Chcieli badać nominację
Treść
Przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach rozpoczęła się rozprawa odwoławcza w sprawie pacyfikacji kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy" w 1981 roku. Zasiadający na ławie oskarżonych byli członkowie plutonu ZOMO próbowali odwlec wydanie prawomocnego orzeczenia, składając m.in. wnioski o zbadanie przez Trybunał Konstytucyjny niektórych zapisów ustawy o IPN. Byli milicjanci zarzucali też przewodniczącej składu sędziowskiego w sądzie pierwszej instancji stronniczość. Oskarżyciele chcieli utrzymania lub zaostrzenia zasądzonych wyroków, a w stosunku do Mariana O. uchylenia wyroku uniewinniającego i ponownego rozpatrzenia jego sprawy. Na sali sądowej pojawiło się wczoraj jedynie sześciu oskarżonych milicjantów, a z aresztu na rozprawę doprowadzony został Romuald C., dowódca plutonu ZOMO, którego sąd pierwszej instancji uznał za odpowiedzialnego za wydanie rozkazu strzelania do górników. C. miał też jako pierwszy oddać strzał. Na sali nie zabrakło poszkodowanych górników: Stanisława Płatka i Czesława Kłoska, oraz Janiny Stawisińskiej, matki jednego z zamordowanych. Przed otwarciem przewodu sądowego przedstawiciele oskarżonych złożyli wnioski dowodowe, w których żądali m.in. zwrócenia się do Trybunału Konstytucyjnego w kwestii wyjaśnienia niektórych zapisów ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, dotyczących stosowania instytucji przedawnienia. Sąd wniosku nie uwzględnił, uznając, że nie widzi tu żadnych wątpliwości. Podobny los spotkał wniosek o zbadanie okoliczności powołania sędzi Moniki Śliwińskiej, przewodniczącej składu sędziowskiego w trzecim procesie, na prezesa Sądu Okręgowego w Katowicach. Śliwińska została awansowana w końcowej fazie procesu. Jednak zdaniem oskarżonych, nominacja nadana przez Zbigniewa Ziobrę budzi wątpliwości co do bezstronności sądu. Sąd odwoławczy zgodził się jedynie na ujawnienie akt sprawy dotyczących Macieja Sz., będących w gestii Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, a dotyczących zniknięcia z akt sprawy map sytuacyjnych kopalni "Wujek". Sz. wskazał na wyraźne ślady fałszowania w aktach miejsca, w którym się znajdował w czasie pacyfikacji. Sz. podtrzymywał wczoraj, że jest niewinny, i żądał uniewinnienia lub skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Strzelali samowolnie? W złożonych odwołaniach od wyroku Romuald C. uznał m. in, że nie wydawał rozkazu strzelania, a broń użyta była samowolnie. Oskarżeni podkreślali, iż sąd pierwszej instancji dokonał niezgodnych z prawdą ustaleń, i wnioskowali o uniewinnienie, skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania, a z ostrożności procesowej - o wymierzenie łagodniejszych wyroków. Sędzia Waldemar Szmidt, przewodniczący składu sędziowskiego, poinformował wczoraj strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej zarzucanych przestępstw. Chodzi o zmianę zarzutu o udziale w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia na zarzut o narażeniu górników na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W mowach końcowych mecenas Janusz Margasiński, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, wnioskował o zmianę kwalifikacji czynu zomowców z zarzutu pobicia na zarzut zabójstwa oraz korekty wyroku w kierunku uchylenia wyroku uniewinniającego Mariana O. i ponownego rozpoznania jego sprawy. Stanisław Płatek, jeden z poszkodowanych górników, podkreślił, że mimo upływu lat w prawodawstwie nie stosuje się przepisu dotyczącego odpowiedzialności urzędnika państwowego za podejmowane decyzje. Uznał, że wina Mariana O. jest bezsprzeczna, także wobec faktu braku podjęcia działań, by wyjaśnić sprawę pacyfikacji kopalni. Płatek wniósł o utrzymanie wyroku wobec zomowców i ponowne rozpoznanie sprawy Mariana O., podobnie jak Czesław Kłosek, inny poszkodowany. - Nie chcę ferować wyroków, ale chciałabym, żeby w sądach panowała sprawiedliwość. Proszę o sprawiedliwy wyrok - mówiła Janina Stawisińska. Po głosach oskarżenia sąd przerwał posiedzenie do następnego dnia. Wszystko jednak wskazuje na to, że ogłoszenie wyroku nie nastąpi dzisiaj, tak jak pierwotnie planowano. Trzykrotnie w pierwszej instancji Trzeci proces w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy" rozpoczął się we wrześniu 2004 roku. Na ławie oskarżonych zasiadło 17 byłych milicjantów. Zomowcy przed sądem podtrzymywali swoje wyjaśnienia składane podczas wcześniejszych przesłuchań w sądach. Jednak w tym procesie katowicki sąd okręgowy, zgodnie z wytycznymi sądu apelacyjnego, skupiał się na zbadaniu wątku tzw. taterników, którzy w czasie szkoleń w górach grup specjalnych ZOMO mieli słyszeć od milicjantów uczestniczących w pacyfikacji kopalń, że strzelali do górników "w łeb i na komorę", a trafieni górnicy mieli "fikać" jak "ludziki na strzelnicy". Taternicy mieli spisać te relacje milicjantów, a raport miał trafić do "Solidarności". Przed sądem informacje te potwierdził Jacek Jaworski, jeden z autorów raportu. Po 95 rozprawach i przesłuchaniach około 300 świadków sąd w kwietniu 2007 roku zamknął przewód sądowy w trzecim procesie. Prokurator żądał dla oskarżonych kar od 2,5 roku do 15 lat więzienia - najwyższych, o jakie mógł w tej sprawie wnioskować. W wydanym wyroku z 31 maja 2007 r. po raz pierwszy wszyscy zomowcy pacyfikujący kopalnię "Wujek" zostali skazani na kary więzienia od 11 lat do 2,5 roku. Romuald C. skazany został za sprawstwo kierownicze zabójstwa górników. Pozostałych milicjantów sąd uznał za winnych udziału w bójce z użyciem broni palnej i ze skutkiem śmiertelnym. Uniewinniono tylko Mariana O., byłego wiceszefa KW MO w Katowicach, a sprawę jednego z zomowców biorących udział w pacyfikacji kopalni "Manifest Lipcowy" umorzono. Odwołanie od tego wyroku złożyły wszystkie strony procesu. Prokuratura zakwestionowała m.in. uniewinnienie O., a w przypadku 16 oskarżonych oceniła, że wysokość ich kar jest niewspółmierna do stopnia szkodliwości ich czynów. Do pacyfikacji kopalni "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu Zdroju i "Wujek" w Katowicach doszło na początku stanu wojennego w 1981 roku. W wyniku starć z milicją zginęło dziewięciu górników, a kilkunastu zostało rannych. Sprawa pacyfikacji kopalń rozpatrywana była już trzykrotnie przez sądy. Pierwszy proces w tej sprawie rozpoczął się ponad 15 lat temu. W maju ub.r. sąd I instancji po raz pierwszy uznał winę zomowców i obarczył ich odpowiedzialnością za śmierć górników. Marcin Austyn, Katowice "Nasz Dziennik" 2008-06-20
Autor: wa