Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Co różni Leo?

Treść

Kiedy w 2001 roku prowadzona przez Jerzego Engela reprezentacja Polski zapewniła sobie w Chorzowie (efektowne 3:0 z Norwegią) awans na mistrzostwa świata w Korei i Japonii, cztery dni później grała na wyjeździe z przeciętną Białorusią. Jako że świętowanie trwało ponad miarę, a i naszym biegać po boisku za bardzo się nie chciało - przegrali 1:4. Było trochę wstydu, ale selekcjoner z porażki tragedii nie robił, bo przecież awans już był zapewniony. Sześć lat później Biało-Czerwoni pierwszy raz w dziejach zakwalifikowali się do mistrzostw Europy. Historyczny, pieczętujący dzieło pojedynek miał miejsce również w Chorzowie, a po czterech dniach nasi potykali się z Serbią na jej boisku. I tu analogie się kończą. Mimo że wystąpili praktycznie w rezerwowym składzie, zagrali chwilami bardzo dobrze, walczyli do upadłego i z silnym przecież rywalem uzyskali cenny remis. Po eliminacjach do mundialu 2002 Engel wypromował się na gwiazdę, napisał książkę, sprzedawał ją (z czynnym swoim udziałem) w supermarketach i barach z szybkim jedzeniem. Część piłkarzy uwierzyła, że są już mistrzami świata. Mundial zakończył się kompromitacją. Beenhakker na każdym kroku powtarza, że jego podopieczni osiągnęli wspaniały sukces, ale jest on niczym w porównaniu z tym, co mogą zdobyć na boiskach Austrii i Szwajcarii. Wpaja im pokorę, ale i mocną wiarę w siebie. Nie pozwala, by wygrane "zaszumiały" im w głowach, a sami gracze bezgranicznie mu ufają i robią wszystko, by miał o nich jak najlepsze zdanie. Profesjonalne podejście do swych obowiązków to podstawa.
Pisk
"Nasz Dziennik" 2007-11-23

Autor: wa