Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Czas na trening i... eksperymenty?

Treść

Niedzielnym konkursem w Garmisch-Partenkirchen Adam Małysz zakończył starty w 54. Turnieju Czterech Skoczni. Trenerzy polskiej kadry zaniepokojeni fatalną formą naszego najlepszego skoczka postanowili wycofać go z imprezy. Obok byłego mistrza świata w Innsbrucku i Bischofshofen nie wystąpi Marcin Bachleda. Zastąpią ich Rafał Śliż i Stefan Hula.
Małysz na TCS jechał z nadziejami. Udany konkurs świąteczny na Wielkiej Krokwi w Zakopanem dawał podstawy do optymizmu. Wydawało się, że trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli wraca do wysokiej formy i dalekiego skakania. Po kilku dniach okazało się, że jest zgoła inaczej. Na inauguracji prestiżowego turnieju w Oberstdorfie pan Adam zajął 13. miejsce. W Garmisch-Partenkirchen miało być lepiej, a było gorzej. Dużo gorzej. 21. lokata, najgorsza w sezonie, dramatyczne poszukiwania przyczyn stanu rzeczy i niemożność szybkiego znalezienia odpowiedzi spowodowały taką a nie inną decyzję sztabu szkoleniowego. Heinz Kuttin i Łukasz Kruczek postanowili, że Małysz w TSC już nie wystąpi. - Dalsze starty Adama w turnieju nie miałyby sensu, bo tylko pogłębiałyby frustrację - przyznał Kruczek. Z takim krokiem zgodzili się m.in. pierwszy trener skoczka Jan Szturc oraz Apoloniusz Tajner, współtwórca jego największych sukcesów.
Asystent Kuttina wraz z Małyszem wrócili już do Polski. Do 6 stycznia lider naszej reprezentacji będzie odpoczywał i skupiał się na treningu kondycyjnym. Następnego dnia rozpocznie treningi na nowym sprzęcie - zmienionym obuwiu i lekko zmodyfikowanych nartach. Wszystko to ma pomóc mu nie tylko odzyskać wysoką dyspozycję, ale i błysk, którego brakowało praktycznie od początku sezonu. Czy pomoże? Miejmy nadzieję i trzymajmy kciuki, bo czas do rozpoczęcia igrzysk olimpijskich biegnie nieubłaganie. Trener Kuttin obiecywał, że pierwszy szczyt formy Małysza przypadnie właśnie na prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Fakty okazały się brutalne. Były mistrz świata nie dość, że nie był w stanie rywalizować z najlepszymi, to jeszcze z każdym skokiem wpadał w coraz większy dołek psychiczny. Frustrowały go zarówno małe odległości, słabe lokaty, jak i fakt, że nikt nie był w stanie znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Małysz, który nie zwykł narzekać, przyznał, że nie jest w formie i czuje się psychicznie coraz gorzej. Decyzja o rezygnacji ze startów w TCS wydaje się zatem jak najbardziej słuszna, ale czy trenerzy mieli przygotowany wariant awaryjny na wypadek fatalnej i niepokojącej dyspozycji lidera kadry?
Informacja o testach nowego sprzętu przez Małysza sugeruje, że chyba nie! Na niespełna 40 dni przed igrzyskami nie ma przecież czasu ani miejsca na eksperymenty i próbowanie nowych rozwiązań, bo wszystko winno być dopięte na ostatni guzik. A nie jest. Czyżbyśmy zatem musieli się pożegnać z medalowymi nadziejami? Rok temu trener Kuttin obiecywał podium Małysza na mistrzostwach świata. Start skończył się katastrofą. Oby podobnie nie było w Turynie.
Co gorsza - ale to już nikogo nie dziwi mimo obietnic szkoleniowca - beznadziejnie spisują się i pozostali nasi reprezentanci. Żaden z nich nie skacze na miarę możliwości i oczekiwań. W Oberstdorfie nikt nie zdołał awansować do finałowej trzydziestki, a w Garmisch-Partenkirchen sztuka ta udała się tylko Kamilowi Stochowi. Jego 29. lokata nikogo jednak nie ucieszyła, bo nie mogła. Stoch obok Roberta Matei pozostał jednak w TSC. Oprócz nich w pozostałych dwóch konkursach wystąpią Rafał Śliż i Stefan Hula. Marcin Bachleda, który także wrócił do kraju, będzie trenował z kadrą B i przygotowywał się do startu w Pucharze Kontynentalnym w Planicy.
Czy coś w naszej reprezentacji drgnie, czy zawodnicy złapią wreszcie formę i zaczną skakać na miarę oczekiwań, przekonamy się już niedługo. 11 stycznia kadra (a kto się w niej znajdzie, wręcz nie sposób dziś przewidzieć) wyjedzie na mistrzostwa świata w lotach do Kulm.
Małysz nie jest jedynym zawodnikiem ze światowej czołówki, którego na przełomie roku dopadł kryzys. Z TSC został wycofany m.in. jego zwycięzca sprzed dwóch lat, Norweg Sigurd Pettersen. Fatalnie spisuje się też Niemiec Martin Schmitt, który w Ga-Pa pierwszy raz w karierze nie zdołał przebrnąć kwalifikacji (a w turnieju startuje po raz jedenasty). Współgospodarze imprezy postanowili jednak, że w Innsbrucku i Bischofshofen wystąpi. Brak Schmitta, nadal - mimo braku sukcesów - najbardziej popularnego i lubianego niemieckiego skoczka, mógłby znacznie zaszkodzić wizerunkowi imprezy i odebrać jej kolejnych fanów, których i tak u naszych zachodnich sąsiadów ubywa.
Piotr Skrobisz

"Nasz Dziennik" 2006-01-03

Autor: ab