Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Co dalej z Tour de France?

Treść

Kiedy przed rokiem okazało się, że zwycięzca Tour de France Amerykanin Floyd Landis jest podejrzewany o stosowanie dopingu, wydawało się, że nic gorszego spotkać nie może najsłynniejszego kolarskiego wyścigu świata. A jednak. Tegoroczna edycja Wielkiej Pętli okazała się pod tym względem jeszcze gorsza. Zaczynała się pod dopingowym piętnem, z nim kończyła. Jedyne, co może stanowić pewne pocieszenie, to fakt, iż kolarskie władze z oszustami i aferowiczami próbują walczyć z całą stanowczością. Nie mają dla nich grama litości.

W 94. edycji Tour de France nikt nie jechał z numerem pierwszym. Ubiegłoroczny triumfator jest podejrzewany o stosowanie niedozwolonych środków (co wykazały próbka A i kontrekspertyza), ale na siłę przeciąga walkę prawną. Landis wie bowiem, że nic nie wygra, a sędziowie odbiorą mu zwycięstwo w wyścigu. To wydarzenie bez precedensu w całej historii imprezy, będące zmartwieniem i utrapieniem organizatorów. Niestety - nie jedynym. W tegorocznym TdF zabrakło na starcie m.in. dwóch czołowych kolarzy ostatnich lat: Ivana Basso i Jana Ullricha. Włoch został zdyskwalifikowany na dwa lata, a Niemiec zakończył karierę. Wcześniej jednak okazało się, że stosował doping. Ale to nie wszystko. Niedługo przed startem Duńczyk Bjarne Riis przyznał, iż przyjmował niedozwolone substancje. Może nie byłoby w tym nic drastycznego, gdyby nie fakt, iż miało to miejsce m.in. w roku 1996, w którym wygrał największy wyścig świata. To było jak trzęsienie ziemi, niszczący huragan. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) postanowiła działać szybko i zdecydowanie. Każdy kolarz wyruszający na trasę 94. TdF musiał podpisać deklarację antydopingową, w której zobowiązywał się do przekazania UCI rocznych zarobków (na walkę z dopingiem), o ile zostanie mu udowodnione oszustwo. Czy powstrzymało to nieuczciwych zawodników? Oczywiście nie.
Przez minione trzy tygodnie praktycznie co chwilę kolarski świat był wstrząsany doniesieniami o już udowodnionym bądź podejrzewanym dopingu. Tragiczne było to, że czarną listę trafiali najwięksi, faworyci imprezy. Kazach Aleksander Winokurow przetoczył sobie krew przed jazdą indywidualną na czas. Czy liczył naiwnie, że nikt się nie zorientuje? Wpadli Niemiec Patrik Sinkewitz i Włoch Christian Moreni. Po pozytywnym wyniku testu Sinkewitza niemieckie telewizje postanowiły zawiesić transmisje z wyścigu. W wydanym oświadczeniu ogłosiły, iż chcą promować tylko czysty sport. Ale to nie koniec. Z wyścigu został wycofany lider i murowany zdawało się kandydat do zwycięstwa - Michael Rasmussen. Najpierw macierzysta federacja wykluczyła Duńczyka z reprezentacji na mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie w Pekinie. Powód? Unikanie kontroli antydopingowych. Kolarz jednak w TdF nadal jechał, wygrywał etapy i był zdecydowanym liderem. Wreszcie jednak pod presją całego sportowego świata grupa Rabobank zażądała, by jej gwiazda wycofała się z zawodów. Rasmussen nie miał wyjścia, na 17. etapie nikt nie pojechał w żółtej koszulce. Już po zakończeniu wyścigu za stosowanie dopingu zawieszony został Iban Mayo. Hiszpan przez kilka dni zajmował trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej...
Także triumfator tegorocznej Wielkiej Pętli, Alberto Contador, nie uniknął podejrzeń. Wszystko przez jego związki z aferą dopingową Puerto. Przed rokiem grupa Hiszpana, Liberty Seguros, w ogóle nie została dopuszczona do rywalizacji - z powodu wspomnianego skandalu. Sam Contador jednak zdecydowanie zaprzecza, jakoby kiedykolwiek stosował niedozwolone wspomaganie. - Po prostu znalazłem się w złej grupie w złym czasie - tłumaczy.
Jaka zatem przyszłość czeka najsłynniejszy wyścig świata? Co dalej z kolarstwem, skoro co krok wybuchają bomby niszczące jego wizerunek? Wielką Pętlę czeka reforma, jej organizatorzy już zapowiedzieli, iż nie będą współpracować z UCI, być może dopuszczą do startu reprezentacje narodowe. A sama dyscyplina musi się oczyścić i, jak widać, ten proces już trwa. Podręcznikowym przykładem walki z dopingiem mają być wrześniowe mistrzostwa świata w Stuttgarcie. Rudolf Scharping, prezes Niemieckiego Związku Kolarskiego, już zapowiedział bezprecedensowe nasilenie kontroli. Zdecydowaną postawę zapowiedziały czołowe grupy. Nie brakowało zresztą głosów podważających sensowność organizacji MŚ. To byłby jednak zły krok. Kolarstwo jest na zakręcie, ale próbuje z niego wyjść. UCI nie ucieka od odpowiedzialności, nie chowa głowy w piasek.
Ciekawe, co by się działo, gdyby z podobną stanowczością z dopingiem walczyły i inne sportowe związki. Zatrzymany w związku z aferą Puerto doktor Eufemiano Fuentes przyznał przecież, że wśród jego klientów znajdowali się też przedstawiciele wielu dyscyplin, w tym słynni piłkarze.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 2007-08-01

Autor: wa