Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Brak przesłanek

Treść

W Armenii nie ma przesłanek dla rewolucji, na wzór tych, do jakich doszło w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgizji - oznajmił w poniedziałek prezydent Armenii Robert Koczarian. Nawiązując do antyrządowych wystąpień sprzed roku, prezydent wytłumaczył niepowodzenie opozycji nie jej słabością, lecz tym, że sytuacja w Armenii jest lepsza niż we wspomnianych krajach, a "władze działają bardziej efektywnie".
Podczas spotkania ze studentami uniwersytetu erewańskiego Koczarian stwierdził, że dla przeprowadzenia rewolucji powinny zaistnieć określone przesłanki, które były obecne w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgizji. - Po pierwsze, doszło do nich w okresie wyborów, kiedy jest w społeczeństwie szczególny wzrost napięcia emocjonalnego. Po drugie, we wszystkich tych trzech państwach słaba władza nie była w stanie rozwiązać bieżących problemów. Na przykład w Gruzji od dłuższego czasu nie płacono emerytur (...), były problemy z zaopatrzeniem w energię elektryczną, w Kirgizji budżet z roku 2004 wyniósł 300 mln USD, podczas gdy populacja tego kraju liczy 5 mln osób. W Armenii, w której mieszka 3 mln ludzi, budżet wynosi około 800 mln USD. Na Ukrainie jest trochę inna sytuacja. Pomimo wzrostu ekonomicznego kraj był podzielony na wschód i zachód - powiedział Koczarian.
Według armeńskiego prezydenta, trzecim czynnikiem, który doprowadził do rewolucji w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgizji, jest zmiana pokoleń. Na miejsce przedstawicieli starej nomenklatury radzieckiej władzę objęły młode i dynamiczne osoby. Koczarian zauważył, że w Armenii dokonało się to w 1991 r. wraz z dojściem do władzy Lewona Ter-Petrosiana oraz w roku 1998 r. Jako czwartą charakterystyczną cechę rewolucji w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgizji Koczarian wymienił to, że we wszystkich tych republikach do władzy doszli opozycjoniści, którzy wcześniej zajmowali wysokie stanowiska. - Wszystkie te czynniki nie dotyczą Armenii, gdzie (...) do zmiany pokoleń już doszło, nie ma odsuniętych od władzy opozycjonistów (...), a do kolejnych wyborów parlamentarnych w Armenii dojdzie za 2 lata - stwierdził prezydent Armenii.
Rok temu, 9 kwietnia, w stolicy Armenii - Erewaniu, doszło do protestu ugrupowań opozycyjnych, które domagały się rozpisania referendum w sprawie odwołania prezydenta Roberta Koczariana. Po trzydniowych protestach, 12 kwietnia 2004 r., armeńska policja rozpędziła przy użyciu armatek wodnych protestujących, a wielu działaczy opozycji aresztowano.
Wiesław Sarosiek

"Nasz Dziennik" 2005-04-13

Autor: ab