Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Co zostało z pomarańczowego przewrotu?

Treść

Byli uczestnicy tzw. pomarańczowej rewolucji, w tym najważniejsi obecnie politycy w państwie, uczcili wczoraj drugą rocznicę zrywu Ukraińców przeciwko reżimowi, który - jak mówili wówczas - deptał wolę narodu i jego wolność. Dziś - w konsekwencji wolnych wyborów - na jego czele stoi Wiktor Janukowycz, który dwa lata temu był jednym z symboli zła reżimu byłego prezydenta Leonida Kuczmy. Obecnie, w wyniku porozumienia z prezydentem Wiktorem Juszczenką, wówczas jego konkurentem w wyborach prezydenckich, pełni funkcję premiera, jak twierdzi część Ukraińców - wpychając ponownie kraj w objęcia Rosji.
Obecnie absolwentka, a dwa lata temu studentka jednej z uczelni wyższych Kijowa Nina (22 lata) wyszła wczoraj ponownie na plac Niepodległości. Dla niej ten dzień jest świętem wbrew wszystkiemu. Nina powiedziała "Naszemu Dziennikowi", że na całe życie pozostaną jej w pamięci promieniujące twarze młodych ludzi, którzy zimą walczyli w namiotach o honor i wolność przeciwko oligarchom typu Janukowycz czy Achmetow. W te dni Nina po raz pierwszy w życiu zaczęła się modlić razem z prawosławnymi w kapliczce obok miasteczka namiotowego. Wtedy zrozumiała, że Bóg i wolność to pojęcia niepodzielne. Dziś żałuje, że ówczesny przywódca opozycji, dziś prezydent - Wiktor Juszczenko, oraz jego otoczenie zdradzili wolność i demokrację i zawarli porozumienie z Partią Regionów Ukrainy, której przywódca był dwa lata temu po drugiej stronie barykady.
Jednak prezydent twierdzi, że nic się nie stało, i w pięknych słowach mówi o rewolucji. - Jestem przekonany, że to, co się odbyło dwa lata temu i co wszyscy nazywają pomarańczową rewolucją, jest jednym z najbardziej znaczących zdarzeń dla ukraińskiego narodu w ciągu ostatnich lat, a może i stulecia - przekonywał Juszczenko w swoim przemówieniu skierowanym do obywateli.
Podobnie mówią jego koledzy, którzy jeszcze niedawno zarzucali mu zdradę ideałów rewolucji. Ołeksandr Turczynow - jeden z jej byłych przywódców, dziś polityk opozycji z ramienia frakcji parlamentarnej Blok Julii Tymoszenko - jest zdania, że 22 listopada to historyczna data. Pomarańczowa rewolucja pokazała, że żadna władza nie jest w stanie powstrzymać narodu w jego dążeniu ku wolności. - Nasze ugrupowanie nie zdradziło narodu ukraińskiego, dlatego nie jest nam wstyd patrzeć w oczy naszym wyborcom. Dziś władza rodowodem z reżimu poprzedniego prezydenta Leonida Kuczmy powinna zrozumieć, że po tym, jak ludzie odczuli smak wolności, trudno ich będzie znowu uczynić niewolnikami - powiedział Turczynow w audycji ukraińskiej telewizji Inter.
Ukraińcy są podzieleni w ocenie pomarańczowej rewolucji. Dali temu wyraz już podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, w których demokratycznie wygrał uważany jeszcze niedawno za wroga wolności obecny premier Wiktor Janukowycz ze swoją Partią Regionów Ukrainy. Dziś również słychać takie głosy, także wśród byłych uczestników zrywu, którzy wczoraj znów licznie przyszli na plac Niepodległości w Kijowie. Niektórzy uważają, że ponieśli klęskę.
Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
"Nasz Dziennik" 2006-11-23

Autor: wa