Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Brzemię utopijnej polityki

Treść

Obecna sytuacja jest wynikiem prowadzonej nad Sekwaną od lat socjalistycznej polityki społecznej i gospodarczej. Takie podejście udzieliło się także ugrupowaniom uważającym się za centrowe i prawicowe. Efektem kontynuowania takiej polityki było stworzenie systemu opartego na przerośniętym sektorze państwowym. Prowadzi to do potężnego obciążenia budżetu.
W konsekwencji w minionym ćwierćwieczu zadłużenie kraju wzrosło trzykrotnie. Aktualnie stanowi ono 63 proc. PKB. Deficytu budżetowego, który osiągnął już 3,8 proc. PKB i grozi Francji 3-miliardową karą ze strony Brukseli, nie są w stanie pokryć przychody z podatków, które i tak nad Sekwaną są jednymi z najwyższych w Europie.
Największym, 42-procentowym obciążeniem budżetu są wydatki związane z utrzymaniem funkcjonariuszy państwa. Są one największe w Europie.
Przejmując rok temu spuściznę po socjalistach, uważający się za centroprawicowy rząd Jean-Pierre'a Raffarina zastał bardzo trudną sytuację, którą można poprawić jedynie poprzez radykalne reformowanie państwa. Jest to dla premiera godzina prawdy.
Tymczasem czas na reformy jest trudny. Minęła epoka kilkuletniej, ponad 3-procentowej koniunktury. Obecnie, kiedy jego dochody znacznie spadają, przy koniunkturze bliskiej zera i wzroście bezrobocia jest to trudniejsze. Jednak socjaliści, rządzący praktycznie przez 20 lat, podobnie jak gdzie indziej odkładali niewygodne reformy.

Cięcia wydatków
Obecnie rząd Jean-Pierre'a Raffarina musi przede wszystkim zmniejszyć wydatki państwa. Oznacza to redukcję jego funkcjonariuszy. Ocenia się, że w sektorze państwowym jest 500 tys. niepotrzebnych etatów. Wypowiadając się na temat budżetu na 2004 rok, premier zapowiedział zamrożenie wydatków. Przewiduje się też niezastępowanie odchodzących na emerytury urzędników państwowych.
Odkładana od wielu lat jest reforma systemu emerytalnego. Próby jego modyfikacji skończyły się w 1995 r. utratą stanowiska premiera przez Alaina Juppégo. Obecnie próby takie wzbudzają również, o czym świadczą ostatnie protesty, wielki sprzeciw społeczny. Według ostatniego sondażu, 60 proc. Francuzów solidaryzowało się z wtorkowymi protestami, uważając je za słuszne i uzasadnione.
Koszty reform poniesie przeciętny obywatel, któremu nie jest łatwo zrezygnować z przywilejów. Problem w tym, że kasa funduszu ubezpieczeniowego pracowników sektora prywatnego i państwowego w szybkim tempie pustoszeje i nikt nie jest w stanie, łącznie ze związkami zawodowymi, przedstawić rozsądnego i bezbolesnego programu jej ratowania. Jej deficytu nie są w stanie pokryć przychody ze składek ubezpieczeniowych, wynoszące w sumie 44 proc. zarobków pracownika. Bowiem funkcjonariusze publiczni przechodzą szybciej i na korzystniejszych warunkach na emerytury. Jest to jedna z przyczyn powiększenia deficytu funduszu emerytalnego. Prowadzi to do sytuacji, w której poprzez swoje składki pracownicy sektora prywatnego finansują przywileje urzędników.
Pomysły skupiające się na pozyskaniu funduszy na pokrycie deficytu budżetów państwa i funduszu ubezpieczeniowego z opodatkowania zysków giełdowych i kapitałowych nie wchodzą w rachubę, bo z Francji od wielu już lat ucieka kapitał z racji dużego obciążenia fiskalnego. Zachodzi obawa, że nawet wdrożenie rządowych reform emerytalnych może okazać się pomysłem nieskutecznym.

Reforma monitorowana
Zdaje sobie z tego sprawę rząd, który zakłada, że co 5 lat należy korygować funkcjonowanie systemu emerytalnego. Zagrożenie wynika z praktykowanej od kilkunastu lat polityki kadrowej większości przedsiębiorstw nad Sekwaną. Obecnie Francuzi pracujący 7 tygodni w roku mniej niż Amerykanie znajdują się w większości poza rynkiem pracy już po 55. roku życia. Jest tak przede wszystkim dlatego, że jest to wiek emerytalny dla licznych funkcjonariuszy państwowych oraz z racji szerokiego korzystania przez firmy z systemu tzw. przedemerytur. Umożliwia on przechodzenie na nie pracownikom przekraczającym 55. rok życia i mającym wymaganą liczbę lat pracy. Jest to furtka dla przedsiębiorstw chcących pozbyć się starszych pracowników i zatrudnić młodszych, najczęściej lepiej wykształconych i wydajniejszych.
Powodzenie rządowej reformy zależeć będzie od tego, na ile francuskie firmy umożliwią kontynuowanie pracy ludziom do 60. roku życia i powyżej tego wieku, w przypadku nieposiadania przez nich uprawnień emerytalnych. Odejście od dotychczasowych praktyk nie jest łatwe w sytuacji dużego bezrobocia i zwiększania się na rynku pracy liczby młodych ludzi, chętnych do jej podjęcia.

Braki w służbie zdrowia
Rząd musi też znaleźć metodę zapewniającą równowagę finansową kasie ubezpieczeń medycznych, której wydatki wzrosły w tym roku o 7,5 proc., zwiększając jej deficyt do 10 mld euro. Główną przyczyną tego stanu jest wzrost cen usług lekarskich (o 9 proc.) i kosztów leczenia szpitalnego (o 6,3 proc.).
Rząd będzie też musiał znaleźć metodę na uzupełnienie kadr medycznych. Szpitalom coraz bardziej daje się we znaki brak pielęgniarek i lekarzy. Aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie izb przyjęć i rzeczywistą realizację 35-godzinnego tygodnia pracy, należałoby zatrudnić 5 tys. lekarzy. Wymaga to czasu i dużych pieniędzy, których budżetowi właśnie brakuje.
Od kilku już lat we francuskich szpitalach pracują hiszpańskie pielęgniarki. Zdaniem specjalistów, jeżeli nie rozwiąże się szybko obecnych problemów kadrowych, to za kilka lat system francuskiej opieki medycznej może być sparaliżowany.

Potrzebna zgoda społeczeństwa
Reformowanie francuskiego państwa ma na celu uczynienie z niego organizmu zdolnego sprawniej i efektywniej wpływać na gospodarkę, pobudzenie koniunktury i zmniejszenie bezrobocia. Wiąże się to jednak z doraźnymi kosztami społecznymi i zgodą ze strony francuskiego społeczeństwa na ich poniesienie. Jak dotychczas takiego przyzwolenia nie było. Czy rządowi Jean-Pierre'a Raffarina uda się zrobić to, czego nie potrafili dokonać jego poprzednicy, zobaczymy już w najbliższej przyszłości.
Franciszek L. Ćwik, Caen
Nasz Dziennik 20-05-2003

Autor: DW