Chcę odnaleźć w sobie nowy cel
Treść
- o sportowych planach opowiada Mateusz Kusznierewicz
Wie Pan już, co będzie Pan robił w przyszłym roku? I - zapewne - w latach kolejnych?
- Na razie czekam na zebranie wszystkich propozycji, które systematycznie otrzymuję. Myślę po cichu o przesiadce na większe jachty, ale o żadnych konkretach nie mogę jeszcze mówić. Wszystko analizuję, zastanawiam się, na pewno jestem nieco bliżej niż dalej wyboru, ale droga do niego nadal jest długa.
Ma Pan ustaloną drogę, w którą stronę chce zmierzać, czy też czeka na tę wyjątkową, może zaskakującą propozycję?
- Chyba to drugie. Myślę o pozycji związanej ze strategią, taktyką, może nawet nawigacją. Nie interesuje mnie "praca fizyczna", raczej chcę decydować, w którym kierunku łódka ma płynąć i jaki manewr wykonać w danym momencie wyścigu. Oczywiście, jestem elastyczny, nie trzymam się kurczowo jakiejś linii, mogę się do propozycji dostosowywać, ale swoje oczekiwania mam.
Wszystko więc wskazuje na to, że jednak żegna się Pan z klasą Finn?
- Raczej tak. Pragnę uniknąć kategorycznych i zdecydowanych stwierdzeń, ale raczej tak. Chcę odnaleźć w sobie nowy cel i nową motywację. Mam też marzenia, aby pójść dalej, rozwinąć się. Na Finnie przeżeglowałem trzy olimpiady, nadszedł chyba najwyższy czas, by rozpocząć nowy rozdział w mojej karierze sportowej.
Nie żal rozstawać się z klasą, w której odniósł Pan tak wiele sukcesów, z którą związane są tak wspaniałe wspomnienia?
- Ależ ja je zachowam na zawsze i zawsze ze mną będą. Dziś, jutro, w przyszłości. Z drugiej jednak strony już coraz rzadziej patrzę wstecz. Mniej interesuje mnie to, co mam na koncie, ile medali zdobyłem, ile regat wygrałem. Ważniejsze jest to, co będzie. Przyszłość. Spoglądam do przodu na to, co mnie czeka, zastanawiam się, co jeszcze mogę zdziałać.
Kolejny olimpijski medal nie kusi?
- Kusi, kusi. Ale jest całkiem duża szansa, że wystąpię w Pekinie. Nic więcej jednak nie mogę powiedzieć.
Myśli Pan o przejściu do klasy Star?
- Owszem, jest to jeden z wariantów, które biorę pod uwagę. Pracuję nad nim, mocno się zastanawiam, czwarte igrzyska olimpijskie są wielkim wyzwaniem, ale są i większe...
Puchar Ameryki?
- Jak najbardziej. Przyznam szczerze, iż to mój priorytet i moje marzenie. Dotychczas żaden Polak nie miał możliwości płynąć w tych wspaniałych zawodach, co do tego wszyscy jesteśmy zgodni - najbardziej prestiżowych w całym żeglarskim świecie.
Na czym polega ich czar? Można je porównać do sportów motorowych. Są tam mistrzostwa świata - emocjonujące, pasjonujące, znakomite, auta klasy wrc budzą w każdym wrażenie. Ale jest też Formuła 1, która wszystko zostawia w tyle. Będąca klasą sama dla siebie.
Tak też jest z Pucharem Ameryki. To najbardziej zaawansowana z form żeglarstwa zarówno pod względem technicznym, jak organizacyjnym i medialnym.
Znalazł się Pan w nowej sytuacji. Wszak dotychczas wszystko było w miarę ustalone, była klasa Finn, walka, skuteczna i znakomita, o czołowe w niej lokaty. Teraz tak naprawdę nie wie Pan, co będzie jutro, co przyszłość przyniesie. Dreszcz emocji musi być większy...
- ... i jest. Nie ukrywam, że przy tym bardzo miły. Ja wiem, że będzie dobrze. Mam bowiem świadomość tego, co robię, za co się biorę, dokąd zmierzam. Nie podejmowałbym żadnej decyzji o zmianach, gdybym nie był pewien, że przyniosą one coś dobrego dla mnie w przyszłości.
Postanowiłem wykorzystać szansę, jaką dało mi żeglarstwo. Szansę rozwoju związaną ze zmianą łódki, klasy, formy. Sięgania po nowe wyzwania. I to niezależnie od wieku.
Moja obecna sytuacja bardzo mi się podoba. Mam na koncie wiele lat żeglowania, dwa olimpijskie medale, sporo sukcesów i zwycięstw na koncie. Przyszedł czas, by wprowadzić coś nowego. Dla mnie to duża radość. Naprawdę.
A nie ciągnie Pana bardziej ku... lądowi? Całkiem dobrze radzi Pan sobie na przykład na polu golfowym.
- Dobrze to za dużo powiedziane (śmiech). Owszem, bardzo lubię tę dyscyplinę, jest dla mnie wspaniałą odskocznią i świetną formą spędzania wolnego czasu, ale nic ponadto. Nigdy nie będę mistrzem świata w golfie, a w żeglarstwie byłem i być mogę. A poza tym to moja sportowa miłość numer jeden. Zdecydowanie.
Kiedy podejmie Pan ostateczną decyzję co do swej przyszłości?
- Myślę, że najwcześniej na początku przyszłego roku.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz
"Nasz Dziennik" 27-10-2004
Autor: Ku8a