Ciche bohaterki
Treść
Pierwszą na Lubelszczyźnie wystawę poświęconą działalności konspiracyjnej kobiet można oglądać w Puławskim Ośrodku Kultury "Dom Chemika". Bogato udokumentowana ekspozycja została opracowana na podstawie zbiorów i badań Zofii Leszczyńskiej, znanego lubelskiego historyka czasu okupacji niemieckiej i sowieckiej. Inicjatywa zorganizowania wystawy wyszła od pani Danuty Brajer z puławskiego "Domu Chemika".
- Gdy mowa o narodowym czynie zbrojnym, kobietom z reguły nie poświęca się zbyt dużo uwagi, a przecież ich wkład w działalność konspiracyjną był ogromny - uważa pani Danuta Brajer. - To były takie ciche działania, o których niewiele się mówiło - dodaje.
Pomysł skrystalizował się, gdy pani Danuta dotarła do książki Zofii Leszczyńskiej pt. "Kobiety Lubelszczyzny represjonowane w latach 1944-1956". Początkowo wystawa miała dotyczyć kobiet skazanych przez komunistów, ale ostatecznie uwzględniono w niej czyn zbrojny i represje skierowane przeciwko kobietom w okresie od 1939 r. do 1956 r.
- W zasadzie od samego początku konspiracji kobiety odgrywały w niej istotną rolę - uważa Zofia Leszczyńska, która sama była żołnierzem AK w stopniu podporucznika, a obecnie piastuje funkcję prezesa lubelskiego Zarządu Okręgu Związku Żołnierzy Armii Krajowej. - Najpierw w strukturach AK funkcjonował referat kobiecy, a od lutego 1942 r. rozkazem Komendy Głównej formalnie powstała Wojskowa Służba Kobiet. Chodziło w niej o odciążenie mężczyzn od tych działań konspiracyjnych, które mogły wykonywać kobiety. Z czasem Wojskowa Służba Kobiet zaczęła działać we wszystkich okręgach, obwodach i rejonach Armii Krajowej.
Kobiety w konspiracji zajmowały się przede wszystkim łącznością i służbą zdrowia. Były łączniczkami, sanitariuszkami, szyfrantkami, pracowały w opiece społecznej, troszczyły się o pomoc dla więzionych członków ruchu oporu i ich rodzin, wyszukiwały kwatery dla członków konspiracji.
Wystawa w puławskim "Domu Chemika" bogato ilustruje również martyrologię kobiet konspiratorek w Lubelskiem. Aresztowane przez gestapo, przesłuchiwane i torturowane, były więzione na Zamku Lubelskim, skąd transportami przewożono je do obozu na Majdanku, do Oświęcimia i Ravensbrück. Wystawa pokazuje tragiczne losy trzech konspiratorek z Komendy Okręgu AK, które zaraz po aresztowaniu przez gestapo w Dęblinie popełniły samobójstwo, żeby nikogo nie wydać. Wiele kobiet ginęło w masowych egzekucjach w obozach koncentracyjnych. 70 więźniarek z Lubelszczyzny zostało poddanych zbrodniczym doświadczeniom medycznym. Niektóre były w tym celu kilkakrotnie operowane bez znieczulenia. Później ich zainfekowane rany ropiały, jątrzyły się, nie chciały się zagoić. Trzy kobiety poddane operacjom po zakończeniu eksperymentów zastrzelono. Z liczącego ok. 40 kobiet lubelskiego transportu do Oświęcimia z 1942 r. prawie wszystkie zostały jeszcze tego samego roku zamordowane.
Lubelskich konspiratorek nie oszczędzali również komuniści. Osobna plansza na wystawie została poświęcona kobietom, które w czasie okupacji walczyły z hitlerowcami, a później były przez komunistyczne władze aresztowane i skazywane na śmierć.
Na wystawie przedstawiono wiele tragicznych losów kobiet, którym złamała życie przyniesiona na sowieckich bagnetach władza. Maria Korniak otrzymała karę śmierci, gdy była w
6. miesiącu stanu błogosławionego. Ją ułaskawiono, ale skazanego również na śmierć męża - już nie. Córkę, która urodziła się w więzieniu, zabrała i wychowała babka. Maria Korniak opuściła więzienie dopiero po 8 latach... Na wystawie pokazano protokół wykonania kary śmierci na ojcu dziecka.
Wstrząsającą wystawę można oglądać w holu głównym "Domu Chemika" do 24 kwietnia. Warto, aby została pokazana również w innych miastach.
Adam Kruczek
"Nasz Dziennik" 2005-04-12
Autor: ab