Coraz więcej dioksyn
Treść
W wyniku zatrucia dioksynami zamknięto w Niemczech około 4000 gospodarstw. Kilka krajów wstrzymuje import niemieckiej żywności. Trujące dioksyny wykryto nie tylko w paszy dla zwierząt, jajach, ale także w mięsie drobiowym.
Skandal z zatruciem żywności dioksynami zatacza coraz szersze kręgi. Jak poinformowało federalne ministerstwo rolnictwa w Berlinie, po raz pierwszy nadmierne (trzy razy wyższe od normy) stężenie dioksyn wykryto w mięsie drobiowym. Z tego powodu zabito kilka tysięcy sztuk drobiu (dokładne dane nie są na razie znane). W wyniku zatrucia paszy dioksynami nadal zamkniętych jest ponad 4000 gospodarstw produkujących żywność. Masowo wycofywane są jaja z "podejrzanych" ferm.
Aby ułatwić obywatelom szybkie rozpoznanie, czy dana partia jaj znajdujących się w handlu może potencjalnie być skażona dioksynami, stworzono specjalny program internetowy "barocoo". Program współdziała z telefonami iPhon, gdzie po wpisaniu numeru, który widnieje na jaju, natychmiast pojawia się informacja, czy dana seria jest bezpieczna, czy lepiej z zakupu tych jaj zrezygnować. Według najnowszych badań, aż 21 proc. Niemców w tej chwili nie zamierza jeść jaj. Media nawołują do robienia zakupów w sklepach z ekologiczną żywnością.
Na informacje o skażeniu dioksynami żywności w Niemczech natychmiast zareagowało kilka państw, wprowadzając czasowy zakaz przyjmowania u siebie produktów żywnościowych z Niemiec. Południowa Korea wstrzymała import niemieckiej wieprzowiny, a także Słowacja nie importuje już jaj i mięsa drobiowego z Niemiec.
Rząd Angeli Merkel bardzo szeroko informuje na swoich oficjalnych stronach internetowych o sytuacji związanej z zagrożeniami wynikającymi ze skażeniem żywności dioksynami. Także federalne ministerstwo rolnictwa i ochrony konsumentów w internecie na bieżąco przedstawia skalę zjawiska. Podawane są wyniki pierwszych testów laboratoryjnych, ministerstwo podaje też informacje o ewentualnych zagrożeniach, ale w niektórych wypadkach również uspakaja i ostrzega przed niepotrzebną paniką. Przy ministerstwie uruchomiono gorącą linię telefoniczną dla obywateli informującą o zagrożeniach wynikających z ewentualnego zatrucia dioksynami.
Podobne informacje na temat potencjalnego zagrożenia skażeniem żywności dioksynami znaleźć można u niemieckiego sąsiada, w Austrii - w prasie i na stronach internetowych urzędów odpowiedzialnych za jakość i bezpieczeństwo żywności. W pierwszych doniesieniach Austriacka Centrala Producentów Drobiu (ZAG) już w czwartek ostrzegała przed spożywaniem niemieckich jaj. W sobotę sytuacja się uspokoiła, gdyż ZAG wydała komunikat, że do Austrii nie trafiły z Niemiec skażone jaja.
Na oficjalnych stronach internetowych polskich urzędów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo polskiej żywności (czyli: Główny Inspektorat Sanitarny, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Inspekcja Weterynaryjna - Główny Inspektorat Weterynarii, Polska Federacja Producentów Żywności czy urzędy sanitarno-epidemiologiczne) nigdzie nie znajdziemy żadnych ostrzeżeń przed ewentualnym spożywaniem importowanej żywności z Niemiec. Nie ma nawet zdawkowych informacji dotyczących zagrożeń wynikających z zatrucia dioksynami. Tylko w jednej ze stacji telewizyjnych podano lapidarną informację, że główny jnspektor sanitarny nie widzi żadnego zagrożenia dla polskich konsumentów, gdyż Polska nie sprowadza produktów mięsnych, jaj oraz nabiału z terytorium Niemiec.
Waldemar Maszewski, Hamburg
Nasz Dziennik 2011-01-10
Autor: jc