Chude lata dla mleczarzy
Treść
Blisko jedna czwarta polskich mleczarni może być zmuszona do zaprzestania produkcji po ewentualnej akcesji do Unii Europejskiej. Powód? 80 zakładów przetwarzających mleko nie będzie w stanie spełnić unijnych norm. Z tego samego powodu z produkcji mleka będą musieli zrezygnować sami rolnicy. Poważnych kłopotów nie unikną też mleczarnie, które, mimo wcześniejszych zapewnień, nie zdążą na czas dostosować się do unijnych wymagań.
Obecnie w Polsce normy unijne spełnia zaledwie 40 mleczarni (tzw. grupa A), a dostosowanie do nich do czasu ewentualnej akcesji zadeklarowało 180 zakładów (grupa B1), około 110 ubiega się o okres przejściowy (grupa B2). 80 mleczarni (grupa C) do dnia ewentualnej akcesji będzie prawdopodobnie musiało zakończyć swoją działalność, ponieważ nie będą w stanie spełnić postawionych wymagań Unii Europejskiej, a jest to niezbędny warunek do utrzymania się na rynku. Zakładom mleczarskim został jeszcze miesiąc na składanie wniosków o przydzielenie tzw. okresów przejściowych. Termin mija z końcem czerwca.
Jak poinformowano nas w Inspekcji Weterynaryjnej, wnioski od zakładów ciągle spływają, tyle że o nadanie uprawnień unijnych, a nie o przydzielenie okresów przejściowych. W opinii zastępcy głównego lekarza weterynarii Iwony Zawinowskiej, liczba dostosowanych do unijnych norm zakładów zależeć będzie m.in. "od warunków inwestowania, w tym otrzymania niskoprocentowych kredytów".
Jak tłumaczy Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii, w przypadku wystąpienia "obiektywnych trudności" okres dostosowania może zostać przedłużony, ale zaledwie o kilka miesięcy. Zakłady z grupy B1, deklarujące gotowość dostosowania, jeśli zechcą znaleźć się w puli B2, muszą przedstawić wiarygodny plan przygotowania. Kołodziej ma nadzieję, że mleczarnie "podkręcą tempo" dostosowania. Na to jednak potrzebne są pieniądze. Tymczasem spożycie mleka w Polsce nie wzrasta, a wręcz maleje. W ubiegłym roku na jedną osobę przypadły 183 litry mleka, podczas gdy w 2001 r. - 185 litrów.
Profesor Zygmunt Smoleński z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej tłumaczy, że osoby, które zrezygnowały z bezpośredniego zakupu mleka u rolników, nie zaczęły się zaopatrywać w produkty z mleczarni. Wynika to z niskiego poziomu dochodów i wysokiego bezrobocia. Ludzi po prostu nie stać na kupno mleka. Profesor Smoleński proces dostosowania branży mleczarskiej, na tle innych działów gospodarki żywnościowej, ocenia pozytywnie. Potwierdza jednak, że istnieją duże problemy z dostosowaniem w zakresie norm sanitarno-epidemiologicznych. Jego zdaniem, w najbliższym czasie zamkniętych może zostać nawet więcej niż 80 mleczarni, ponieważ następuje proces konsolidacji zakładów.
Po ewentualnej akcesji dodatkową trudnością dla polskich zakładów będzie duża konkurencja, ponieważ unijni producenci będą mogli swobodnie zbywać swoje produkty na naszym rynku. Zostaną też wyposażone w dodatkową pomoc - wsparcie z budżetu unijnego. Tymczasem polskie zakłady, znajdujące się w okresie przejściowym, będą musiały radzić sobie same, dodatkowo walcząc o rynek. A Unia dysponuje potężnymi i nader skutecznymi instrumentami obrony swojego rynku. W najgorszym dla nas przypadku może nawet wykluczyć ze wspólnego rynku wszystkich producentów danej branży, jeśli okaże się, że np. jeden z nich jest niedostatecznie przygotowany i zagraża bezpieczeństwu konsumentów. Oznaczałoby to wprowadzenie zbiorowej odpowiedzialności, a tym samym wyłączenie z unijnego rynku polskich zakładów, nawet tych, które już dziś są na nim obecne. Taką możliwość przewiduje traktat akcesyjny, nie dopuszczając jednocześnie wprowadzenia tzw. klauzul ochronnych.
Wiceminister rolnictwa Józef Pilarczyk jest optymistą. Zapewnia, że Polsce nie grożą takie sankcje, ponieważ jesteśmy w stanie zapewnić konsumentom bezpieczeństwo.
Według prof. Zygmunta Smoleńskiego, w najbliższych latach utrzyma się też tendencja spadkowa liczby hodowców krów mlecznych. Jeszcze kilka lat temu mleko produkowało blisko milion polskich gospodarstw, a dziś już tylko ok. 400 tys. Smoleński ocenia, że liczba gospodarstw mlecznych spadnie do 100 tys. Jego zdaniem, rezygnację z produkcji wymuszą same mleczarnie. Gospodarstwa muszą bowiem spełnić szereg wymagań, poza produkcją mleka klasy ekstra. W ramach wymagań strukturalnych gospodarstwa muszą posiadać m.in. wodę zdatną do picia, a także utwardzony dojazd do obory.
Główny Lekarz Weterynarii wyjaśnia, że służby weterynaryjne koncentrować się będą jednak na kontroli gospodarstw pod kątem klasy mleka, ponieważ bezpieczeństwo mikrobiologiczne jest podstawowym elementem unijnych wymagań. Kołodziej nie chciał jednak jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, co się stanie, jeśli gospodarstwa nie spełnią norm strukturalnych, a wytwarzać będą mleko klasy ekstra. - Nie jesteśmy od negocjacji, ale realizacji - mówi. - Musimy pewne rzeczy wprowadzić i wyegzekwować - dodaje Główny Lekarz Weterynarii. Nie wyklucza, że w przypadku, gdy gospodarstwo nie spełni wymagań strukturalnych do czasu akcesji, brane będzie pod uwagę wprowadzenie jakiegoś okresu przejściowego.
Obecnie normy unijne spełnia ok. 20 proc. gospodarstw spośród 400 tys. istniejących w Polsce.
Karolina Goździewska
Będą problemy
Z Markiem Murawskim, pełnomocnikiem zarządu ds. integracji z Unią Europejską Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, rozmawia Karolina Goździewska
Co czeka polskie mleczarnie, które do dnia ewentualnej akcesji nie spełnią unijnych wymagań, mimo iż wcześniej deklarowały taką gotowość?
- Mleczarnie z grupy B1, czyli te, które zadeklarowały, że spełnią wszystkie wymagania do dnia akcesji, będą miały problem z Unią. Po prostu nie będą mogły przerabiać mleka w zakładzie. Jednak jeżeli już dziś uznają, że tego nie zrobią, to do końca czerwca br. mogą zmienić grupę na B2.
Zakłady B2 mają czas na dostosowanie do końca 2006 r. Oczywiście do tego czasu nie mają prawa do sprzedaży na rynkach unijnych. Nie mają też dostępu do środków unijnych.
Jak zmieni się sytuacja zakładów po akcesji?
- Grupa B2 musi produkować wszystko na rynek krajowy. Dopiero od 2005 r. może wysyłać do krajów trzecich, ale bez dopłat eksportowych. Zakłady będą mogły kupować i przerabiać mleko pierwszej klasy przeznaczone na rynek krajowy. Pozbawione zostaną jednak unijnego wsparcia, polegającego chociażby na dopłatach do magazynowania czy przetwórstwa masła. Gorsza może być też sytuacja w cenach sprzedaży. Kondycja ekonomiczna mleczarni będzie z pewnością zróżnicowana. Istnieć będzie też grupa zakładów produkująca jednocześnie na krajowy i unijny rynek (zakłady uprawnione do segregacji mleka unijnego od nieunijnego).
Z mleka wyselekcjonowanego wytwarzać będą produkty objęte Wspólną Polityką Rolną, które będą mogły być sprzedane na terenie całej UE. Jednocześnie część ich produkcji, wytwarzana z mleka pierwszej klasy, będzie mogła być sprzedawana bez dopłat na rynku krajowym, tak jak w przypadku zakładów B2.
Unia zastrzega jednak, że wprowadzi klauzule ochronne dla całej dziedziny, jeśli ta w znaczącym stopniu nie spełni unijnych wymagań.
- Polska też ma takie prawo. To jest wzajemny "straszak", który może być brany pod uwagę, jednak wyłącznie w sytuacjach grożących destabilizacją rynków, zarówno polskiego, jak i pozostałych krajów członkowskich.
W minionych latach produkty mleczarskie nie miały przez pewien czas dostępu do rynku unijnego. Odpowiedzialność zbiorową poniosły również zakłady produkujące zgodnie z unijnymi wymogami?
- Byliśmy dla Unii wówczas krajem trzecim.
A jak wygląda sytuacja związana z dostosowaniem gospodarstw zajmujących się produkcją mleka?
- Problem jest w tym, że gospodarstwo zajmujące się produkcją nie może być na liście niespełniających wymagań UE. Musi zatem posiadać m.in. ujęcie wody pitnej. Istnieje bowiem zapis traktatowy, iż mleko unijne to nie tylko spełniające warunki naszej klasy ekstra, ale również pochodzące z gospodarstwa, które nie jest na liście niespełniających wymagania strukturalne dyrektywy 92/46.
Ten zapis przy ścisłej interpretacji może narobić dużo problemu. Wiele gospodarstw może mieć problemy ze zbytem w swoich macierzystych zakładach, które będą chciały korzystać z funduszy pomocowych UE. Dotyczy tych lepszych zakładów dotychczasowej kategorii zakładów A i B2.
Na czym polega restrykcyjność tego rozwiązania?
- Rolnik, który odstawia mleko w klasie ekstra, może zostać wykluczony z produkcji, ponieważ np. nie ma wody pitnej w gospodarstwie, choć nie ma to wpływu na jakość mleka, gdyż spełnia ono normy unijne.
Tymczasem podczas negocjacji strona unijna wielokrotnie podkreślała, że najważniejszym kryterium jest jakość mleka, a nie warunki produkcji. Ostatecznie jednak w traktacie akcesyjnym zapisano, że także gospodarstwo musi spełniać unijne normy.
Dziękuję za rozmowę.
Nasz Dziennik 2-06-2003
Autor: DW