Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Co z tą rurą?

Treść

Gazociąg Północny powstanie - czy Polska tego chce, czy nie. - Odpowiada on na głębokie potrzeby europejskie. Europa potrzebuje Nord Stream - stwierdził José Manuel Barroso. Troskę o energetyczne bezpieczeństwo Starego Kontynentu wyrażał także w swoim exposé premier Donald Tusk. Nie sprecyzował jednak, w jaki sposób zamierza pogodzić dbanie o zasoby unijnych partnerów z ochroną interesów Polski. Rząd ograniczył się do pustych deklaracji i nie podał jak dotąd żadnych konkretnych propozycji. Czy ewentualny udział Polski w tym projekcie byłby sensowny? Jeżeli tak, to na jakich warunkach?



Wszystko wskazuje na to, że w kwestii budowy gazociągu z Rosji do Niemiec niewiele da się już zmienić. Przy tak znacznym poparciu państw starej Unii i przy obecnym stanowisku Polski sprawa wydaje się przesądzona. Na obecnym etapie powinniśmy zadać sobie pytanie, czy ewentualny udział Polski w tym projekcie byłby sensowny. Jeżeli tak, to na jakich warunkach?
Polscy politycy wydają się zupełnie nie dostrzegać problemu, ograniczając się jedynie do jałowej dyskusji. Zastanawiają się nad rozwiązaniem, rozważając oprócz ewentualnego przyłączenia się Polski do niemieckiego gazociągu m.in. projekty Jamał II czy Nabucco. - W mojej ocenie, optymalnym rozwiązaniem jest budowa alternatywy dla Gazociągu Północnego w postaci drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego albo gazociągu Amber. Lecz jak widzimy rozwiązanie to nie spotyka się ze szczególnym uznaniem naszych partnerów zarówno Unii, jak i Rosji - stwierdził w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Tomasz Chmal, ekspert z dziedziny energetyki z Instytutu Sobieskiego. - Wchodząc w projekt Nord Stream, powinniśmy rozpatrzyć, jakiego typu jest to propozycja. Do rozważenia pozostają różnorodne kwestie - czy propozycja ta daje nam 20 proc. udziałów czy 2 proc.? Czy oznacza ona odbiór gazu z tego gazociągu, czy nie? Więc w tej chwili mówienie, który projekt jest lepszy, byłoby przedwczesne. Oczywiście racjonalnie patrząc, lepszy jest rurociąg przebiegający po ziemi, gdyż jest tańszy i bezpieczniejszy - wyjaśnił w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".

Czas na dyskusje minął
Wyjątkowy spokój polityków jest mimo wszystko nieco zaskakujący, gdyż czas na dyskusje wydaje się dobiegać końca. Część naziemna Nord Stream jest już w budowie. W projekt zaangażowane są nie tylko firmy niemieckie i rosyjskie, ale także holenderskie. Dołączyć mają do nich wkrótce Brytyjczycy. Niemcy zapraszają do udziału również Polaków, zaznaczając, że i dla nas jest miejsce w tym przedsięwzięciu. Eksponowanie gotowości do współpracy jest jednak czysto PR-owskim zabiegiem, gdyż żadne konkrety jeszcze nie padły. - Dlatego inicjatywa spoczywa teraz po stronie tych, którzy widzieliby polskie firmy w tym projekcie - twierdzi Chmal. W przypadku naszego ewentualnego podłączenia pojawiają się bowiem kwestie, które wymagają szeregu analiz, choćby tego, kto miałby się tego podjąć i za jakie pieniądze. Gdy poznamy szczegóły oferty, będziemy w stanie się do nich odnieść i skomentować. Obecnie, jak zauważa ekspert, trudno ustalić, kto mógłby być adresatem oferty Nord Stream - czy PGNiG czy może Gaz-System. - Bez względu na to z naszej strony podejście powinno być jak najbardziej pragmatyczne. W tej chwili wszelkie wypowiedzi o rzekomej ofercie kierowanej do polskich firm traktowałbym jako wizerunkowe, a nie biznesowe - skonstatował Tomasz Chmal.

Czy Polska zrezygnuje z dywersyfikacji?
Szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso nazwał Nord Stream projektem ogólnoeuropejskim i stwierdził, że odpowiada on na głębokie potrzeby Europy. Wydaje się, że Polska chce budować swoje bezpieczeństwo tylko w oparciu o bezpieczeństwo Unii. Rodzi się więc pytanie, czy w dobie, kiedy wszystkie państwa Wspólnoty i ich przedsiębiorstwa konkurują o zasoby i zapewnienie sobie lepszej pozycji, Polska oprze swoją gospodarkę właśnie tylko na jednym źródle, czy też będzie poszukiwała innych sposobów dostępu do gazu czy ropy. Rządzący i w tej kwestii nie sprecyzowali swojego stanowiska. Premier Donald Tusk wspominał w jednym z wywiadów, że są pewne pomysły na dywersyfikację dostaw o znacznie mniejszym "ostrzu antyrosyjskim" (sic!!!). Czy oznacza to rezygnację z daleko posuniętych przedsięwzięć na Litwie, w Azerbejdżanie czy Kazachstanie?
- Nie wydaje mi się, żeby Polska zrezygnowała z wszelkich podjętych wcześniej inicjatyw dywersyfikacyjnych - ocenił Tomasz Chmal. - Zapewnienie wielu różnych źródeł energii jest kwestią bezsporną i myślę, że wszystkie te projekty będą kontynuowane - dodał. Stwierdził, że inne pomysły są jeszcze na zbyt wczesnym etapie, by o nich wyrokować.
Zdaniem eksperta, ewentualne krzyżowanie się gazociągu norweskiego, który miałby być głównym polskim źródłem dywersyfikacji z rosyjsko- niemiecką rurą, nie będzie stanowiło problemu. W opinii Tomasza Chmala, nie stwarza także dużej różnicy miejsce skrzyżowania się obydwu linii przesyłowych. - Nie ma żadnych technicznych ani prawnych przeciwwskazań, by przebiegało ono zarówno na lądzie, jak i w morzu. Pozostaje tylko kwestia uzgodnień między krajami a inwestorami prowadzącymi budowę, a także kosztów, które w przypadku projektów podmorskich są znacznie wyższe - stwierdził ekspert.
Nawet jeżeli Polska zdecyduje się przyłączyć do niemieckiego projektu, to nadal otwarte pozostanie pytanie, dlaczego mamy ponosić koszty droższej morskiej wersji gazociągu, podczas kiedy linia naziemna byłaby o wiele tańsza i o wiele bardziej pożądana? Nie przywodziłaby też na myśl wcześniejszych porozumień rosyjsko-niemieckich zawieranych za naszymi plecami.
Łukasz Sianożęcki

Autor: wa