Czarna seria
Treść
Grupa terrorystów zajęła wczoraj rano szkołę w miejscowości Biesłan we wchodzącej w skład Rosji Północnej Osetii, biorąc jako zakładników od 130 do 200 osób - uczniów, nauczycieli i ich rodziców. Do ataku doszło około godz. 9.00 czasu moskiewskiego, zaraz po tym, jak skończyły się uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Jest to już czwarty akt terroru w Rosji od tygodnia.
Licząca od 15 do 25 osób grupa bojowników przyjechała zdobycznym samochodem milicyjnym. Wszystkich zakładników zebrano w sali gimnastycznej. Napastnicy grożą, że w razie szturmu wysadzą ją w powietrze. Kilkudziesięciorgu dzieciom udało się uciec. Aby nie dopuścić do szturmu, terroryści wystawili dzieci w oknach szkoły. Wokół budynku rosyjskie władze rozmieściły oddziały specjalne wojska i milicji.
Miejscowe władze poinformowały, że napastnicy uwolnili 15 dzieci. Jednak jak podał szef miejscowego MSW Kazbek Dzantijew, terroryści oświadczyli, że "za każdego zabitego bojownika zabiją 50 dzieci, a za rannego - 20".
W reakcji na ostatnie zamachy terrorystyczne Rosja zwróciła się wczoraj "ze stanowczą prośbą" o pilne zwołanie Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Wśród uzbrojonych w granatniki i broń palną napastników są kobiety przepasane tzw. pasami szahidów z ładunkiem wybuchowym. Sytuacja bardzo przypomina tę, jaka miała miejsce w październiku 2002 roku w moskiewskim teatrze na Dubrowce, kiedy czeczeńscy bojownicy opanowali budynek, przetrzymując przez 57 godzin blisko tysiąc zakładników.
Na początku akcji terrorystów doszło do strzelaniny, w wyniku której życie straciło 8 osób. Nie jest jasne, kim są porywacze, ani jakie przedstawili żądania. Źródło w osetyjskiej milicji powiedziało agencji Interfax, że chcą uwolnienia z więzień uczestników ataku powstańców na Inguszetię w nocy z 21 na 22 czerwca (zginęło wówczas około 100 osób), według innych źródeł mieli zażądać zwolnienia z więzień wszystkich skazanych za terroryzm, zaś agencja ITAR-TASS utrzymuje, że przekazali notkę z żądaniem wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii. Zażądali również, aby przyjechali do nich prezydent Osetii Północnej Aleksandr Dzasochow, prezydent Inguszetii Murat Ziazikow oraz znany rosyjski lekarz Leonid Roszal, który rozmawiał z terrorystami w czasie kryzysu na Dubrowce.
Wieczorem nawiązano stały kontakt z terrorystami. Przedstawiciel Federalnej Służby Bezpieczeństwa Walerij Andriejew ocenił wczoraj, że negocjacje idą "trudno". Przedstawiciel osetyjskich władz Lew Dzugajew powiedział, że z informacji uzyskanych w czasie kontaktu z terrorystami wynika, iż traktują oni dzieci "mniej więcej znośnie".
Obecnie wiele wskazuje, że Rosjanie podejmą próbę siłowego odbicia zakładników. Do Biesłanu wysłano rosyjskie oddziały specjalne. Dowódca lotnictwa wojskowego gen. Władimir Michajłow poinformował wczoraj, że zostaną tam skierowani "niezbędni specjaliści w dowolnej liczbie w celu przeprowadzenia działań na rzecz uwolnienia zakładników".
Rosyjskie media podają, że w Biesłanie przygotowano już zaplecze medyczne. Na polecenie ministra obrony do miasta skierowano latający wojskowy szpital "Skalpel". Z Moskwy wysłano psychologów i psychiatrów, w tym specjalistów dziecięcych. Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych skierowało do Osetii ekipę ratowników i lekarzy z ośrodka medycyny katastrof.
W reakcji na atak Osetia Północna ogłosiła całkowite zamknięcie swoich granic z innymi częściami Rosji. Zamknięto prowadzącą przez kilka republik autostradę Kaukaz oraz lotnisko, w Osetii przestała także działać telefonia komórkowa.
Wieczorem czeczeńscy partyzanci oficjalnie potępili akcję terrorystów w Biesłanie. Czeczeni wypomnieli jednak Rosjanom, że sami dopuszczają się podobnych zbrodni. "Dla tej nieludzkiej akcji nie ma usprawiedliwienia, tak samo jak nie ma usprawiedliwienia dla rosyjskiej soldateski, która zamordowała 42 tys. czeczeńskich dzieci w wieku szkolnym" - czytamy w oświadczeniu wydanym w imieniu przywódcy partyzantów Asłana Maschadowa. Bojownicy twierdzą, że takie akty terrorystyczne jak w Biesłanie to efekt rozkręconej przez Rosję spirali przemocy. "Niezliczona ilość zbrodni przeciw ludzkości, których dopuszcza się Rosja na ziemi kaukaskiej, umożliwia rozpaczliwe i nieludzkie kroki odwetowe, takie jak dzisiejsza akcja. Dokonują ich ludzie, którzy potracili rozum, widząc ból, klęskę, cynizm, kłamstwo i niesprawiedliwość" - czytamy w oświadczeniu.
Wzięcie kilkuset zakładników w szkole w Biesłanie w Osetii Północnej zdecydowanie potępiły Stany Zjednoczone, NATO i ONZ. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan wezwał do "niezwłocznego uwolnienia dzieci, ich rodziców i nauczycieli".
Do wczorajszego ataku na szkołę doszło po całej serii zamachów terrorystycznych w Rosji. W ubiegłym tygodniu 90 osób zginęło w dwóch katastrofach samolotów, zaś we wtorek 10 osób poniosło śmierć w wyniku eksplozji w centrum Moskwy, w pobliżu stacji metra Riżskaja, 51 osób zostało rannych, z czego 49 hospitalizowano. Lekarze walczą o życie 16 osób, które są w stanie krytycznym. Według wstępnych danych zamachu dokonała terrorystka-samobójczyni, która odpaliła ładunek wybuchowy wypełniony śrubami oraz innymi przedmiotami metalowymi.
Odpowiedzialność za eksplozję przy moskiewskim metrze wzięła na siebie Brygada Isłambuli. Wcześniej członkowie tego ugrupowania przyznali się do detonacji w samolotach rosyjskich, do których doszło 24 sierpnia. - Prawdopodobnie jest to organizacja czeczeńskich bojówkarzy powiązanych z Al-Kaidą - uważa ekspert w dziedzinie terroryzmu, dyrektor centrum islamskiego "Al-Makrizi" w Londynie Ahmed As-Subai. Po raz pierwszy nazwa tego ugrupowania pojawiła się 31 lipca, kiedy dokonano zamachu na posterunek pakistańskiego premiera Szaukata Aziza. Terroryści przyjęli dla swojej organizacji imię Chaleda Isłambuli - oficera armii egipskiej, który zorganizował zabójstwo prezydenta tego kraju Anwara Sadata 6 października 1981 roku, straconego wyrokiem sądu 15 kwietnia 1982 r. wraz ze wspólnikami spisku.
Jednak zdaniem ekspertów, nie oznacza to, że do tego ugrupowania wchodzą Egipcjanie czy Arabowie. - Drobne organizacje terrorystyczne - czeczeńskie, bałkańskie, z krajów Azji Południowo-Wschodniej, często biorą imię znanego szahida. Równie często zmieniają swoje nazwy, aby zgubić służby specjalne - dodał As-Subai. Według niego, Isłambuli stał się pierwszym szeroko znanym szahidem (męczennikiem) współczesności.
O isłambulistach jak na razie jest mało informacji. Niektórzy specjaliści przywódcę tego ugrupowania widzą w osobie Muchammeda Isłambuli, brata Chaleda. Wiadomo o nim, że jako młody chłopak w roku 1982 wyjechał do Pakistanu, gdzie zajmował się werbowaniem bojówkarzy do wojny w Afganistanie. Wiadomo jest także, że dobrze znał przywódcę Al-Kaidy Osamę bin Ladena. Według niektórych danych w roku 2001 Isłambuli był w Czeczenii. Zdaniem innych ekspertów, przywódcą brygad jest jeden z duchowych nauczycieli Al-Kaidy Tacher al-Murszid.
Groźba kolejnych zamachów
Zdaniem wielu ekspertów i polityków, Rosja jest narażona na kolejne zamachy. Rosyjski minister obrony Siergiej Iwanow nie wyklucza dalszego ciągu ataków terrorystycznych. - Wybuch na stacji Riżskaja to niestety nie pierwszy i obawiam się, że nie ostatni zamach. W istocie ogłoszono nam wojnę, gdzie przeciwnika nie widać i nie ma linii frontu - podkreślił.
Dziennik "Komsomolskaja Prawda" uważa, że zamachu mogła dokonać jedna z dwóch kobiet, które - według części prasy - wyruszyły 22 sierpnia z Czeczenii w towarzystwie Amanat Nagajewej i Sacyty Dżebirchanowej. Wymienione z nazwiska to domniemane sprawczynie dokonanych w ubiegły wtorek ataków na rosyjskie samoloty pasażerskie. Gazeta "Izwiestija" także skłania się ku tej tezie. "Nasze śledztwo mówi, że w Moskwie jest jeszcze co najmniej jedna szahidka (kobieta-kamikadze) gotowa dokonać nowego zamachu" - pisze.
Według mediów, razem z Amanat Nagajewą oraz Sacytą Dżebirchanową z Groznego wyjechały siostra Nagajewej Roza oraz Marjam Taburowa. Kobiety najprawdopodobniej mieszkały razem. Rosyjskie służby nie wypowiadają się na razie na temat ich rzeczywistej tożsamości.
Dziennik "Kommiersant" jako jeden z nielicznych zamieszcza komentarz po wtorkowym zamachu. Opozycyjna gazeta oskarża rosyjskie służby specjalne, że nie chciały uznać za zamachy ataków na samoloty i dały czas terrorystom. "W rezultacie otrzymali oni możliwość spokojnego przygotowania kolejnego wybuchu" - pisze dziennik. "Kommiersant" także jest przekonany, że po Moskwie chodzi czwarta kobieta zamachowiec i że wkrótce nastąpi kolejny akt terroru. "Terrorystka nie będzie długo czekać" - pisze dziennik. "Wczorajsze wydarzenia w pobliżu stacji metra Riżskaja w Moskwie jeszcze raz wszystkim pokazały, że w organizowaniu walki z terroryzmem mamy poważne problemy" - stwierdza z kolei liberalny dziennik "Gazieta".
Wiesław Sarosiek, KWM, PAP
Chronologia zamachów w Rosji z udziałem zakładników
8 listopada 1991 r. - czeczeńscy bojownicy porwali samolot Aerofłotu ze 178 osobami na pokładzie lecący z Mineralnych Wód do Jekaterynburga. Samolot wylądował w Ankarze. Porywaczom przewodził Szamil Basajew, jeden z głównych czeczeńskich dowódców separatystycznych.
14 czerwca 1995 r. - oddział dowodzony przez Szamila Basajewa zajął szpital miejski w położonym ok. 100 km od Czeczenii Budionnowsku. Napastnicy zażądali przerwania wojny w Czeczenii. Wzięli do niewoli około 2 tys. zakładników i odparli szturm rosyjskich sił specjalnych. Po kilkudniowych negocjacjach pozwolono im się wycofać i obiecano spełnienie postulatów. W czasie kryzysu, głównie w czasie szturmu, zginęło 166 osób, zaś ponad 400 odniosło rany. Ustępstwo wobec Basajewa w Budionnowsku uważane jest za jedną z największych klęsk państwa rosyjskiego w najnowszej historii. Basajew do dziś pozostaje na wolności i chętnie przyznaje się do wielu zamachów terrorystycznych.
9 stycznia 1996 r. - 300-osobowy oddział Salmana Radujewa zajął miasto Kizlar w Dagestanie. Bojownicy, w których rękach znalazło się życie 2 tys. osób, zażądali ponownie wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii, bo "pokój" zawarty w Budionnowsku z Basajewem załamał się i wojna została wznowiona. Radujew zabrał później swój oddział i część zakładników w kierunku granicy czeczeńskiej. We wsi Pierwomajskoje Czeczeni zostali zaatakowani przez siły rosyjskie. Doszło do regularnej bitwy, po której Basajew i jego oddział zdołali przebić się przez okrążenie. Zginęło 78 osób, a kilkaset zostało rannych. Sam Radujew został wzięty do niewoli w czasie drugiej wojny w Czeczenii i zmarł w dziwnych okolicznościach w rosyjskim więzieniu w 2002 r.
31 lipca 2001 r. - grupa mężczyzn żądających uwolnienia czeczeńskich rebeliantów z rosyjskich więzień uprowadziła 40 osób w Mineralnych Wodach, w południowo-zachodniej Rosji. Wszyscy zakładnicy zostali uwolnieni przez siły rosyjskie. Zginął jeden z porywaczy.
23 października 2003 r. - późnym wieczorem oddział czeczeńskich rebeliantów pod wodzą Mowsara Barajewa zajął moskiewski teatr, gdzie grano gigantyczny musical "Nord-Ost". Do niewoli dostało się ponad ośmiuset widzów. Kryzys trwał 57 godzin. 26 października nad ranem siły rosyjskie przypuściły szturm. Użyły przy tym gazu, który natychmiast uśpił zarówno napastników, jak i ich ofiary. Czeczenów dobijano strzałem w głowę, zabijając wszystkich, w tym Barajewa. Później okazało się, że na skutek użycia gazu zginęło także 130 zakładników.
KWM, PAP
Nasz Dziennik 2-09-2004
Autor: DW