Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Cisza wokół ekstradycji

Treść

Trzy i pół roku oraz dwa wnioski ekstradycyjne to wciąż zbyt mało, by Wielka Brytania wydała polskim organom ścigania Helenę Wolińską-Brus, stalinowską prokurator żydowskiego pochodzenia, która na początku lat 50. bezprawnie pozbawiła wolności kilkanaście osób: oficerów II RP i Armii Krajowej. Przyczyniła się między innymi do śmierci legendarnego generała AK Augusta Fieldorfa "Nila", ofiary mordu sądowego dokonanego przez komunistów.
Helena Wolińska, której podczas II wojny światowej komunistyczna partyzantka umożliwiła ucieczkę z warszawskiego getta, kierowała biurem Sztabu Głównego Armii Ludowej. Po wojnie, jako żona ówczesnego szefa Milicji Obywatelskiej Franciszka Jóźwiaka, pracowała w Komendzie Głównej MO. Potem, na początku lat 50. - w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Helena Wolińska-Brus, której właściwe nazwisko brzmi Fajga Mindlak Danielak, podejrzana jest o to, że w tym właśnie okresie uczestniczyła w represjonowaniu żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego walczących podczas II wojny światowej. Jako prokurator w latach 1950-1953 pełniła bowiem m.in. nadzór nad śledztwami prowadzonymi przez komunistyczną bezpiekę i miała udział w bezprawnym więzieniu aresztowanych. Zyskała wówczas wyjątkowo złą sławę. Sprawiła m.in., że przez okres ponad 2 lat był bezpodstawnie przetrzymywany w więzieniu dotknięty paraliżem Wojciech Borzobohaty, szef sztabu kieleckiego okręgu AK, który w wyniku amnestii miał wyjść na wolność w 1950 r. Wskutek nakazu Wolińskiej w 1953 r. aresztowany został inny żołnierz AK - Juliusz Sobolewski ps. "Roman". Został on później po sfingowanym procesie skazany na karę śmierci. Choć wyroku nie wykonano, pobyt w więzieniu kompletnie zrujnował jego zdrowie. Prokurator Wolińska odmawiała też widzeń bliskim więźniów politycznych, zabraniała dostarczania im paczek żywnościowych. Skazanym na śmierć nie pozwalała na ostatnie pożegnania.
W początkowej fazie śledztwa - prowadzonego od 1997 r. przez prokuraturę wojskową, zaś od 4 lat przez IPN - Helenie Wolińskiej-Brus przedstawiono zarzut bezprawnego pozbawienia wolności generała Augusta Emila Fieldorfa ps. "Nil", legendarnego dowódcy Armii Krajowej. W trakcie postępowania zakres zarzutów został poszerzony o kolejne czyny, w sumie dotyczące 16 osób. Bogaty materiał dowodowy objął kompletne akta postępowań karnych z lat 50., w których Wolińska-Brus uczestniczyła jako prokurator NPW, oraz zeznania świadków, osób skazanych i członków ich rodzin.
Przebywająca od 1968 r. w Wielkiej Brytanii Wolińska-Brus nie stawiała się na przesłuchania, więc Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek prokuratury wydał pod koniec 1998 r. nakaz jej aresztowania. W sierpniu 1999 r. do Zjednoczonego Królestwa trafił z Polski pierwszy wniosek o ekstradycję. Podejrzana, której w razie procesu groziłoby do 10 lat więzienia, twierdzi, że jest niewinna, a jej sprawa ma charakter polityczny i antysemicki.
W styczniu 2000 r. prokuratura wojskowa poinformowała, że Brytyjczycy zażądali dodatkowych wyjaśnień "formalno-prawnych" w sprawie Wolińskiej-Brus. Latem 2001 r. Polska wystosowała powtórny wniosek o ekstradycję. We wrześniu 2002 r. Brytyjczycy zwrócili się jednak do Instytutu Pamięci Narodowej o udzielenie kolejnych informacji dotyczących ściganej. Na początku ubiegłego roku Instytut za pośrednictwem polskiego konsulatu odpowiedział na zadane pytania. Od tej pory wokół sprawy panuje cisza. - Strona brytyjska milczy - mówi krótko Andrzej Arseniuk z biura prasowego Instytutu Pamięci Narodowej.
Sprawa ekstradycji Wolińskiej-Brus jest skomplikowana nie tylko ze względu na niezrozumiałą opieszałość władz kraju, w którym współwinna sądowych przestępstw znalazła schronienie. Obowiązująca w polskim prawie zasada nieprzedawniania zbrodni stalinowskich nie wiąże bowiem władz brytyjskich, które mają podjąć decyzję dotyczącą wydania Polsce poszukiwanej. Ponadto, choć oba kraje podpisały konwencję o ekstradycji, Wielka Brytania zastrzegła sobie prawo niewydawania swych obywateli, a Helena Wolińska-Brus uzyskała paszport tego kraju.
Roman Motoła
Nasz Dziennik 5-01-2004

Autor: DW