tego kraju niepowodzenie reprezentacji jest katastrofą, która na jakiś czas zepchnęła w cień wszystkie wydarzenia z życia społeczno-politycznego. Remis w skandynawskich derbach Włosi uznali oczywiście za wyreżyserowany. Prezes tamtejszej federacji piłkarskiej Franco Carraro obwieścił, iż nie ma wątpliwości, że tak było. W podobnym tonie pisała prasa.
Duńczycy i Szwedzi uznali oskarżenia za bezsensowne, śmieszne i bezpodstawne. Lars Lagerbaeck, trener Szwecji, powiedział: - Jeśli ktoś po takim meczu, pełnym walki i dramaturgii, powie, że wynik został ułożony, to powinien się jak najszybciej położyć do łóżka, bo jest chory.
Nie da się ukryć, że rezultat 2:2 dla obu reprezentacji był korzystny. Że pragnęli go kibice, którzy na stadionie w Porto wywiesili mnóstwo flag z napisami niebudzącymi wątpliwości "2:2". Że piłkarze nie mieli nic przeciwko temu, by do domów pojechali Włosi. Że akcja, po której Szwedzi w końcówce wyrównali, mogła budzić leciutkie podejrzenia. Że w przeszłości na wielkich imprezach zdarzały się mecze ułożone.
Włosi, miast rozkoszować się i usprawiedliwiać spiskową teorią dziejów, powinni raczej przyjrzeć się sobie. Tak postępują prawdziwi mężczyźni. Oni nie płaczą, zrzucając winę za swą nieudolność na cały świat. A chłopcy Trapattoniego na Euro 2004, z małymi wyjątkami, zaprezentowali się słabiutko, nieefektownie i zasłużyli na to, by wcześniej, niż sądzili, udać się w podróż powrotną do domów. Jeśli już się będzie o nich pamiętać, to tylko w kontekście haniebnego zachowania Francesco Tottiego, który opluł rywala z boiska.
Dziś na Euro 2004 rozpoczynają się ćwierćfinały i od razu dojdzie do wielkiego szlagieru: Portugalia (pierwsza ekipa grupy A) zmierzy się z Anglią (2. w grupie B). Spotkanie zapowiada się ekscytująco; oba zespoły z meczu na mecz spisywały się coraz lepiej, grały ofensywnie, stwarzały sporo sytuacji. Niezwykle rozwinął się talent angielskiego supernapastnika Wayne'a Rooneya, świetne momenty miał i młodziutki idol kibiców gospodarzy Christiano Ronaldo. Kto wie, czy od postawy tych nastoletnich młokosów (a już wielkich piłkarzy) nie będzie zależeć wynik dzisiejszej konfrontacji. Obaj mają nieprzeciętne umiejętności, są indywidualistami potrafiącymi jedną, nieszablonową akcją rozstrzygnąć o losach pojedynku... Zapowiadają się wielkie emocje!
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 24-06-2004
Autor: DW