Czekają aż umrze człowiek?
Treść
W Śmiłowie, w pobliżu pola, na którym pracownicy firmy "Farmutil" należącej do ekssenatora Henryka Stokłosy niezgodnie z prawem zakopali szczątki padłych zwierząt, umierają dzikie ptaki. Zdaniem ekologów i specjalistów, potwierdza to ryzyko wystąpienia na tych terenach groźnej epidemii. Tymczasem powiatowy lekarz weterynarii w Pile zamiast poddać ptactwo dokładnym badaniom, przekazał je pospiesznie do utylizacji. Skandaliczne decyzje Jana Hartlińskiego budzą zdziwienie nie od dziś i wywołują pytania o rzetelność powiatowego lekarza weterynarii.
Najpierw, przed kilkoma dniami, znaleziono martwego orła bielika i kruka. Teraz zaniepokojeni mieszkańcy Śmiłowa dowiedzieli się o kolejnym martwym ptactwie odkrytym w pobliżu pola "Farmutilu", należącego do byłego senatora Henryka Stokłosy. To właśnie na tym terenie niedawno odkryto nielegalnie zakopane szczątki padłych zwierząt. Zdaniem specjalistów, spowodowało to groźbę zatrucia ziemi i wywołania epidemii. Nic więc dziwnego, że odkrycie martwego ptactwa wzbudziło wielki niepokój wśród mieszkańców Śmiłowa.
- Przyczyn śmierci tego dzikiego ptactwa jest kilka, pierwsza - najgroźniejsza, to oczywiście ptasia grypa, drugą, równie poważną ewentualnością, którą trzeba wziąć pod uwagę, jest to, że padlina znaleziona na polach Stokłosy jest tak trująca, tak szkodliwa, że spowodowała śmierć nawet ptaków drapieżnych, które taką padliną się żywią - uważa Marek Kryda, ekolog z Polskiej Inicjatywy Agrośrodowiskowej.
Martwy orzeł bielik trafił do powiatowego lekarza weterynarii w Pile Jana Hartlińskiego. Padły ptak miał zostać poddany gruntownym badaniom. Tak się jednak nie stało. Tego samego dnia, w którym weterynarz Hartliński zapewniał przedstawicieli mediów, że padły orzeł zostanie wysłany do Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach celem wykonania stosownych badań - pospiesznie polecił poddać ptaka utylizacji. Do laboratorium w Puławach przesłano próbki do badań wyłącznie (!) na okoliczność wystąpienia ptasiej grypy. Dlaczego tak się stało, nie wiadomo. Z Janem Hartlińskim nie udało nam się skontaktować. Ekolodzy i specjaliści są jednak oburzeni.
- To jest rażące zaniedbanie obowiązków lekarza weterynarii. W sytuacji, kiedy ptaki w tej okolicy padają wręcz masowo, bo ten orzeł bielik to nie jedyny przypadek, powiatowy lekarz weterynarii w trosce o zdrowie i życie ludzi czy zwierząt powinien przeprowadzić dokładne badania. Nie chcę tutaj wnikać, dlaczego pan Hartliński tak pospiesznie polecił utylizować orła, ale ten pośpiech budzi pewne wątpliwości - powiedział ekolog Marek Kryda.
Wątpliwości co do rzetelności powiatowego lekarza weterynarii w Pile mają też mieszkańcy Śmiłowa, którzy przypominają równie bulwersujące zachowanie Hartlińskiego kilkanaście tygodni wcześniej, kiedy to na polach należących do Henryka Stokłosy odkryto zakopane szczątki zwierząt. - O całej sprawie huczało w mediach. Inspektorat sanitarny potwierdził prawdziwość odkrycia, sprawą zajęła się prokuratura, główny lekarz weterynarii mówił o niebezpieczeństwie, na jakie narażony może być ten powiat, tylko Hartliński - mówiąc dosadnie - "grał głupa" - twierdzi jeden z mieszkańców Śmiłowa.
I rzeczywiście. Mimo że Wielkopolski Inspektorat Ochrony Środowiska w Pile, który zbadał pola Stokłosy, stwierdził tam olbrzymie ilości zakopanej padłej zwierzyny, Jan Hartliński długi czas przekonywał, iż on o padlinie nic nie wie. - Kopanie i przeszukiwanie nie należy do moich zadań - lekceważąco tłumaczył wówczas dziennikarzom.
Tymczasem w pobliżu pól Stokłosy w Śmiłowie znaleziono następnego martwego dzikiego ptaka. To kolejny kruk, który padł w niewyjaśnionych okolicznościach. Tym razem jednak nie trafi on już do pilskiego powiatowego lekarza weterynarii. Mieszkańcy Śmiłowa bowiem stracili już do niego zaufanie.
- Nie mamy zaufania do weterynarzy, bo nie dotrzymują słowa. Chcemy wiedzieć, na co umierają ptaki, bo tu mieszkamy i boimy się także o własne zdrowie - mówi Irena Sienkiewicz, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej.
Znalazca ptaka Hubert Karolczak ze Śmiłowa zamierza oddać go służbom Konserwatora Przyrody. To rozwiązanie satysfakcjonuje również ekologów.
- Ornitolodzy z Poznania już wcześniej informowali nas, że na polach należących do senatora Stokłosy może być rozsypywana silna trucizna powodująca śmierć ptaków. Jeżeli te zarzuty się potwierdzą, powinien wkroczyć prokurator, orzeł bielik należy bowiem do gatunku chronionego, a spowodowanie jego śmierci jest przestępstwem - uważa Marek Kryda.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2005-11-07
Autor: ab