Chodzieska umarzalnia
Treść
Poszukiwany listem gończym kontrowersyjny biznesmen Henryk Stokłosa, podejrzewany o milionowe wyłudzenia nienależnych zwrotów podatkowych za łapówki, mógł cieszyć się nie tylko zaskakującą życzliwością pracowników pilskiej policji, ale również przedstawicieli lokalnego wymiaru sprawiedliwości. Przez wiele lat zdecydowana większość skarg kierowanych do Prokuratury Rejonowej w Chodzieży była niemal natychmiast umarzana. Dziś się okazuje, że gros doniesień o przestępczej działalności Stokłosy opierało się na prawdziwych przypuszczeniach. Mieszkańcy powiatu pilskiego chcą wyjaśnienia kulis bulwersującej bierności przedstawicieli chodzieskiej prokuratury.
Śmiłów, Kaczory, Piła, Zelgniewo, Chodzież - niewielkie miasta wchodzące w skład imperium Henryka Stokłosy, imperium opartego nie tylko na prowadzonym w tym rejonie biznesie, nie tylko na lękach lokalnej społeczności, nierzadko zastraszanej przez bojówkarzy szumnie nazywanych ochroniarzami Henryka Stokłosy. Prawdziwy rząd dusz były senator, obecnie ścigany listem gończym, mógł sprawować dzięki niewyobrażalnej życzliwości gminnych urzędników, radnych, pilskiej policji i - jak mówią mieszkańcy Kaczor i Śmiłowa, którzy niejednokrotnie próbowali dochodzić swoich praw właśnie poprzez organa wymiaru sprawiedliwości - również, a może właśnie przede wszystkim dzięki bierności tych, którzy za przestrzeganie prawa powinni szczególnie odpowiadać: Prokuratury Rejonowej w Chodzieży. To właśnie lekceważące podejście tej prokuratury do szeregu skarg przeciwko Stokłosie składanych przez lokalną społeczność dało biznesmenowi poczucie absolutnej bezkarności i nietykalności. W końcu sam pół żartem, pół serio w rozmowach ze współpracownikami zaczął nazywać się "panem na Śmiłowie".
- Do pracy prokuratury w Chodzieży zawsze mieliśmy olbrzymie zastrzeżenia. Prawie wszystkie sprawy przeciwko Stokłosie, które składaliśmy do prokuratury, czy my jako mieszkańcy Kaczor i Śmiłowa, czy instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska, były w Chodzieży umarzane. Wszczynano je dopiero na polecenie Prokuratury Okręgowej w Poznaniu lub Prokuratury Krajowej - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Irena Sienkiewicz, przewodnicząca ekologicznego Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej.
"Nasz Dziennik" dotarł do informacji dotyczących kilku spraw, którymi w minionych latach przedstawiciele lokalnej pilskiej społeczności próbowali zainteresować tamtejszy wymiar sprawiedliwości. Prawie we wszystkich przypadkach sprawę marginalizowano i wyciszano. Jednym z bardziej kuriozalnych przykładów pracy Prokuratury Rejonowej w Chodzieży jest umorzenie przez zastępcę prokuratora rejonowego w Chodzieży Marię Rogacką 29 czerwca 2006 r. postępowania w sprawie utworzenia nielegalnej kopalni żwiru i piasku oraz przestępczego wydobycia tych surowców w Zelgniewie przez ludzi Stokłosy.
W 2004 r. w Zelgniewie pracownicy Stokłosy ściągnęli ciężki sprzęt górniczy i urządzili nielegalną kopalnię, z której tygodniowo wydobywano setki ciężarówek żwiru i piasku. Stało się tak, mimo że ani Stokłosa, ani żaden z jego pracowników nie wystąpił zgodnie z zapisami ustawy Prawo geologiczne i górnicze o stosowne zezwolenie. Nielegalny proceder trwał wiele miesięcy, choć pojawiały się alarmujące publikacje w mediach. Sprawa trafiła ostatecznie do Prokuratury Rejonowej w Chodzieży. Udało się nam dotrzeć do opinii przygotowanej przez specjalistę Lecha N., biegłego sądowego z dziedziny geodezji i szacowania nieruchomości, wystawionej 15 września 2005 r., który stwierdza wprost - pomiary kontrolne w nielegalnych wykopaliskach pozwalają określić ilość bezprawnie wydobytych mas ziemnych. Mimo to 29 czerwca 2006 r. prokurator Maria Rogacka z chodzieskiej prokuratury rejonowej zatwierdziła decyzję o umorzeniu postępowania w tej sprawie. I kuriozalnie argumentowała: "biegły z dziedziny szacowania geologii w swej opinii zawarł co prawda wniosek, że prace eksploatacyjne prowadzone przez Zakład Rolniczo-Przemysłowy 'Farmutil HS' Śmiłowo wyrządziły poważne szkody w rozumieniu ustawy Prawo geologiczne i górnicze", to jednak, zdaniem prokuratury, "nie można jednoznacznie stwierdzić, że prowadzona eksploatacja spowodowała poważne szkody lub szkody niewielkie, nieznaczące w szerokim rozumieniu przepisów prawa ochrony środowiska i prawa geologicznego i górniczego" (sic!). W dniu 21 września 2006 r. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu uznała decyzję chodzieskiej prokuratury za bezzasadną i nakazała uzupełnienie postępowania przygotowawczego.
Prokuratura si´ nie wyŕczy
- Zelgniewo to tylko jeden z ostatnich przypadków. Ale taki marazm i niechęć do wszczynania postępowań przeciwko Stokłosie w Prokuraturze Rejonowej w Chodzieży spotykaliśmy za każdym razem - mówią mieszkańcy Śmiłowa i Kaczor, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik".
W marcu 2004 r. do Henryka Stokłosy trafiła lista z nazwiskami osób, które opowiedziały się za przeprowadzeniem referendum w sprawie pozwolenia na budowę przez niego kolejnego zakładu utylizacji padliny. Wśród osób, które poparły obywatelską inicjatywę referendum, były również nazwiska pracowników Farmutilu. Część z nich natychmiast straciła pracę. Zdaniem prawników, wyciek z urzędu gminy dokumentów z nazwiskami osób popierających referendum, adresami i numerami PESEL to przestępstwo polegające na złamaniu ustawy o ochronie danych osobowych. Innego zdania była jednak Prokuratura Rejonowa w Chodzieży, do której trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Najpierw odmówiła wyłączenia się z prowadzenia sprawy i przekazania jej do innej jednostki, a następnie 18 października 2004 r. śledztwo umorzyła. I podobnie jak w innych przypadkach podawała swój koronny argument: "z powodu braku danych uzasadniających popełnienie przestępstwa". Zaskoczenie może budzić fakt, że w trakcie całego postępowania chodziescy prokuratorzy nie zadali sobie trudu przesłuchania Stokłosy, nie ustalono również, kto był odpowiedzialny za ochronę danych osobowych w Urzędzie Gminy Kaczory oraz Starostwie Powiatowym w Pile.
Decyzja bez badania
W tym samym roku do Prokuratury Rejonowej w Chodzieży trafiło kolejne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez pracowników firm Henryka Stokłosy. Tym razem chodziło o wykorzystywanie składowisk odpadów we wsi Jeziorki do zakopywania odpadów zwierzęcych - a więc padliny, która powinna być utylizowana w zakładach Stokłosy. Jak wykazały wstępne badania ekologów, część szczątków padłych zwierząt została po prostu wrzucona do miejscowych glinianek. Z informacji, do jakich dotarliśmy w trakcie dziennikarskiego śledztwa, wynika, że takie prace były prowadzone, mimo iż Farmutil nie posiadał stosownego pozwolenia na wykorzystanie składowiska, eksploatował je bez zastosowania warstwy izolacyjnej oddzielającej odpady od gruntu oraz urządzeń odgazowywujących.
- To poważne zagrożenie epidemiologiczne. Rozkładające się zwłoki zwierzęce to siedlisko groźnych chorobotwórczych zarazków. A w tym wypadku w grę wchodzi również ewentualność zatrucia wód gruntowych - uważa Marek Kryda z Polskiej Inicjatywy Agrośrodowiskowej.
Innego zdania jednak - a jakże - była Prokuratura Rejonowa w Chodzieży, która bez wykonania jakichkolwiek specjalistycznych badań na tym terenie, takich jak chociażby odwierty, umorzyła postępowanie.
- Dlaczego nie wyjaśniono sprawy nielegalnych grzebalisk zwierzyny w okolicach Jeziorek? Przecież powinny one być utylizowane w zakładach Stokłosy. Z tego tytułu otrzymywał środki finansowe z budżetu państwa - bulwersuje się Kryda.
Umorzenia
to chodzieska norma
Jak twierdzą nasi rozmówcy, mieszkańcy powiatu pilskiego, identyczna reakcja chodzieskiej prokuratury występowała również i w innych, drobniejszych sprawach dotyczących Henryka Stokłosy. Kilka miesięcy temu mieszkańcy Kaczor i Śmiłowa znaleźli jednak sposób na bierność chodzieskiej prokuratury - na wnioskach o wszczęcie postępowania przeciwko Stokłosie robią małą adnotację "do wiadomości Prokuratury Krajowej". To powoduje, że lokalni śledczy zdecydowanie uważniej podchodzą do kierowanych tam skarg... Nie ulega jednak wątpliwości, że pracy Prokuratury Rejonowej w Chodzieży w zakresie postępowań dotyczących Henryka Stokłosy bardzo uważnie powinna przyjrzeć się również Prokuratura Krajowa.
- Na dzień dzisiejszy sprawa, którą poruszacie państwo swoimi pytaniami, nie jest nam znana. Dlatego dzisiaj zastępca prokuratora generalnego, prokurator Jerzy Engelking, zlecił Prokuraturze Apelacyjnej w Poznaniu przeprowadzenie lustracji celem sprawdzenia prawidłowości pracy Prokuratury Rejonowej w Chodzieży w sprawach dotyczących pana Stokłosy - powiedziała nam Edyta Żyła z Biura Prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-03-14
Autor: wa