Czesi nie chcą ratyfikacji
Treść
Po odrzuceniu przez Irlandię traktatu reformującego teraz kolejną trudną do pokonania przeszkodą może okazać się rząd czeski, który oświadczył, że dokument ten został odrzucony i dalsze prowadzenie prac ratyfikacyjnych nie ma najmniejszego sensu.
Jeszcze niedawno szef niemieckiej dyplomacji Frank Walter Steinmeier (SPD) sugerował, że Irlandia powinna się na pewien czas wycofać z procesu integracji, aby otworzyć drogę dla ratyfikacji traktatu przez pozostałe 26 państw Wspólnoty. Tymczasem okazało się, iż kolejną przeszkodą na drodze do stworzenia superpaństwa Unii Europejskiej staną się Czechy. Rząd czeski przekazał traktat reformujący Trybunałowi Konstytucyjnemu, od jego decyzji uzależniając ratyfikację.
Podczas gdy takie kraje jak Polska i Wielka Brytania zapowiadają prowadzenie dalszego procesu ratyfikacyjnego, Praga uznaje, że traktat już przepadł. Stanowisko czeskiego rządu wzbudza wielkie zaniepokojenie euroentuzjastów we wszystkich europejskich stolicach, także w Berlinie. Sprawa jest o tyle trudna, że jakakolwiek zmiana lub stworzenie nowego traktatu jest obecnie niemożliwością.
Dotychczas traktatu lizbońskiego nie ratyfikowało jeszcze osiem parlamentów, ale jedynie Praga sugeruje, że tego nie zrobi, w odróżnieniu od Warszawy, która pomimo opinii, iż należy do grona eurosceptyków, obiecała dalsze prowadzenie procesu ratyfikacji.
Niemcy zmuszają innych do dalszej kontynuacji ratyfikacji nieistniejącego już dokumentu, zapominając, że sami także do tej pory go nie ratyfikowali, bowiem cały proces wstrzymał jeden z posłów, składając do Trybunału Konstytucyjnego skargę na proces ratyfikacyjny.
Kanclerz Angela Merkel od początku nie kryła, że - jej zdaniem - porozumienie w sprawie ostatecznego kształtu nowego traktatu reformującego UE to wielki sukces, w którym Niemcy odegrały ważną rolę, gdyż to za ich prezydentury został skrystalizowany proces traktatu. Pani kanclerz nie ukrywała też, iż ma nadzieję, że podpisany 13 grudnia w Lizbonie dokument wejdzie w życie z dniem 1 stycznia roku 2009.
Tymczasem kwestia wyników irlandzkiego referendum zdominowała drugi dzień spotkania Grupy Wyszehradzkiej. Zdaniem szefów rządów Słowacji, Polski, Czech i Węgier, komplikacje z procesem ratyfikacji nie powinny mieć wpływu na rozszerzenie Unii Europejskiej. Szef rządu Czech odmówił komentarza do wypowiedzi prezydenta tego kraju Vaclava Klausa, dla którego proces ratyfikacji nowej konstytucji unijnej zakończył się wraz z odrzuceniem dokumentu przez Irlandię.
Tymczasem premier Donald Tusk oświadczył, że proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego - mimo fiaska w Irlandii - powinien być kontynuowany w pozostałych krajach UE. Podkreślił jednocześnie, że nikt nie może lekceważyć głosu mieszkańców Zielonej Wyspy. Tusk nie dostrzega najwyraźniej, że jedyną rzeczywistą formą uszanowania podjętej przez Irlandczyków decyzji byłaby rezygnacja z ratyfikacji. Z kolei premier Czech Mirek Topolanek powiedział, iż nie można udawać, że kilka milionów głosów Irlandczyków ma inną wagę niż głosy Francuzów, którzy w 2005 roku odrzucili traktat konstytucyjny. W jego ocenie, to, czy ratyfikacja "pójdzie dalej", zależy głównie od Irlandii.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2008-06-17
Autor: wa