Bohater z Młodojewa
Treść
Młodojewo - niewielka wieś w województwie wielkopolskim koło Słupcy, znana z pięknego parku, a także z zabytkowego, drewnianego kościoła parafialnego pw. św. Mikołaja z 1780 r., zyskała jeszcze jeden powód do dumy. Po 55 latach powróciły na miejscowy cmentarz parafialny doczesne szczątki 26-letniego bosmanmata Stefana Półrula, członka Polskiej Podziemnej Organizacji "Wolność", skazanego w 1952 r. na karę śmierci przez Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni. Marynarza stracono 9 kwietnia 1953 r. we wrocławskim więzieniu, po czym ślad po nim zaginął... aż do momentu, gdy 2 czerwca 2008 r. pracownikom Biura Edukacji Publicznej wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej udało się odnaleźć miejsce jego pochówku na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. W 1951 r. Informacja Wojskowa w Gdyni wpadła na trop podziemnej organizacji "Wolność" działającej w szeregach marynarki wojennej, do której należał również bosmanmat Stefan Półrul. Podczas procesu w Sądzie Marynarki Wojennej w Gdyni, w wiosce, z której pochodził marynarz, rozwieszane były plakaty informujące o odbywającym się procesie bandytów, wśród których miał znajdować się również Stefan Półrul. Stracony w więzieniu przy ul. Klęczkowskiej we Wrocławiu, zniesławiony za życia spoczął w bezimiennym grobie. Od zapomnienia uratował marynarza szczęśliwy przypadek. Dzięki pracom ekshumacyjnym prowadzonym przez wrocławski oddział IPN na tamtejszym cmentarzu Osobowickim, 2 czerwca br. miejsce jego pochówku zostało odnalezione. Po 55 latach 9 września br. Stefan Półrul - patriota zamordowany przez komunistycznych oprawców - doczekał się uroczystego pogrzebu, w swojej rodzinnej miejscowości oraz jakże należnej mu rehabilitacji. - To właśnie pokolenie bosmanmata Stefana Półrula, pokolenie ludzi odważnych i bohaterskich zainicjowało te czasy, którymi wszyscy dzisiaj się cieszymy - mówił w homilii mszalnej proboszcz parafii ks. Karol Brud. - Nie nacieszył się życiem. Nie mógł. Może dzisiaj patrzeć na Polskę... Odebrano mu tę radość przez wykonanie kary śmierci, pozbawienie na zawsze praw publicznych i honorowych, przepadek posiadanego mienia na rzecz Skarbu Państwa. Radujemy się, że z tej naszej młodojewskiej ziemi pochodził Stefan Półrul, że przed laty wydała ona takiego człowieka... Początki walki o pamięć Poszukiwania miejsca pochówku Stefana Półrula rozpoczął już w 2001 r. dr hab. Piotr Semków z gdańskiego oddziału IPN, który wówczas realizował projekt pt. "Osoby skazane na karę śmierci przez wojskowe sądy rejonowe". Traf chciał, że Stefan Półrul nie został skazany przez Sąd Rejonowy w Gdańsku, ale przez Sąd Marynarki Wojennej. Jego nazwisko pojawiło się obok takich działaczy jak Chołuj, Tarnowski, Sterna i Haponiuk w aktach Polskiej Organizacji Podziemnej "Wolność". Piotr Semków wspomina kolejne etapy wytrwałych poszukiwań: - Po odnalezieniu akt w Archiwum Wojsk Lądowych w filii w Toruniu wypełniliśmy kwestionariusze, które zawsze zakładaliśmy każdej takiej osobie. Oprócz informacji biograficznych należało podać w nich także, za co dana osoba została skazana wyrokiem sądu wojskowego, kto ją przesłuchiwał, jaki był skład sędziowski i jaki zapadł wyrok. W przypadku Stefana Półrula okazało się, że w aktach był zapis lekarski informujący o tym, że cierpi on na tzw. chorobę Gansera. Informację tę wystawił szpital dla nerwowo i psychicznie chorych znajdujący się koło Stargardu Gdańskiego. Tamtejsi lekarze zawarli w niej sugestie, że - ich zdaniem - jest to po prostu symulacja choroby. Dzisiaj trudno jednoznacznie stwierdzić, czy była to rzeczywiście symulacja, czy też po prostu skutek przesłuchań przeprowadzonych w Gdyni. Udało się odnaleźć teczkę personalną Stefana Półrula, która jest przechowywana w Archiwum Marynarki Wojennej. Tam znalazłem również jego zdjęcie, własnoręcznie pisany życiorys, książeczkę zdrowia. Okazało się, że przyszedł do wojska jako człowiek w pełni zdrowy. Miał tylko niewielką bliznę po wycięciu wyrostka robaczkowego. Wiedziałem, gdzie pracował - był kancelistą w Sądzie Marynarki Wojennej w Gdyni. Brakowało mi tylko jednego elementu - gdzie spoczywał... Okruchy rodzinnych wspomnień Piotr Semków odnalazł bratanka Stefana Półrula - Zenona, mieszkającego na terenie parafii Młodojewo. Okazało się, że dzięki współpracy z wrocławskim IPN zaistniała możliwość zlokalizowania mogiły wuja Stefana i dokonania ekshumacji jego zwłok oraz przeniesienia w rodzinne strony. Dla Zenona Półrula było to dużym zaskoczeniem. - Myśmy wiedzieli, że został zamordowany i pochowany we Wrocławiu, ale nie było wiadomo, w którym dokładnie miejscu znajduje się jego mogiła. Sama ekshumacja była dla nas wstrząsającym przeżyciem. Jego śmierć nastąpiła w wyniku zastosowania systemu katyńskiego - strzału w potylicę z bardzo bliskiej odległości. Stwierdzono również, że przed samym zgonem miał złamaną szczękę, co jest ewidentnym znakiem, że był strasznie torturowany. Znaleziono przy nim duże fragmenty czarnego sukna munduru marynarskiego, czapkę marynarską, guziki marynarskie ze znakiem kotwicy oraz dobrze zachowane buty. I to wszystko znalazło się później w jego obecnej trumnie - mówił tuż po zakończeniu uroczystości pogrzebowych Zenon Półrul. Drugi bratanek Stefana Półrula - Dariusz, o dacie przeprowadzenia ekshumacji swojego wujka dowiedział się z wywiadu z dr. hab. K. Szwagrzykiem, zamieszczonym w "Naszym Dzienniku" 8 maja br. Wspomina, że relacje między jego tatą a stryjem Stefanem były bardzo bliskie. Ojciec często mu mówił: "Ja już tego pewnie nie doczekam, ale być może wy dożyjecie takich czasów, w których za to, co twój wujek Stefan cierpiał, będą was honorować, niejako zwrócą wam cześć i honor". Dla niego i dla całej rodziny sprawą ogromnie ważną jest nie tylko powrót stryja w rodzinne strony, ale fakt, że dokonała się w ten sposób jego pełna rehabilitacja, oczyszczenie; że społeczność Młodojewa usłyszała kilkakrotnie podczas uroczystości pogrzebowych, że nie był on żadnym bandytą, tylko człowiekiem, który w słusznej sprawie starał się walczyć tak, jak w tamtych warunkach było to możliwe. Świadek przesłuchań Obecny na uroczystości Henryk Haponiuk - jedyny żyjący jeszcze uczestnik tragicznych wydarzeń, w których na karę śmierci skazany został Stefan Półrul, głęboko wzruszony uroczystością, tak oto kreśli obraz brutalnego śledztwa, jakiemu byli poddawani: - Było nas trzech, oprócz mnie sądzono także Edmunda Sternę i właśnie Stefana Półrula. Rozprawa odbywała się w Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni przy ul. Pułaskiego. Poprzedzono ją wielokrotnymi przesłuchaniami i straszliwymi torturami. Najwięcej przesłuchiwał nas por. Pacek, drugi był kmdr. ppor. Niedzielin, a czynili to także sam szef Informacji Marynarki Wojennej Szerszeń i por. Woźniak. Jak zbliżał się wieczór, to do cel, które znajdowały się w piwnicach, przychodził marynarz i zabierał nas na drugie piętro do sali przesłuchań. Tam już siedział przeważnie por. Pacek. Towarzyszył mu zawsze jakiś marynarz lub podoficer. Ktoś z tzw. obstawy przynosił półlitrową buteleczkę, stawiał ją mniej więcej 2 metry od biurka i kazał na niej siadać. Pierwszy raz nie usiadłem, drugi raz także nie, to za trzecim razem sami przyszli i mnie posadzili. Potem już siadałem... Każde przesłuchanie rozpoczynało się zawsze tak samo: nazwisko, imię, adres, co robicie w wojsku - tak jakby nie wiedzieli. I mówcie o swojej wrogiej działalności. Ponieważ nie było co mówić, to przesłuchujący w "odpowiedni" sposób to przypominał. Jak tylko przewróciłem się razem z tą buteleczką, zaczynało się kopanie, bicie, ciąganie po całym pomieszczeniu itp. Znajdowały się tam także trzy żarówki o mocy 500 V: czerwona, zielona i biała. Drzwi zamykali i rozpoczynało się naświetlanie. Po 30 minutach byłem dosłownie do niczego. Po dziesięciu dniach takich przesłuchań aresztowanym podsunięto odpowiednio spreparowane protokoły, a za ich podpisanie obiecywano wyjście na wolność. Jednak w przypadku Henryka Haponiuka przesłuchujący spotkali się z odmową. Ponieważ po czterdziestu dniach nic od niego nie uzyskali, doprowadzili do konfrontacji ze Stefanem Półrulem. - Pytano nas np., czy podpisywaliśmy deklarację o wstąpieniu do zbrodniczego związku "Wolność". Stefan odpowiedział, że nie, a ja natomiast stwierdziłem, że "do zbrodniczego nie, ale do Polskiej Podziemnej Organizacji 'Wolność' - tak, tam nie było napisane, że ma ona charakter zbrodniczy". Zdaniem przesłuchującego, miała ona jednak na celu dywersję, napady, wysadzanie w powietrze! "Nic nam o tym nie wiadomo" - odpowiadaliśmy. Po tej konfrontacji kazano nam podpisać protokół, i to uczyniliśmy. I to był koniec samego śledztwa. W ciągu trzech dni sporządzono akt oskarżenia. Na samej rozprawie obecnych było ok. 50 oficerów politycznych. Oskarżono nas z art. 14 i 15 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 r. paragraf 1 i 2 za dywersję, sabotaż i szpiegostwo. Po orzeczeniu wyroku przewodniczący składu sędziowskiego kpt. Jankowski pouczył nas, że przysługuje nam prawo wniesienia skargi rewizyjnej do Najwyższego Sądu Wojskowego za pośrednictwem Sądu Rejonowego w Gdańsku. Ale nie odniosłoby to i tak żadnego skutku, ponieważ były to po prostu decyzje polityczne. Stefana Półrula widziałem po raz ostatni w momencie, kiedy nas rozkuwali. Czynili to w pewnej odległości, nie większej niż 1,5 metra. Obaj ruszyliśmy do siebie, złapaliśmy się za ręce i mocno uściskaliśmy. Stefan zdążył do mnie jeszcze powiedzieć: "Heniu, żebyś ty wiedział, ile ja się wycierpiałem". To był już wtedy szkielet człowieka. Skóra i kości. Mundur wisiał nam nim jak worek. Dziś po latach, jak słusznie zauważył dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik wrocławskiego oddziału IPN, historia zatoczyła koło. Podczas uroczystości pogrzebowych na młodojewskim cmentarzu padły z jego ust długo oczekiwane słowa przywracające dobre imię cichemu bohaterowi: - Bosmanmat Stefan Półrul powrócił do miejsca, z którego pochodził. Dzisiaj, wbrew temu, co przed laty próbowano nam wmówić, my wierzymy i wiemy, że człowiek, którego teraz tak uroczyście chowamy, walczył o niepodległość naszego kraju, a nie był bandytą, jak próbowano o nim przez lata mówić. Marek Zygmunt Wszystkich, którzy posiadaliby jakiekolwiek informacje na temat Stefana Półrula prosimy o kontakt na adres: zygmar1@op.pl. "Nasz Dziennik" 2008-09-24
Autor: wa