Brytyjski konserwatysta piętnuje unijny system polityczny
Treść
Unia Europejska, która zlekceważyła głos na "nie" wyborców w Danii i Irlandii i która nie chciała zaakceptować wyników powszechnych wyborów w Austrii, teraz proponuje rozwiązania prawne, które mogą wyeliminować niewygodne dla niej ugrupowania polityczne z Parlamentu Europejskiego. Zdaniem brytyjskiego eurodeputowanego, konserwatysty Daniela Hannana, potwierdza to "sowieckie tendencje", które rozwijają się w Brukseli.
Od kilku tygodni w Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego trwa dyskusja nad "Statutem Europejskich Partii Politycznych". Rozwój paneuropejskich partii politycznych finansowanych z budżetu UE to kolejny krok w budowaniu Stanów Zjednoczonych Unii Europejskiej. Artykuł 45 projektowanej konstytucji, poświęcony zasadom unijnej demokracji, w punkcie 4 stwierdza iż, "partie polityczne na poziomie europejskim przyczyniają się do kształtowania świadomości europejskiej i wyrażania woli politycznej obywateli Unii".
Dyktatura politycznej poprawności
Poprzez budowę ponadnarodowego systemu partyjnego Unia chce budować utopijny "europejski demos", przesuwając środek ciężkości życia politycznego z poziomu państwa narodowego na poziom unijnego superpaństwa. Nie jest tajemnicą, że w takim systemie najwięcej mają do powiedzenia państwa o najliczniejszym potencjale ludnościowym, a już obecnie istniejące Europejska Partia Ludowa i Partia Europejskich Socjalistów zdominowane są przez reprezentantów największych państw Unii, przede wszystkim Niemców.
Według proponowanej regulacji, ponadnarodowa partia polityczna musi posiadać reprezentantów w co najmniej 1/4 państw Unii. Warunkiem istnienia takiej paneuropejskiej partii jest wspólny i wiążący jej europejskie partie-członków manifest polityczny. Zdaniem brytyjskiego konserwatysty, ten wymóg eliminuje brytyjskich uniosceptyków z Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii (UKIP), którzy postulują wycofanie Zjednoczonego Królestwa ze struktur UE. Kolejny wymóg może wyeliminować z europejskiej sceny politycznej brytyjską Partię Konserwatywną. Dotyczy on potrzeby akceptacji przez każdą partię polityczną zasad zawartych w unijnej Karcie Praw Podstawowych. Karta, która m.in. bezwzględnie zakazuje np. stosowania kary śmierci i wprowadza inne oburzające zapisy w kwestiach moralnych, mogłaby stać się problemem również dla niektórych polskich partii politycznych po ewentualnym przystąpieniu Polski do Unii.
Widmo tyranii
Cytowany wcześniej brytyjski eurodeputowany Daniel Hannan zwraca uwagę, że najniebezpieczniejsze może być wykluczenie partii przez większość Parlamentu Europejskiego, jeśli uzna on, że partia ta nie przestrzega praw człowieka i zasad demokracji. Jeden z polskich posłów, którego Hannan nie wymienił z nazwiska, po przeczytaniu tego legislacyjnego projektu rozpoznał w nim metody stosowane w Polsce przez komunistów. Same wybory nie były zniesione, odbywały się za każdym razem. Odsuwano natomiast od udziału w nich wszelkie środowiska przeciwne władzy. Tę samą metodę stosowano w całym Układzie Warszawskim. Partie polityczne oskarżano o faszystowskie tendencje, ostatecznie na scenie pozostawały partie komunistyczne i ich sojusznicy. Pierwszy krok w tym kierunku już zresztą zrobiono. W maju Parlament Europejski pozbawił mandatu przywódcę francuskiego Frontu Narodowego - Le Pena.
Hannan zauważa, że w postkomunistycznych państwach obecnie prounijną kampanię prowadzą polityczni sukcesorzy tamtego systemu. "Czy przyjeżdżając do Brukseli, czują jakiś rodzaj nostalgii?" - pyta brytyjski polityk i przeciwnik federalnej Europy, zauważając jednocześnie podobieństwo systemu brukselskiego do sowieckiego. "Tu ostatecznie funkcjonuje system kierowany przez biurokratów, w którym gardzi się taką kategorią jak narodowość, a demokratyczne procedury są lekceważone" - pisał Hannan w niedzielę na łamach brytyjskiej gazety "The Sunday Telegraph". Na potwierdzenie autor dodaje, że w UE najwyższa władza jest sprawowana nie przez parlamentarzystów, a przez 20-osobowe politbiuro, którego członkowie - unijni komisarze - cieszą się wielkimi przywilejami.
"Unia nie jest tyranią, nie zsyła swoich oponentów do gułagów i nie zabiera im paszportów. Jednak staje się coraz bardziej nietolerancyjna dla dysydentów" - stwierdza z niepokojem brytyjski eurodeputowany. Jako przykład Hannan podaje wyrok sądowy, który podważa prawo do wolności słowa, wówczas gdy przedmiotem krytyki jest UE. Zdaniem Brytyjczyka, dowodem na bolszewickie tendencje Brukseli będzie sposób, w jaki zostanie przyjęta konstytucja UE. "Jeśli nie będziemy mogli głosować nad europejską konstytucją, nie będzie ona miała więcej legitymacji niż konstytucja Związku Sowieckiego".
Piotr Wesołowski
Nasz Dziennik 5-06-2003
Autor: DW