Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Brytyjski absurd w pigułce

Treść

W Wielkiej Brytanii każdego roku zachodzi w ciążę prawie 50 tysięcy niepełnoletnich, co dowodzi niezbicie, że prowadzona przez rząd polityka zachęcania do stosowania antykoncepcji odniosła dokładnie odwrotny skutek - zamiast zapobiegać niechcianym ciążom, obniżyła wiek inicjacji seksualnej oraz poziom odpowiedzialności brytyjskich dzieci. Warto przypomnieć, iż na finansowanie kampanii mającej na celu zmniejszenie liczby niechcianych ciąż wśród nieletnich rząd brytyjski wydał 150 milionów funtów. Tymczasem przed specjalnie powołaną komisją parlamentarną mają stanąć reprezentanci brytyjskiego Episkopatu, aby wytłumaczyć się z propagowania w zarządzanych przez nich szkołach tradycyjnej moralności.



W dokumencie wydanym przed Bożym Narodzeniem brytyjski rząd przyznał, że wyznaczony na 2010 r. końcowy termin kampanii (również medialnej) na rzecz zapobiegania ciąży wśród brytyjskich nastolatek jest nierealny, a sam plan poprawienia dramatycznej już sytuacji - z góry skazany na niepowodzenie.
Wielka Brytania odnotowuje największą liczbę urodzeń przez nieletnie matki, sześciokrotnie większą niż Holandia, czterokrotnie większą od włoskiej, trzykrotnie od francuskiej i dwukrotnie od niemieckiej. Rząd brytyjski, chcąc uporać się z tym problemem, zezwolił na podawanie dziewczętom, które nie ukończyły jeszcze 18. roku życia (niekiedy zaś zaczęły dopiero 12.) pigułek antykoncepcyjnych bez konieczności proszenia rodziców o zgodę. Mimo ewidentnej klęski tej polityki pojawiły się propozycje, aby nastolatki mogły dokonywać zakupu tabletek hormonalnych w aptece bez recepty.
- Nie ma najmniejszego cienia dowodu, że stosowanie pigułek antykoncepcyjnych redukuje liczbę niechcianych ciąż u nieletnich - wskazuje Norman Wells z Family Education Trust, organizacji zajmującej się szeroko rozumianymi problemami rodziny,
Mimo ewidentnego fiaska prowadzonej przez rząd brytyjski polityki społecznej, antyreligijnie nastawione organizacje, przy wsparciu brytyjskiego parlamentu, przeprowadziły atak na Kościół i jego naukę dotyczącą moralności seksualnej. Szczególne oburzenie wywołała postawa biskupa Lancaster Particka O'Donoghue'a, który polecił, aby podległe mu szkoły katolickie w północno-zachodniej części kraju zaprzestały edukacji na temat tzw. bezpiecznego seksu, a w klasach pojawiły się krzyże. Barry Sherman, przewodniczący międzypartyjnego parlamentarnego komitetu ds. dzieci, szkół i rodzin, uważa, że sprawę należy wyjaśnić przed komisją.
"Katolickie nauczanie znalazło się w niebezpieczeństwie" - stwierdził w skierowanym do wiernych apelu ks. biskup Leeds Arthur Roche.
Przewodniczący międzypartyjnego komitetu ds. dzieci, szkół i rodzin brytyjskiego parlamentu uważa, że pewna grupa biskupów reprezentuje twarde, fundamentalne stanowisko w dziedzinie moralności, co może zaszkodzić brytyjskim obywatelkom i ich... kieszeniom. - Wydaje mi się, że edukacja religijna działa sprawnie pod warunkiem, że ludzie nie traktują wiary zbyt poważnie. Gdy coraz więcej biskupów wyraża fundamentalistyczne podejście, to jest to powód do niepokoju. Mimo wszystko chodzi o pieniądze podatników - oświadczył Sheerman.
Taką argumentację można jednak włożyć między bajki, ponieważ gdyby rzeczywiście chodziło o dobro podatników, to państwo nie wydałoby 150 milionów funtów na prowadzenie absurdalnej kampanii na rzecz upowszechniania antykoncepcji. Rząd brytyjski tymczasem najwyraźniej usiłuje zatopić w niej kolejne miliony właśnie z kieszeni owych podatników, o których to podobno tak bardzo się troszczy.
- Problem ciąż wśród nastolatek nie doczeka się rozwiązania tak długo, jak długo próby znalezienia wyjścia z sytuacji będą polegały na coraz większym rozpowszechnianiu stosowania pigułek antykoncepcyjnych i edukacji seksualnej - oświadczył Norman Wells.
Zdaniem Andrew Lansleya z Partii Konserwatywnej, upadek rządowej koncepcji był przesądzony, ponieważ zamiast oddziaływać na rodziny i społeczeństwo, usiłuje się szukać gotowych rozwiązań w konkretnych działaniach państwa.
Tymczasem przedstawiciele brytyjskiego rządu nadal podnoszą przebrzmiałe argumenty o tym, że nauczanie o wstrzemięźliwości nie sprawdza się w rozwijających się, a także rozwiniętych krajach, prowadzi do rozprzestrzeniania się AIDS, szerzenia chorób wenerycznych i pojawiania się niechcianych ciąż (sic!!!). Przy czym zdają się zupełnie nie dostrzegać roli rodziny i ogromnej wartości współżycia małżonków, o którym naucza Kościół.
- Brytyjski minister zdrowia, lord Darzi of Denham, pod koniec roku ogłosił plany rządowe na zezwolenie sprzedaży pigułki antykoncepcyjnej w aptekach. Pigułka będzie dostępna dla młodych dziewcząt bez konsultacji z rodzicami i bez recepty lekarskiej - poinformowała w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Emilia Klepacka z brytyjskiej organizacji The Catholic Union broniącej praw człowieka. - Rząd brytyjski szuka uznania za przeciwdziałanie wysokiej liczbie poczęć wśród nastolatek. Niestety, nie proponuje dobrych rozwiązań. Ułatwienie dostępu do środków antykoncepcyjnych nie było, nie jest i nie będzie rozwiązaniem tego problemu - oceniła.
Niektórzy z wojujących liberałów posuwają się nawet do wygłaszania opinii propagujących dokonywanie aborcji przez nastolatki, widząc w niej panaceum na wszelkie problemy nieletnich matek. - To dobra wiadomość, że coraz więcej ciężarnych nastolatek decyduje się na aborcję - oświadczyła niedawno Polly Toynbee, brytyjska dziennikarka, a od tego roku przewodnicząca organizacji British Humanist Association zajmującej się m.in. promowaniem "humanizmu" (sic!!!), "praw człowieka" (sic!!!), demokracji oraz sekularyzmu.

Edukacja seksualna to droga donikąd
Z kolei Viv Crouch, były doradca rządowy ds. niechcianych ciąż, powiedziała, że w szkołach potrzebna jest lepsza edukacja seksualna. - Nadal się jej obawiamy - skonstatowała. Dodała przy tym, że jej zdaniem, dopóki rząd nie zdecyduje się na wpisanie do ustawy społecznej i zdrowotnej edukacji, nie ma możliwości, aby posunąć się dalej w tej kwestii. - W wielu szkołach edukacja seksualna rozpoczęła załamywanie się naturalnych zahamowań wśród dzieci względem spojrzenia na współżycie seksualne; rzadko kiedy zwraca się uwagę na dopuszczalny prawem wiek inicjacji seksualnej, zatem młodzi ludzie nie muszą się obawiać prawnych konsekwencji; dostępność środków antykoncepcyjnych oznacza, że dziewczyna nie rozważa możliwości zajścia w ciążę jako powodu do odrzucenia czynionych przez swojego chłopaka kroków w kierunku rozpoczęcia współżycia - ocenił Norman Wells. - Oznacza to również, że nie musi się ona już obawiać opinii rodziców na ten temat - dodał. - O stosowaniu środków antykoncepcyjnych, przebytych chorobach wenerycznych czy przeprowadzonej aborcji rodzice nie muszą wiedzieć - podkreślił.
Wszystko wskazuje na to, że "wyzwolona" i "nowoczesna" polityka społeczna Wielkiej Brytanii w dłuższej perspektywie doprowadzi do degradacji i degeneracji brytyjskiego społeczeństwa. Można się spodziewać, że jej konsekwencją będzie rozbicie rodziny i ograniczenie jej funkcji oraz zdecydowane obniżenie moralności. Później pozostanie już jedynie, co widać na przykładzie Francji, zwrot ku chrześcijańskim wartościom. Oby jak najszybciej.
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2008-01-03

Autor: wa