Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Brali, co chcieli i kiedy chcieli

Treść

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przesłucha jutro w charakterze świadka prokuratora IPN Antoniego Kurę, naczelnika Wydziału Nadzoru nad Śledztwami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Jego zeznania mogą oznaczać przełom w śledztwie dotyczącym "eksportu akt" do Niemiec

Najwięcej akt dotyczących zbrodni niemieckich popełnionych w czasie II wojny światowej na terenie okupowanej Polski wyniesiono z archiwów Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu na początku lat 90. - twierdzą byli pracownicy komisji. Skali procederu nikt nie kontrolował, a osoby z otoczenia Ryszarda Walczaka, obecnego wicedyrektora Biura Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej, i Stanisława Biernackiego - byłego szefa komisji, mogły bez problemu zabierać, co chciały i kiedy chciały. Ich byli podwładni nazywają ten proceder "bezkrwawą zbrodnią", w efekcie której organa ścigania nie mogą dziś uporać się z rozliczeniem przeszłości.

- Od samego początku wysyłanie dokumentacji śledczej powinno odbywać się za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości - takiego zdania są pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej. - Tak jednak nie było. Jak wiemy, po interwencji Instytutu proceder ten chciała ukrócić ówczesna szefowa resortu Hanna Suchocka, ale jej zakazy nic nie dały. Proceder wysyłki akt do centrali w Ludwigsburgu trwał niezakłócony. Według byłych pracowników archiwów Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (poprzedniczki IPN), akta wynoszone były głównie wówczas, gdy szefem komisji był Ryszard Walczak. W tym czasie naczelnikiem archiwum Komisji był historyk dr Stanisław Biernacki, były sekretarz egzekutywy Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR ds. ideologicznych w Ministerstwie Sprawiedliwości. Dziś Biernacki jest już na emeryturze. Poproszony o komentarz i wyjaśnienia, dlaczego pozwolił na oddanie Niemcom wystawy "Powstanie Warszawskie '44", powiedział tylko: "Dziękuję za rozmowę", i odłożył słuchawkę. Z kolei współodpowiedzialna za "eksport akt" do Niemiec Daria Nałęcz - naczelna dyrektor Archiwów Państwowych w Warszawie - przyznała, że "tylko raz" zwracano się do niej o wyrażenie zgody na wysłanie akt z archiwum do Niemiec - w 1998 roku, gdy z inicjatywą przekazania materiałów dotyczących Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy wystąpił szef Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dr Ryszard Walczak. I takiej zgody udzieliła.
- Mieliśmy nadzieję, że w ten sposób uda nam się uruchomić ścieżkę odzyskiwania polskich akt (jeszcze sprzed I wojny światowej) z Berlina - tłumaczy Daria Nałęcz, szefowa Archiwów Państwowych. - Uważaliśmy, że dokumenty rządu Generalnej Guberni są dla nas bardzo ważne, a tych z Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy możemy się pozbyć - dodaje. Czy zrobiono kopie? - Choć w pierwotnym założeniu nie było takiego zamiaru, dopilnowaliśmy, by wszystko pozostawić w postaci kopii - zapewnia.
W całej sprawie prowadzone jest postępowanie. - Prokuratura Okręgowa w Warszawie liczy na to, że przełomem w śledztwie może być przesłuchanie prokuratora z IPN [naczelnika Wydziału Nadzoru nad Śledztwami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, prokuratora Antoniego Kury - przyp. red] - powiedział nam rzecznik prokuratury Maciej Kujawski. - Wtedy będzie można coś więcej powiedzieć o sprawie - dodał.
Śledztwo w sprawie przestępstwa funkcjonariuszy publicznych, polegającego na przekazywaniu innym organom bez podstawy prawnej materiałów z prowadzonych postępowań karnych, wszczęto 18 sierpnia. Chodzi o przekazywanie od lat 60. przez ścigającą wówczas zbrodnie niemieckie w Polsce Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu do centrali ścigania zbrodni narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu oryginałów materiałów kilku tysięcy śledztw. Na wysyłane akta składały się m.in. protokoły przesłuchań świadków, akty zgonów, dane o sprawcach, zdjęcia, plany itp. Były one przesyłane Niemcom bez zachowywania kopii. Już wiosną 1959 r. na prośbę centrali w Ludwigsburgu Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce zaczęła przekazywać zawartość polskich archiwów instytucjom z RFN. Tylko w latach 1965-1989 "wyjechało" 36 tys. protokołów zeznań, 150 tys. fotografii, kilkadziesiąt tysięcy mikrofilmów i 12 tys. kompletów materiałów prowadzonych śledztw. Według IPN, żadna ze spraw prowadzonych przez Niemców a opierających się na polskich aktach nie zakończyła się skazaniem. Tymczasem sprawy prowadzone przez IPN są umarzane z braku akt. Dlatego w czerwcu br. Kolegium IPN zobowiązało prezesa Janusza Kurtykę do złożenia zawiadomienia do prokuratury. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w IPN, zawiadomienie złożono przede wszystkim dlatego, że Instytut sam nie jest w stanie poradzić sobie ze skalą braków i bałaganu, jaki - tak twierdzą nasi informatorzy - panował w archiwach. Potrzeba kilku miesięcy, by można było to uporządkować. IPN ma także nadzieję, że prokuratura szybko znajdzie winnych ogołacania z akt naszych śledztw.
Anna Skopinska

"Nasz Dziennik" 2006-08-28

Autor: wa