Chcemy zerwać pajęczynę
Treść
Z posłem Joachimem Brudzińskim, sekretarzem generalnym Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Wojciech Wybranowski
Niespełna dwa lata temu jeden z prominentnych polityków PiS zapewniał z mównicy sejmowej, że lewica w Polsce już władzy w wyborach nie odzyska. Teraz mam wrażenie, że PiS dobrowolnie oddaje ster rządów w ręce PO i LiD.
- A dlaczego jest pan człowiekiem małej wiary i zakłada, że my te wybory przegramy? Pewnie opiera się pan na sondażach?... A przecież tyle osób zostało już niemile rozczarowanych rozbieżnością sondaży z wynikami wyborów, mam tutaj na myśli przede wszystkim niedoszłego "premiera z Krakowa" i "prezydenta z Gdańska". Przed nami kampania wyborcza, przed nami możliwość obejścia takiego swoistego by-pasowania mediów komercyjnych i niestety w znacznej części mediów publicznych. Dotrzemy do wyborców z tą prawdą, że dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości dla Polski to okres najlepszy po 1989 roku. To najwięcej napływających inwestycji zagranicznych, to niesamowity wzrost zaufania inwestorów zagranicznych dla rynków w Polsce. Udało nam się to osiągnąć dzięki znacznemu wyeliminowaniu korupcji w Polsce. To taka codzienna, bardzo żmudna praca owocująca wzrostem gospodarczym, zmniejszeniem bezrobocia, utrzymaniem silnej i stabilnej złotówki. Gdyby choć na chwilę udało się zdjąć niesamowicie nieprawdziwy obraz kreowany przez media, to okazałoby się, że dzisiejsza Polska jest Polską bezpieczniejszą, jest Polską dostatniejszą, a przede wszystkim jest Polską, w której młody człowiek może znaleźć pracę i bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość, zakładając rodzinę.
Przyznam, że jest Pan kolejnym moim rozmówcą z PiS, który wśród osiągnięć rządu Jarosława Kaczyńskiego wymienia przede wszystkim decyzje wybiegające naprzeciw polskim rodzinom. To polityka prorodzinna ma być głównym atutem kampanii wyborczej PiS?
- Premier Jarosław Kaczyński jest pierwszym szefem polskiego rządu, który dostrzegł oczywistą prawdę, że naród, w którym spada populacja, w którym maleje liczba narodzin, jest narodem skazanym na wyginięcie. I który dołożył wszelkich starań, aby polityka prorodzinna w tym państwie napawała młode małżeństwa optymizmem, tak by podejmowały decyzje o powiększeniu rodziny. Bez dzieci, bez nowych obywateli, Polska nigdy nie będzie krajem silnym i krajem zamożnym. Ten rząd to realizuje - dlatego jestem spokojny o wyborczą weryfikację.
Obserwując sytuację tak wewnątrz PiS, jak i całościowo scenę polityczną, sądzę, że to może być optymizm trochę na wyrost.
- Wie pan, dla mnie nie jest wiarygodne to, co przeczytam w kolejnym wydaniu "Gazety Wyborczej" czy "Dziennika" czy jakiejkolwiek innej gazety publikującej wyniki robionych na jej zlecenie sondaży, dla mnie wiarygodne jest to, co słyszę, spotykając się w terenie z ludźmi. Byłem teraz parę dni na południu Polski. Rozmawiałem z rolnikami, rozmawiałem z ludźmi, którzy niekoniecznie utożsamiają się z PiS, ale którzy mówią: "żyje się nam lepiej, żyje się nam znacznie bezpieczniej". Jeżeli jestem parę dni na północy Polski czy w centralnej Polsce, czyli tam, gdzie Prawo i Sprawiedliwość niekoniecznie cieszy się wysokim poparciem, na przykład w moim macierzystym okręgu wyborczym w Zachodniopomorskiem, w którym raczej nigdy nie dominowała prawica, albo kiedy bywam na wsiach popegeerowskich, w których po 1989 roku władza odwróciła się od ludzi, a ci ludzie mówią: "dzisiaj żyje się nam lepiej" - to mam nadzieję, że to przełoży się też na akt wyborczy i wrzucenie kartki do urny. Nie jestem przekonany, czy dobre samopoczucie polityków Platformy Obywatelskiej podtrzymywane przez życzliwe im liberalne media będzie równie wysokie na drugi dzień po wyborach.
Wspomniał Pan wcześniej o mediach. Ale zapewne będzie tak, że owocem medialnej kampanii wyborczej, tym, co zapamiętają wyborcy, będą nie sukcesy i porażki tej czy innej partii, ale kolejne publikacje chociażby "Gazety Wyborczej" ujawniającej rzekome "afery ludzi PiS"...
- Bogu dzięki, panie redaktorze, mamy już za sobą ten niedobry dla polskiej demokracji czas, kiedy to, co napisała "Gazeta Wyborcza", było bezkrytycznie przyjmowaną "prawdą objawioną". Kiedy było "prawdą" przekładającą się na wynik wyborczy, pomimo obściskiwania się Adama Michnika i Aleksandra Kwaśniewskiego po wejściu do UE, pomimo fraternizowania się środowiska "Gazety Wyborczej" z Pałacem Prezydenckim w minionej kadencji, pomimo słynnego "Olek, mówiłem ci, żebyś się nie wychylał", czyli słów skierowanych przez Adama Michnika do Kwaśniewskiego, pomimo wspólnych kolacji Michnika z Urbanem i Millerem. Okres tej wiary i przekonania, że jeśli "Gazeta Wyborcza" coś napisze, to Polacy w Białogardzie, Wolbromiu czy Limanowej i dziesiątkach tysięcy innych polskich miast i miasteczek wezmą to sobie do serca i będą głosować tak, jak chce ta gazeta, na szczęście mamy już za sobą. A że środowisko, które codziennie z "Gazetą Wyborczą" się nie rozstaje, pała do nas jadem nienawiści? Cóż, krzyż im na drogę. Po chrześcijańsku im wybaczamy i robimy swoje.
Nie boi się Pan ujawnienia przez Romana Giertycha "wiedzy nabytej", jaką miał pozyskać od Janusza Kaczmarka?
- Po tych wszystkich konferencjach prasowych Romana Giertycha i wczorajszej Janusza Kaczmarka, które miały porazić opinię publiczną ujawnieniem rzekomo dyskredytujących PiS faktów, powiem krótko - nie, nie obawiam się żadnych rewelacji Romana Giertycha.
Sukcesem PiS czy szerzej sukcesem Sejmu tej kadencji było na pewno rozbicie Wojskowych Służb Informacyjnych. Ale niedobry, szkodliwy dla polskich przedsiębiorców "układ nomenklaturowy" w biznesie, o którym mówił zarówno pan Kluska, jak i pan Gudzowaty, ciągle jest silny...
- To, co teraz powiem, pewnie zostanie odebrane jako przedwyborcza agitacja, ale jeśli Polacy chcą, żeby w dalszym ciągu konsekwentnie tę pajęczynę czerwono-różowo-zieloną - jakkolwiek by jej nie nazwać - działającą w biznesie przerwać i zniszczyć, to powinni zaufać tym, którzy nie zawahali się w walce z korupcją wyciągnąć konsekwencji również wobec własnego zaplecza, własnego środowiska i własnych koalicjantów. Bo jeżeli ktoś próbuje mamić opinię publiczną, że będzie walczył z tymi wszystkimi patologiami, ale kiedy cień uzasadnionego podejrzenia pada na kogoś z jego najbliższego otoczenia, to wtedy mówi "aj waj, coś niedobrego dzieje się z polską demokracją, są wykorzystywane służby specjalne" - to podważa podstawową wiarygodność takiej osoby. Ja jestem przekonany, że my jesteśmy wiarygodni w swoich działaniach, determinacji, walce z układem i jeśli Polacy chcą mieć pewność, że ta wojna zostanie zwycięsko zakończona, to powinni w najbliższych tygodniach, kiedy będzie trwała kampania wyborcza, bardzo merytorycznie i obiektywnie zważyć to, o czym mówiliśmy i co zrobiliśmy, to, co mówili, mówią i co zrobili nasi polityczni przeciwnicy.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-08-22
Autor: wa